Kategoria: Anime & Manga, JaponiaGry | Tagi: , , , , , ,

Senjou no Valkyria / 戦場のヴァルキュリア (Valkyria Chronicles) (PS4 Remaster)


Data publikacji: 4 marca 2020     Autor:

Valkyria Chronicles - Remastered - Recenzja gry - - rascal.pl

Valkyria Chronicles

Welkin Gunther przybywa do swego rodzinnego miasta Bruhl. Zostaje on zatrzymany przez lokalny oddział policji obywatelskiej, którym dowodzi Alicia Melchiott. Po wyjaśnieniu pochodzenia, Welkin szybko zaprzyjaźnia się z dziewczyną. Niestety jeszcze tego samego dnia wojska Imperium wkraczają na teren miasta Bruhl – miejscowości granicznej terytorium Galli jednocześnie rozpoczynając Drugą Wojnę Światową. Welkin dowiaduje się od swej przyrodniej siostry Isary, iż jego ojciec zostawił po sobie czołg schowany w stodole przy ich domu. Bez zastanowienia postanawia go wykorzystać do obrony miasta razem z miejscowymi ochotnikami. Po udanej akcji, Welkin zostaje mianowany porucznikiem i dostaje zwierzchnictwo na nowo utworzonym Oddziałem 7.

Wprowadzenie

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, iż za każdym razem, gdy będę wspominał o głosach postaci i wyrażanych emocjach będę miał na myśli głosy oryginalne (japońskie), nie nędzny dubbing amerykański. Dlatego też pierwszą rzeczą po włączeniu gry, którą zrobiłem było ustawienie poniżej widocznej opcji w menu. Sprawa niby jasna i oczywista, ale wolę o tym wspomnieć.

Grę zakupiłem na konsolę Playstation 4 w wersji remaster (dostępna tylko na tej platformie). Zawiera w sobie wszystkie DLC, grafikę w wyższej rozdzielczości, a rozgrywka prowadzona jest w 60 klatkach (w porównaniu do 30 na każdej innej platformie). Dodatkowo jest to Europa Edition, czyli wersja z ładnym dwustronnym plakatem i artbookiem… którego niestety nie otrzymałem.

W recenzji tej pojawi się sporo stwierdzeń typu „w porównaniu do Valkyria Chronicles 4”, czyli tytułu, który recenzowałem kilka miesięcy temu.

Oprawa audiowizualna Valkyria Chronicles

Podobnie jak w przypadku Valkyria Chronicles 4, słyszymy tutaj bardzo podobną stylistycznie orkiestrową, podniosłą ścieżkę dźwiękową doskonale akcentującą poszczególne wydarzenia, klimat lokacji oraz sytuację na froncie. Również jeśli chodzi o aktorów głosowych, słyszymy coś tak dobrego jak w czwartej odsłonie recenzowanej serii. Inoue Marina w roli głównej bohaterki (Alicia Melchiott) to po prostu miód na uszy. Absolutny majstersztyk. Także Chiba Susumu w roli Welkina Gunthera (postać, w którą się wcielamy) wykonał kawał dobrej roboty (i razem ze wcześniej wymienioną Susumu sprawili, ze wiele kluczowych momentów na dobre wryło się w pamięć). Rola głównego antagonisty – Maximiliana przypadła jednemu z moich ulubionych męskich aktorów głosowych. Jest nim nie kto inny jak Fukuyama Jun (jego najpopularniejsza rola to prawdopodobnie Lelouch z Code Geass).

Muszę wspomnieć o tym ponownie, ale to kolejna gra utwierdzająca mnie w przekonaniu, iż w grafice liczy się przede wszystkim design. Pomimo upływu tylu lat (oryginalna premiera miała miejsce w roku 2008), Valkyria Chronicles wygląda nadal doskonale. Swoją drogą, programiści i artyści Media.Vision wykonali kawał kapitalnej roboty z silnikiem graficznym używanym w Valkyria Chronicles.

Zarys fabuły i bohaterowie Valkyria Chronicles

Podobnie jak w czwartej odsłonie (oraz drugiej i trzeciej), twórcy przedstawiają Drugą Wojnę Światową na kontynencie europejskim w alternatywnej rzeczywistości, jednak z masą nawiązań do wydarzeń i zachowań historycznych, które zachodziły w świecie realnym. Pierwsza część serii Valkyria Chronicles pokazuje losy Oddziału 7 z perspektywy dowódcy Welkina Gunthera.

Całość przedstawiona jest także w formie pamiętnika wojennego, tym razem sporządzonego przez dziennikarkę Irene Ellet.

Skład Oddziału 7 liczy wielu żołnierzy. Sporo z nich ma swoje historie poboczne, a ich charaktery to cały wachlarz najpopularniejszych japońskich typów osobowości. Najbliższym i najbardziej zaufanym człowiekiem dla nas jest jednak Alicia Melchiott (będąca jednocześnie moją ulubioną postacią) i to właśnie ona wspólnie z głównym bohaterem przechodzą największą przemianę powoli zdając sobie sprawę ze swych uczuć i pragnień.

Sama fabuła ma kilka niespodziewanych zwrotów akcji oraz mnóstwo wątków wyciskających łzy. Podobnie jak w czwartej odsłonie, początek wydaje się być sielanką. Nasz odział z łatwością wygrywa bitwę za bitwą, w obozie panuje euforyczna atmosfera. Szybko okazuje się, że wojna to prawdziwa tragedia dla obu stron konfliktu.

Istnieje jednak drobna różnica pomiędzy stylem prowadzenia fabuły w opisywanej tutaj części pierwszej i czwartej. Część pierwsza sporą uwagę poświęca głównej parze (Welkin i Alicia) i rozwija wątek romansu do bardzo satysfakcjonującego poziomu (łącznie z cholernie dobrym zakończeniem) oraz przedstawia konflikt z mniejszym rozmachem, pokazując walki o pozornie mniejszym znaczeniu dla całej wojny. Rozwija również o wiele mocniej temat tytułowej rasy Valkyrii (ich pochodzenie, znaczenie i historia). Valkyria Chronicles 4 stawia przede wszystkim na pokazanie siły przyjaźni, a (szczególnie w drugiej połowie gry) walki mają charakter olbrzymich, epickich bitew.

Obie części realizują swoje cele fabularne w sposób mistrzowski, dzięki czemu szybko zżywamy się z naszym oddziałem i całe przeżycie staje się po ukończeniu gry niezapominanie. Nie jestem w stanie wybrać, gdzie postacie do mnie bardziej trafiły. Jeśli chodzi o uśredniony ogół – postawię na czwórkę (może przez to, że czwarta odsłona miała więcej zawartości pobocznej – przez to więcej charakteryzacji), mimo wszystko to, w jaki sposób zostali poprowadzeni i przedstawieni Welkin i Alicia w jedynce mocno przebija czwórkę w wymiarze głównego pairingu.

Na koniec takie humorystyczne nawiązanie, w naszym oddziale służy prawdopodobnie babcia Kanzaki Ranko ([email protected] Cinderella Girls) 🙂 Nie dość, że są do złudzenia podobnie, to dzielą podobny typ charakteru i zainteresowania.

Rozgrywka i mechanika gry Valkyria Chronicles

Większość spraw dotyczących mechaniki rozgrywki i smaczków związanych z obsługą interfejsu przedstawiłem w recenzji Valkyria Chronicles 4 (bardzo polecam jej przeczytanie, ponieważ zawiera ona w sobie kluczowe elementy do zrozumienia praw rządzących w recenzowanej grze i zasad rozgrywki – przede wszystkim rozdział Rozgrywka i mechanika gry Valkyria Chronicles 4) dlatego też nie będę powtarzał tutaj tego samego – rdzeń gry pozostał taki sam. Skupię się jedynie na różnicach.

Podstawową różnicę stanowi brak klasy grenadierów. Z racji tego, że w czwartej odsłonie była to w zasadzie moja podstawowa jednostka oprócz snajperów, musiałem całkowicie zmienić moją taktykę, co w finalnym rozrachunku wyszło mi na dobre, ponieważ operacje przeprowadzałem o wiele sprawniej. Co ciekawe, efektem ubocznym tego był fakt, iż w odstawkę niemal odeszli też snajperzy. Zacząłem też wykorzystywać o wiele częściej system rozkazów (w zasadzie stał się dla mnie kluczowym elementem strategii).

Oprócz grenadierów, reszta jednostek pozostała niezmienna, podobnie jak system talentów i umiejętności poszczególnych żołnierzy, co często pełni kluczową funkcję na polu bitwy.

Subtelną różnicę widać także podczas walki, gdy wybieramy pojazd. W pierwszej części koszt użycia pojazdu to dwa punkty ruchu, w czwartej – tyle, co wybór każdej innej jednostki (jeden). Sprawiło to, że z czołgów korzystałem bardziej rozważnie – w zasadzie tylko, gdy trzeba było przebić się przez barykady obozów, lub unicestwić kilku stojących blisko siebie jednostek wroga moździerzem.

Zmianie uległa też lokalizacja bezpośredniej nauki rozkazów. W czwartej części funkcję tę pełniła stołówka, gdzie po obejrzeniu scenki z udziałem bohaterów, jeden z nich proponował nam naukę rozkazu w zamian za punkty doświadczenia. W części pierwszej sprawa ta jest bardzo uproszczona. Rozkazów uczymy się od starszego pana na cmentarzu wojennym, który podsumowuje całość dwoma lub trzema zdaniami.

W pierwszej odsłonie mamy do wyboru lokację w całości poświęconą naszej dziennikarce wojennej (Castlefront Street). Przeczytać możemy tam najważniejsze artykuły prasowe dotyczące spraw bieżących oraz kupić informacje o członkach naszego oddziału, które później są dostępne do obejrzenia w pamiętniku (często zawierają one również dodatkowe misje poboczne).

Ostatnią różnicą (z tych znaczących) jest brak mechaniki Last Stand wprowadzonej dopiero w odsłonie czwartej. Aktywowana była ona po utracie żołnierza na polu bitwy (gdy jego punkty życia osiągały 0). Mieliśmy do wyboru oddanie ostatniego strzału lub podniesienie morale otaczających go innych jednostek.

O samym tłumaczeniu gry wspomnę tylko tyle, że miałem wrażenie, iż Valkyria Chronicles 4 w wielu aspektach oddaje oryginalne dialogi znacznie lepiej niż opisywany pierwowzór. Szczególnie tyczy się to charakteryzacji. Nie ma tutaj na szczęście mowy o żadnych ekstremach jakie urządza Nintendo (choćby sytuacja z Xenoblade 2, gdzie na dobrą sprawę – to zupełnie inna gra na zachodzie), lub nawet zmianach, które mocno wypaczają materiał źródłowy.

 

Podsumowanie i ocena Valkyria Chronicles

Valkyria Chronicles to wzruszająca opowieść o tragediach wojennych, poruszająca sporo tematów dotyczących moralności i celów życia. Twórcy doskonale połączyli dramat z umiarkowanym humorem i sporą ilością scen z życia codziennego członków naszego oddziału. Udało się nawet przedstawić bardzo interesujący wątek romansu, ze świetnie zrealizowanym, satysfakcjonującym finałem. Na sporą uwagę zasługuje ogromne przywiązanie do szczegółów oraz chęć wytworzenia niezapomnianego klimatu poprzez dodatki typu dostęp do prasy, dokładne opisy każdego członka naszego oddziału, obszerne wyjaśnienia na temat każdego aspektu rozgrywki, broni, pojazdów, antagonistów, sytuacji politycznej i nawet poszczególnych wydarzeń i praw rządzących przedstawionym światem. Wszystko to pokazuje jak wiele serca włożono w tę produkcję. Osobiście (ponownie) nie mogłem wyjść z podziwu jak dobrą robotę wykonał każdy zespół pracujący przy tworzeniu tej gry (oryginalni aktorzy głosowi, reżyserzy, graficy, projektanci poziomów i projektów postaci, autorzy scenariusza i wszystkich treści tekstowych, kompozytor, ludzie od dźwięku i efektów). Uczucia tego typu nie towarzyszą mi często przy grach.

Grę ukończyłem w około 34 godziny. To znacznie krócej, niż w przypadku Valkyria Chronicles 4. Mam wrażenie, że sam wątek fabularny (łącznie z zawartością poboczną) jest nieco krótszy, choć spore znaczenie miał pewnie fakt, że byłem już mocno zaznajomiony z mechaniką gry i po prostu o wiele sprawniej wykonywałem kolejne misje.

Moja ocena to (również) 9.5/10. Zdecydowanie jeden z najważniejszych dla mnie tytułów, z jakimi miałem styczność od początku mojej przygody z grami (czyli od Atari 2600). Mam nadzieję, że Sega (i studio tworzące tę serię, czyli Media.Vision) nie poprzestanie na odsłonie czwartej i będzie mi dane zagrać w niedalekiej przyszłości w kolejną część Valkyria Chronicles. Tymczasem biorę się za ogrywanie Valkyria Chronicles III (tytuł ten różni się dość znacznie od 1 & 4 – ale o tym napiszę już w recenzji poświęconej tej konkretnej odsłonie) na konsoli PS Vita.

PS. Studio A1 Pictures stworzyło adaptację w wersji anime. Niestety, z tego co zdążyłem wyczytać, dość znacznie zmodyfikowali wątek romansu (dodając bezsensowny trójkąt miłosny) i jednego z pobocznych (lecz wciąż bardzo istotnych) antagonistów. Stanowczo polecam najpierw zagrać, dopiero później oglądać adaptację.

Galeria: