Rascal-Manga Mangi Mangi na jednej z moich półek.

Dziś chciałbym poruszyć trudny temat, dotyczący jakości polskich wydań komiksu japońskiego, częściej zwanego mangą. We wpisie tym postaram się przedstawić mój punkt widzenia, oraz udowodnić jego słuszność.

I. Wstęp. Moje początki.

Na samym wstępie chcę uprzedzić, że mam w głowie dziesiątki wątków, które chcę poruszyć i całość przy pierwszym czytaniu może wydać się trochę chaotyczna. Do popełnienia tego wpisu zmotywował mnie pewien komentarz , który znalazłem na fanpage jednego z polskich wydawnictw – ładnie i krótko ujął istotę problemu. Tutaj tak krótko nie będzie 🙂 I uprzedzając fakty – to jest moja prywatna opinia, przez ten tekst mam na celu ukazanie ludziom poszukującym informacji na temat typu i metod tłumaczenia praktykowanych w Polsce. Jasną rzeczą jest, że ktoś może uważać za zalety to, co ja uważam za wady. Przed skomentowaniem czegokolwiek proszę o dokładne przeczytanie CAŁOŚCI. Chcę tym samym zaznaczyć, iż nie mam zamiaru podważania kompetencji większości tłumaczy, zapewne bez powodu się na takich stanowiskach nie znaleźli. Ale kompetencje nie mają nic wspólnego z używanymi przez nich metodami, a właśnie na metodach się w tym wpisie skupiam, o czym przed chwilą wspomniałem.

Zaczynając swoją przygodę z japońskim komiksem, postanowiłem zainwestować w Chobits. Było to naprawdę sporo lat temu. Dlaczego ten tytuł? Jakoś nigdy nie pałałem miłością do takich pozycji jak Dragon Ball, Full Metal Alchemist, One Piece czy Naruto. Zwyczajnie mnie one nudziły (nic nadzwyczajnego, nie lubię gatunku shounen, szczególnie w wydaniu battle shounen). Pamiętam do dziś, że Chobits zrobiło na mnie wrażenie. Były to czasy, gdy mój poziom znajomości języka angielskiego… no cóż, po prostu nie byłem w stanie czytać płynnie i czerpać z tego jakąkolwiek przyjemność, więc naturalną sprawą było to, że wybrałem polskie wydanie. Jeśli człowiek nie zna języka angielskiego, a o japońskim nie ma bladego pojęcia, to nie ma szans, by zauważył jakich zmian dokonano przy tłumaczeniu, oraz wyłapał uproszczenia. Tak sobie żyłem w nieświadomości przez dobre kilka lat. W sumie, w tym okresie nawet serii TV nie oglądałem zbyt wielu, internet był po prostu zbyt wolny, człowiek zbyt mało poinformowany i sama zapora językowa także swoje robiła. Niemniej jednak pamiętam, iż nawet niektórzy Polscy tłumacze dbali o odpowiedni poziom ich tłumaczeń, jak znajomy dostarczał materiałów, to w osobnym pliku tekstowym wypisane były informacje na temat nawiązań kulturowych, zwyczajów, wyjaśnienia dotyczące nieprzetłumaczalnych słów i zwrotów (szkoda, że już tych materiałów nie mam). Wygodniejsze by było zamieszczanie tego w samych napisach, ale podejrzewam, że ówcześni tłumacze po prostu nie potrafili tego zrobić, gdyż napisy dostarczane były w formacie .txt ewentualnie srt. Bardzo mi się to podobało. Ze znajomymi właśnie dzięki temu poznawaliśmy kulturę i zwyczaje panujące w Japonii a nawet pierwsze słowa.

Tłumaczę z japońskiego i moje tłumaczenia są wierne, może nie piękne, ale najwierniejsze, jakie umiem zrobić. W telewizji ludziom puszcza się przerobione napisy czyli takie, by wszyscy zrozumieli to, co mówią. Jak anime jest od 15 lat, to telewizja przerabia tłumaczenia po to, by dwunastolatek to zrozumiał

— Anonim / Japonizacja. Anime i jego polscy fani. Autorzy: Siuda Piotr, Koralewska Anna
Jak widać, kiedyś ludzie dbali o jak najwierniejszy przekład, chcieli podzielić się swoją wiedzą po to, by widz mógł w pełni zrozumieć to, co ogląda (a bez wyjaśnienia zwyczajów panujących w kraju pochodzenia danego materiału, jest to zwyczajnie niemożliwe). Piękne czasy (zwane mrocznymi, na jednym z popularnych polskich forów zrzeszającym elitę polskiego fandomu – chyba każdy wie, które forum mam na myśli). Jak wygląda to teraz? Weźmy angielskiego – najlepiej tego całkowicie zlokalizowanego suba, wytnijmy wszystkie kluczowe elementy kultury japońskiej (w tym honoryfikatory/sufiksy), które jakimś cudem jeszcze zostały, zmieńmy jeszcze bardziej dialogi, wstawmy polskie suchary/memy i mamy gotowe tłumaczenie. Czyli dokładnie to, o czym anonimowy fansuber mówił wręcz z pogardą. Nie chodzi mi tutaj o aspekty techniczne typu typesetting (efekty na napisach, nakładanie ich na przedmioty/znaki itd) – mamy w Polsce ludzi, którzy się na tym znają i robią to dobrze. Jednak czy to jest kluczowy element tworzenia tłumaczeń? Rzekłbym, iż to tylko dodatek poprawiający estetykę, nic więcej.
W tym momencie może się komuś wydawać, iż zboczyłem z tematu. Otóż nie, to jest wprowadzenie, które przedstawia problem. Przykładów takich zachowań mógłbym podawać tysiące, ograniczę się do trzech, konkretnie przedstawiających naszych śmieszkowych tłumaczy.MangiMangiMangi

II. Polski rynek mangowy

Ten wpis rzecz jasna nie dotyczy sceny polskiej fansuberskiej. Zahaczyłem o tym temat, by pokazać (prawdopodobne) źródło problemu.

Jeśli spojrzymy na biblioteki wydanych tytułów przez polskie wydawnictwa, okaże się, iż mamy do wyboru całkiem sporo pozycji z różnych gatunków. Teoretycznie każdy znajdzie coś dla siebie. Rynek ten cały czas się rozwija, JPF, Studio JG czy Waneko (rzadziej Kotori, Hanami czy Yumegari) prześcigają się w ogłaszaniu nowych tytułów, użytkownicy czekają na nowości z utęsknieniem. Wszystko wydaje się piękne i cudowne. Jeszcze do niedawna sam byłem przekonany, iż tak właśnie jest. Nie zrozumcie mnie źle – dobrze jest mieć w czym wybierać. Cieszy mnie fakt, iż Polacy pozyskują nowe licencje, chciałbym to nawet wspierać… ale… no właśnie, jest pewne ALE. Kierunek przyjęty przez praktycznie WSZYSTKIE wydawnictwa to droga bez powrotu. Ich standardy tłumaczenia są już tak utarte, że nawet choćby chcieli – nie będą w stanie tego zmienić. Poprawić sytuacje może tylko i wyłącznie całkiem nowe wydawnictwo, które pewnie także by się zniechęciło po fali hejtu czołowych krzykaczy. Choć na dobrą sprawę, najmniej mam do zarzucenia Hanami oraz Kotori i byłbym nawet w stanie polecić część ich wydań (choćby Mushishi, przez wielu niestety uważane za drętwe i słabe).

III. Jakość polskich wydań mangi.

Przechodzimy do sedna. Opiszę tutaj jak ja widzę poczynania polskich wydawnictw. Na wstępie zaznaczę, że nie mam absolutnie zamiaru kogokolwiek obrażać czy mieszać z błotem. Zwyczajnie przedstawiam swój (i nie tylko swój) punkt widzenia i argumentuję, dlaczego zdecydowałem się nie wspierać polskiego rynku.

Zalety polskich wydań mangi.

Zacznijmy od pozytywów. Mangi w Polsce w zdecydowanej większości drukowane są na białym, dość grubym papierze o dobrej jakości (nie jestem ekspertem, ale takie coś można łatwo zobaczyć). Obwoluty także są wysokiej jakości, podoba mi się pomysł łączenia druku matowego z błyszczącym. Takie coś prezentuje się naprawdę ładnie i estetycznie. No i… to by było na tyle. Bardzo bym chciał wymieniać więcej pozytywnych cech, ale po prostu jest to zwyczajnie niemożliwe.

Wady polskich wydań mangi.

Ten punkt będzie trochę długi. Zawarte w nim będą przykładowe zdjęcia z polskich wydań oraz zagranicznych (także oryginalnych), dzięki temu łatwiej zrozumieć będzie co mam na myśli.

1. Tytuły i ich tłumaczenie 

Jestem daleki od tego, by twierdzić, iż tłumaczenie tytułów nie powinno mieć miejsca. Oczywiście, że powinno się przetłumaczyć tytuł. Ale nie zmienia to faktu, że oryginalny powinien pozostać gdzieś na okładce. Jak ktoś zna dane dzieło i zobaczy samo tłumaczenie, które często nie ma nic wspólnego z oryginalnym tytułem… to wybaczcie, ale nie będzie wiadomo o co chodzi, tym bardziej, iż to jest specyficzny rynek i fani (90% odbiorców) znają najczęściej oryginalny tytuł. Proszę, nie wyjeżdżajcie mi teraz z tekstem, który często widzę w komentarzach na facebooku czy forach typu ale ludzie w dzisiejszych czasach są leniwi, nawet im się nie chce w internecie sprawdzić tytułu. No przecież to jest taka bzdura, jakich mało. Po pierwsze – dlaczego mam tracić czas na szukanie tytułu w sieci? Do tego dochodzi fakt, iż nawet wydawnictwa w swoich sklepach internetowych najczęściej nie podają tytułu oryginalnego. Szanujmy siebie i swój czas, mało kto ma posiada go tyle, by szukać każdej głupoty. W tym przypadku wydawnictwa zagraniczne nie są wcale lepsze.

Pozytywnym przykładem w Polsce jest Tasogare Otome x Amnesia (mam na myśli samą okładkę) – tytuł japoński, z nawet ładnie przetłumaczonym polskim podtytułem – takie coś, to ja rozumiem (przypominam, że punkt ten dotyczy tytułów, reszta tej mangi cierpi na poniższe problemy także).

2. Forsowanie tłumaczenia wszelkich dźwięków.

Oczywiście, ponownie jestem zdania, że tłumaczenie JEST POTRZEBNE. W końcu sięgacie po polskie wydanie. Jednak jeśli odbywa się to przez całkowite wymazywanie oryginalnych onomatopei i wstawiania beznadziejnie wyglądających (jakby z word-arta) tekstów, co jednoznacznie oznacza psucie oryginalnego dzieła, całej estetyki i często dynamiki kadru – wtedy jest to dla mnie rzecz niewybaczalna.

Czytałem komentarze niektórych ludzi typu nie chcę krzaków, przecież to polskie wydanie, zostawianie oryginalnych dźwięków świadczy o niedbałości i lenistwie tłumaczy itd. Po pierwsze – nie chcesz krzaków, to dlaczego czytasz japoński komiks? Jeżeli przebijanie się przez bańkę kulturową jest rzeczą zbyt bardzo obciążającą twój mózg, to może sięgnij po coś typowo polskiego, bądź amerykańskiego, tam wszędzie stosowany jest alfabet łaciński, także w dźwiękach. Po drugie – jasne, ale można przecież napisać tłumaczenie POD danym dźwiękiem, zachowamy przy tym estetykę, dynamikę i będzie polskie tłumaczenie. Po trzecie – niedbałością jest wymazywanie oryginału i zastępowanie tandetnie wyglądającymi napisami. Lenistwo? Tak, wymazywanie wymaga więcej pracy, ale pracy, która jest niepotrzebna i wpływa destrukcyjnie na całość. Powiedziałbym iż lenistweo to uleganie naporowi internetowych krzykaczy.

Poniżej zdjęcia przedstawiające to, jak sobie radzą z tym wydania zagraniczne (wydawnictwa Yen Press oraz Seven Seas), można kliknąć w celu powiększenia:

Hiramoto-Akira-Prison-School-Yen-Press-001 Mangi

Hiramoto Akira, „Prison School”. Wyd. Yen Press

Powiększyłem także fragment, gdzie widać tłumaczenie znaku z autobusu (ale nie przez zastępowanie – kolejny plus). W pierwszym kadrze dźwięki. Obok/nad/pod oryginalnymi onomatopejami są: transkrypcja oraz tłumaczenie – rozwiązanie idealne, nieinwazyjne i przede wszystkim nie rzucają się w oczy. Ktoś jeszcze powie, że te znaki w katakanie nie dodają dynamiki? Teraz wyobraźcie sobie wydanie polskie z word-artem…

Hiramoto Akira, "Prison School". Wyd. Yen-Press Mangi

Hiramoto Akira, „Prison School”. Wyd. Yen Press

Jak jesteśmy w temacie Prison School, to powyżej następny przykład znaków nadających dynamiki, będących częścią rysunku.

Fumiaki Maruto, "Saenai-Heroine no Sodatekata. Wyd. Yen-Press. Mangi

Fumiaki Maruto, „Saenai-Heroine no Sodatekata. Wyd. Yen Press.

W przypadku powyższego zrzutu z Saekano od Yen Pressu analogiczna sytuacja. Kadry nienaruszone, estetyka zachowana i tłumaczenie z transkrypcją małą czcionką.

Atto, "Non Non Biyori". Wyd. Seven Seas Mangi

Atto, „Non Non Biyori”. Wyd. Seven Seas

Jak widać, Seven Seas stosuje nieco inną technikę (wolę to z Yen Pressu, czyli mniejszą czcionkę – o ile mnie transkrypcja oryginału nie jest potrzebna, to dla większości jednak by się przydała), nadal jest to coś, co całkowicie akceptuję.

Atto-Non-Non-Biyori-Comic-Alive-004 Mangi

Atto, „Non Non Biyori”. Wyd. Seven Seas

Jak już jesteśmy przy Non Non Biyori, to powyżej jeszcze jedno zdjęcie ze scenami, gdzie dźwięki są częścią rysunku i nadają kadrom dynamiki.

OK, przejdźmy teraz do wydań oryginalnych (tak, by mieć porównanie).

Yabuki Kentarou & Hasemi Saki, "To Love Ru", Wyd. Shounen Jump Mangi

Yabuki Kentarou & Hasemi Saki, „To Love Ru”, Wyd. Shounen Jump

Tu nie ma w zasadzie o czym pisać, tak to wygląda w oryginale.

Okamoto Rin, "Gokukoku no Brynhildr". Wyd. Young Jump Mangi

Okamoto Rin, „Gokukoku no Brynhildr”. Wyd. Young Jump

Jak wyżej.

Kotoyama, "Dagashi Kashi". Wyd. Shounen Sunday Mangi

Kotoyama, „Dagashi Kashi”. Wyd. Shounen Sunday

I tutaj podobnie.

No i teraz punkt programu, wydania polskie…

Clamp, "Kobato". Wyd. JPF Mangi

Clamp, „Kobato”. Wyd. JPF

No przepraszam bardzo. Co to jest? Czcionki z Worda, ohyda. Jakby ludzie zajmujący się typesettingiem tworzyli własny komiks – to niech sobie coś takiego stosują, ale tutaj…

Gou Tanabe, "Maken". Wyd. Waneko Mangi

Gou Tanabe, „Maken”. Wyd. Waneko

Te czcionki tutaj naprawdę nie pasują. Wygląda to fatalnie, bardziej jak w komiksie Marvela. Taki styl do mangi pasuje tak samo jak ogórek kiszony do sałatki owocowej (celowo takie porównanie, może komuś tam pasuje, ale większości nie).

Maybe, "Tasogare Otome x Amnesia". Wyd. Waneko Mangi

Maybe, „Tasogare Otome x Amnesia”. Wyd. Waneko

Tego komentować już nawet nie będę.

Tadano Nobuaki, "70 Oku no Hari". Wyd. JPF Mangi

Tadano Nobuaki, „70 Oku no Hari”. Wyd. JPF

Znowu zabawy w amerykański styl?

Tadano Nobuaki, "70 Oku no Hari". Wyd. JPF Mangi

Tadano Nobuaki, „70 Oku no Hari”. Wyd. JPF

Na tym zakończę ten punkt, chyba więcej wyjaśniać nie muszę…

3. Całkowite wycięcie zwrotów grzecznościowych/honoryfikatorów/sufiksów w polskich wydaniach mangi

No wybaczcie, ale o ile tytuły i onomatopeje można uznać za mniej ważne dla całości (jednak nadal ważne) kwestie estetyczne, to tutaj zaczynają się już schody.

Od razu napiszę – nie jest możliwe przetłumaczenie japońskich (i ogólnie azjatyckich) zwrotów grzecznościowych w formie sufiksów (-chan, -kun, -senpai, -kouhai, -san, -sama, -dono itd). O ile w niektórych przypadkach za -san można z powodzeniem użyć jako pan/pani to i tak nie warto tego robić. Z honoryfikatorami wiąże się często mnóstwo scen humorystycznych, gdzie zwyczajnie nie da się wiernie przetłumaczyć bez używania sufiksów. Potem zaczynają się zabawy w zmiany dialogów (ale o tym później). Oprócz tego honoryfikatory pełnią kluczową rolę w relacjach międzyludzkich w Japonii, są nieodzownym elementem ich kultury. A ile mamy sytuacji, gdzie ktoś przestaje dodawać sufiks do imienia, co jednocześnie jest punktem zwrotnym danej historii? Nie można tego tak po prostu wyciąć bez znacznej utraty kontekstu bardzo wielu sytuacji.

Widziałem w komentarzach np. takie rzeczy jak:

Żyjemy w Polsce, postacie muszą wyrażać się w taki sposób, zęby było to naturalne dla polskiego czytelnika.

Po pierwsze – protip – uwaga uwaga, czytasz komiks, którego akcja (w 90% przypadków) ma miejsce w jakimś fikcyjnym, lub nie (często to drugie) mieście Japonii. Nie czytasz o losie Zdzisława i Genowefy z Bieszczad (ostatnio Bieszczady stały się modne, nie wiem dlaczego), ale np. o zmaganiach z codziennością Nagisy oraz Tomoyi, którzy żyją w JAPONII (akcja serii ma miejsce w kilku miastach, wszystko inspirowane było prawdziwymi lokacjami, więcej tutaj). To chyba naturalne, że nie będą się oni zwracać do siebie w taki sam sposób, jak ma to miejsce w Polsce czy gdziekolwiek indziej. Czyli powyższe zacytowane zdanie jest totalną bzdurą udowadniającą tylko jedną rzecz o danym użytkowniku – zaściankowość, brak otwarcia na otaczający świat i generalnie coś, co ma ładne określenie w angielskim, ludzi takich określa się terminem – closed-minded (bardzo często stosowany np. względem kogoś, kto zamyka się na wszystkie inne gatunki muzyczne, niż jego ulubiony – dziwnym trafem są to najczęściej fani metalu, czyli jak wszystkim wiadomo – jedynej słusznej muzyki).

Niestety to dla mnie jeden z dealbreakerów wykluczających zakup polskich wydań.

Jak to wygląda za granicą? Różnie. Moje ulubione wydawnictwo – Seven Seas ZAWSZE używa sufiksów, za co jestem im wdzięczny i tym samym ich wspieram (wspomnę o nich także w kolejnych punktach). W mangach dziejących się w Japonii, które często ociekają ich kulturą Yen Press także stosuje sufiksy. Odbiegają lekko od tematu, nawet oficjalne napisy do anime BARDZO CZĘSTO zawierają sufiksy – firmy te wiedzą, że po prostu tego się nie tłumaczy. Także kolejny argument polskich ekspertów (za granicą się nie stosuje od dawna) to jest kompletna bzdura i tylko pokazuje, jakie obeznanie w temacie mają ludzie komentujący.

Poniżej przykłady:

Fumiaki Maruto, "Saenai-Heroine no Sodatekata. Wyd. Yen-Press. Mangi

Fumiaki Maruto, „Saenai-Heroine no Sodatekata. Wyd. Yen-Press.

Jak widać, zachowano wszystko, od -senpai, po -kun itd. Całkowicie naturalne. Bez wymyślania i zmieniania. Po prostu.

Hiramoto Akira, "Prison School". Wyd. Yen-Press Mangi

Hiramoto Akira, „Prison School”. Wyd. Yen-Press

Podobnie w Prison School, od -chan, -san po -dono. Wszystko jasne, bez niepotrzebnych ingerencji i utraty na znaczeniu.

Atto-Non-Non-Biyori-Comic-Alive-002 Mangi

Atto, „Non Non Biyori”. Wyd. Seven Seas

Jak widać – da się. Mało tego – fani są zadowoleni, a wydawnictwa często chwalą się wiernością i autentycznością tłumaczenia. No i świetnie. Poniżej jeszcze przykład z powieści Strawberry Panic wydawnictwa Seven Seas:

Kimino Sakurako, "Strawberry Panic". Wyd. Seven-Seas Mangi

Kimino Sakurako, „Strawberry Panic”. Wyd. Seven-Seas

Na następnych stronach jeszcze jest więcej objaśnień, ale to chyba wystarczy – da się nawet w powieściach zachować wierność? Jak widać – da się!

A tym czasem w Polsce – całkowita rezygnacja ze zwrotów grzecznościowych. Czasem nawet imiona są zmieniane, bądź spolszczane (tak Studio JG, patrzę na was). Mam wrażenie, że polskie wydawnictwa mają swoich czytelników zwyczajnie za durni.

Na podsumowanie. Czy ktokolwiek wyobraża sobie Kuroko zwracającą się do Misaki inaczej niż Onee-sama?

Kamachi Kazuma & Fuyukawa Motoi, "Toaru Kagaku no Railgun". Wyd. Seven Seas Mangi

Kamachi Kazuma & Fuyukawa Motoi, „Toaru Kagaku no Railgun”. Wyd. Seven Seas Mangi

4. Wierność tłumaczenia w polskich wydaniach mangi

Zwroty grzecznościowe także wiążą się z tym punktem, ale do samych tłumaczeń postanowiłem poświęcić osobny paragraf.

Na samym wstępie – chciałbym, aby Polscy internetowi krzykacze nauczyli się rozróżniać wierne tłumaczenia, a tłumaczenia słowo w słowo. Wierne tłumaczenia to takie, które idealnie oddają kwestie wypowiadane przez bohaterów – najczęściej poprzez wyłapanie słowa/słów kluczowych z danego zdania i dobudowaniu do tego w miarę poprawnie brzmiącego polskiego zdania (a nie przez zmianę na polskie odpowiedniki!). Nie da się tłumaczyć słowo w słowo, nawet jakby ktoś chciał (generalnie głupi pomysł) – jest to technicznie niewykonalne. Niestety bardzo wiele osób nie rozróżnia tych terminów.

Jestem także wielkim przeciwnikiem liberalnych/wolnych tłumaczeń. Ja i bardzo wiele osób siedzących w temacie już od dawna, zainteresowały się tematem mangi i anime właśnie przez specyficzne poczucie humoru, prowadzenie dialogów i fabuły przez Japończyków (oczywiście sam styl rysunku także miał na to duży wpływ) oraz ogólną INNOŚĆ. Od samego początku (od kiedy tylko nabrałem świadomości) chciałem tłumaczeń tak wiernych, jak tylko jest to możliwe. Nie po to sięgam po dzieło japońskie, by czytać polskie suchary. Jakbym chciał polskich sucharów, to obejrzałbym Świat Według Kiepskich, Pamiętniki z Wakacji, Dlaczego Ja i inne podobne polskie dzieła sztuki. Ale nie chcę tego.

Dlaczego więc polskie wydawnictwa wciskają na siłę całą masę memów/sucharów do swoich tłumaczeń? Możliwości są dwie, albo mają swoich czytelników za idiotów, albo idą na łatwiznę, bo po wkładać wysiłek i coś wyjaśnić, skoro można wrzucić pierwszy lepszy suchar, który przyjdzie tłumaczowi do głowy, ludzie przecież i tak kupią.

Kolejny protip z mojej strony:

Jak chcecie być śmieszni na siłę, to polecam napisać swój komiks. Nie wspominając o totalnych uproszczeniach i wyprania większości tytułów z ich japońskości, pisanie całych dialogów od nowa,

Zrobiłbym zdjęcia, niestety większość polskich wydań, które posiadałem już dawno sprzedałem. Kopalnią takiej błazenady było Kokoro Connect wydane przez Studio JG, K-On także od Studia JG (przy czym jest to chyba najbardziej ohydne tłumaczenie jakie w życiu widziałem, suchar/mem goni suchara, większość żartów totalnie skopana, całość niesamowicie uproszczona), Toradora – Studio JG, Girlfriends – Studio JG, One Punch Man – JPF, Ścieżki Młodości – Waneko, Orange – Waneko, Haganai – Studio JG, Uśmiech Kanako – Studio JG. Mamy tego o wiele więcej. Choćby Silver Spoon, którego tłumaczenie jest tak złe, że aż płakać się chce człowiekowi (jak zobaczyłem tekst o Dodzie w tłumaczeniu, to nawet nie czytałem tego dalej, oddałem za darmo znajomemu całość), cytowanie słów polskiego szlagieru – Ona tańczy dla mnie (teraz już nie pamiętam co to za komiks był). Podobnie sytuacja wygląda (a może jeszcze gorzej) w Dr. Slump, rondo imienia Gesslerowej itd. Znajomy mi ostatnio pokazał jeden z tomów Full Metal Alchemist gdzie był tekst bijesz jak Gołota. (albo Pudzian, nie pamiętam dokładnie), a z tego co mi mówił, to takich kwiatków jest tam cała masa.

Ja mam za coś takiego płacić swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi? Za humor, którego nienawidzę i od którego uciekam? No wybaczcie, ale nie. Tak, wolę przypis z pełnym wyjaśnieniem (którego przeczytanie zajmie mi – o zgrozo – kilka sekund), niż wpierdzielanie durnych polskich żartów. Tak, wolę coś (teoretycznie) bardziej sztywnego, niż durne internetowe/lokalne żarty i uproszczenia. Tak – to jest dla mnie dealbreaker. Powiedzmy sobie szczerze, żartów nawiązujących do celebrytów japońskich jest mało. Najczęściej stosowany humor (który uwielbiam) to gry słowne, naprawdę nie wyobrażam sobie zlokalizowania tego. Notki i jeszcze raz notki. Raz się o tym dowiem, na drugi raz będę wiedział o co chodzi. Drodzy tłumacze, nie tłumaczycie dla stada baranów. Ludzie posiadają zdolność zwaną przyswajaniem/nauką.

Obecnie, z pozostałości polskich wydań które posiadam:

Takano Ichigo, "Orange". Wyd. Waneko mangi

Takano Ichigo, „Orange”. Wyd. Waneko

W oryginale chodzi o popularny japoński noworoczny program, gdzie znane osoby śpiewają znane utwory. W polskim wydaniu mamy… Kevina. Cudowny żart. Zwłaszcza, iż ta scena wcale nie miała być humorystyczna, ale to tylko taki szczegół…

Swoją drogą, Waneko samo się kiedyś przyznało, że często tłumaczą z wydań angielskich i robią tylko final check z oryginałem. No wybaczcie, ale tłumaczenia tłumaczeń i ja mam za to płacić? Nie wnikam w metody przez nich stosowane, ale mówienie…

Waneko-Ang mangi

…że nie ujmuje na jakości? Ja nie wiem komu taki kit chcecie wciskać, ale jak ktoś zna język (i/lub sam coś tłumaczył), to widzi jakie bzdury zostały tutaj napisane. I daję łeb, iż tłumacz sam płakał jak coś takiego pisał. Jeśli coś takiego robicie – OK, ale nie wmawiajcie innym, że nie ujmuje to jakości tłumaczenia. Przekład przekładu? Litości.

Podsumowując ten podpunkt – wydawnictwa w Polsce robią wszystko, bym nie kupował ich tłumaczeń.

Pozostaje kwestia notek.

W wydaniach Seven Seas bardzo często znajdziemy obszerne notki na temat zwyczajów, nawiązań kulturowych czy czegokolwiek innego. Pojawiają się ona na boku strony, gdzie dane nawiązanie się znajduje. Rozwiązanie idealne dla mnie. Yen Press także stosuje przypisy, ale niestety ładuje je na sam koniec tomiku. No cóż, lepsze to niż nic. Poniżej kilka przykładów.

Atto-Non-Non-Biyori-Comic-Alive-005 mangi

Atto, „Non Non Biyori”. Wyd. Seven Seas

Jak widać powyżej, informacje te dotyczą nawet takich błahych spraw. Bardzo mi się to podoba, mimo iż o wielu rzeczach już wiem. W takim przypadku kupowanie przekładu względem oryginału ma sens i naprawdę to cenię.

Fumiaki Maruto, "Saenai-Heroine no Sodatekata. Wyd. Yen-Press. mangi

Fumiaki Maruto, „Saenai-Heroine no Sodatekata. Wyd. Yen-Press.

Tak wygląda to w wydaniach Yen Press. W przypadku Saekano, na notki poświecono kilka stron, wiele rzeczy wyjaśnionych, nawet takich całkiem podstawowych – świetne dla nowych czytelników.

Hiramoto Akira, "Prison School". Wyd. Yen-Press mangi

Hiramoto Akira, „Prison School”. Wyd. Yen-Press

A tak w przypadku Prison School.

W polskich wydaniach Waneko czasami stosuje 2-6 słowne notki, które tak naprawdę niewiele wnoszą. Do tego w Kobato od JPFu widziałem na końcu całkiem pokaźną kolekcję wyjaśnień. W zasadzie samo tłumaczenie Kobato także wypadło dość dobrze (choć nie mam w tym przypadku porównania z oryginałem) i było chyba jedynym, z ktrórego w jakimś stopniu byłem zadowolony. Tak właściwie to jeszcze Another, także od JPFu był całkiem strawny (ale tutaj ponownie – nie mam porównania z oryginałem) czy wspomniane wcześniej Mushishi od Hanami.

5. Cenzura

Na jakąkolwiek wiadomość o cenzurowaniu ZAWSZE reaguję alergicznie. Niestety w Polsce wiele komiksów zostało w mniejszy lub większy sposób ocenzurowanych. Najgłośniejszym przypadkiem było chyba Hatsukoi Limited od Waneko, gdzie ocenzurowano… MAJTKI. Tak, dobrze czytacie, majtki. W jaki sposób? Poprzez naniesienie durnej onomatopei (po raz kolejny – rodem z Word Artu). Nie tyczyło się to pojedynczego kadru. Niestety nie posiadam już tego tytułu w wersji polskiej, więc pokażę jedynie zdjęcie, które kiedyś w internecie znalazłem:

Kawashita Mizuki, "Hatsukoi Limited". Wyd. Waneko. mangi

Kawashita Mizuki, „Hatsukoi Limited”. Wyd. Waneko.

Z lewej strony wydanie polskie, z prawej skanlacja. Tak, w mandze ecchi ocenzurowano majtki. Jak już wspomniałem, im dalej, tym cenzura była jeszcze gorsza i nie tyczy się to tylko tego konkretnego kadru. Samo tłumaczenie także było beznadziejne, cała masa sucharów, zmienione dialogi. Szkoda w ogóle o tym wspominać. Oczywiście ocenzurowane jest tylko polskie wydanie. Ludzie, litości.

Oczywiście widziałem także komentarze typu:

  • no i co z tego, że ocenzurowali, to tylko majtki
  • mnie to wisi, przecież kupuję to dla fabuły, a nie tego jak wygląda

No widzicie, a mnie i wiele osób bardzo to boli, tak jak jakakolwiek inna ingerencja w oryginalne dzieło (wspomniane wcześniej dźwięki). Tym bardziej, że o cenzurze NIKT Z WAS, WYDAWCÓW nie wspomniał. Takie coś powinno być wypisane wyraźnie na okładce TYTUŁ CENZUROWANY. Szczytem było wydanie mangi hentai i jej ocenzurowanie (Witchcraft i Tayu Tayu od Yumegari – wycięto kilka kadrów). Po prostu mistrzostwo świata.

6. Kilka cytatów, które znalazłem na forach

Chciałbym tutaj wkleić kilka wypowiedzi użytkowników, którzy widzą co się dzieje i tak samo jak mnie, zwyczajnie odstrasza od kupowania rodzimych produktów. Nie będę podawał nicków, ponieważ nie wiem, czy sobie tego ci ludzie życzą. Cytaty wklejone bez cenzury i poprawek.

Cytat 1:

Ja nie mówię, żeby zostawiać wszystko nieprzetłumaczone. Ale są pewne zwroty, których NIE DA SIĘ przełożyć na język polski, a które są ważne – również mogą być ważne fabularnie.
Poza tym (już to pisaliśmy kiedyś), to też zależy od miejsca akcji. Oczywiście wlepianie w usta Londyńczyka „Smith-san” jest durne, i wtedy jak najbardziej – przekładajcie to sobie. Zachowuje to klimat. Ale tak samo durne moim zdaniem jest stwarzanie sytuacji, gdzie Japończyk mówi zwroty czysto zachodnie.

Wyżej wymieniona kwestia szacunku – może się wydawać, że jest to rzecz mało ważna. Ale teraz załóżmy, że porzucamy ten wątek szacunku, I robimy środowisko polskie:

Yuki, idziemy na lody?
Wybacz, Sakura, nie mogę, jestem zajęta.

I teraz dochodzi do innej sytuacji. Na rysunku widzimy zdołowaną Sakurę ze spuszczoną głową, obok niej stoi Yuki. Sakura mówi:

Yuki, ty zawsze mi wszystko zabierasz

Po czym Yuki robi wystraszone oczy. Pytanie: dlaczego? W środowisku polskim, Yuki po prostu by przeprosiła, i próbowała wytłumaczyć nieporozumienie. Spróbujmy zostawić honoryfikatory w poprzednim dialogu:

-Yuki-neesama, pójdziemy na lody?
-Wybacz, Sakura-chan, nie mogę, jestem zajęta

I w drugim:

-Yuki, ty zawsze mi wszystko zabierasz

Poprzez usunięcie honoryfikatora, autor może pokazać, że Sakura się nie pierniczy – jest wściekła na Yuki, co wyraża brak honoryfikatora. I teraz, przerażone oczy Yuki mają sens – ponieważ wystraszyła się nagłej zmiany charakteru Sakury, którą zawsze postrzegała jako „delikatną, kochającą młodszą siostrę”.

Oczywiście, powyższy problem możnaby rozwiązać, jeżeli na następnych panelach w mandze, pokażemy wyraźnie emocję wściekłości na twarzy Sakury – czy to „ognistej” wściekłości, z okrzykiem na ustach, czy „lodowatej”, ze sztyletującym spojrzeniem.

Ale co, jeśli autor nie narysował w/w emocji? Co, jeśli nie dojdzie do otwartej konfrontacji, a Sakura opuści pomieszczenie nie zmieniając wyrazu twarzy? Cała strona w takim wypadku jest bez sensu, bo czytelnik nie będzie miał pojęcia, czego Yuki się wystraszyła.
Oczywiście to jest dość prosty przykład, ale chodzi mi o przedstawienie pewnego schematu – gdy drobna zmiana konotacji w tekście, potrafi mieć poważny wpływ na całość kreacji.

Cytat 2:

Wiesz, tak generalnie to moim zdaniem powinno się podwyższać poziom ogółu, a nie zrównywać go z najmniej rozgarniętą częścią społeczeństwa, ale co ja tam w sumie wiem. W końcu mamy epokę, gdzie idolem nastolatek do naśladowania jest Doda, czego ja od społeczeństwa wymagam… Myślenia? Inteligencji? Poszerzania horyzontów? Pff, ależ się zapędziłem!

Wiecie co, macie rację. Wywalcie wszystkie nawiązania do kultury japońskiej. Powstawiajcie do wszystkiego nazwy polskie-NIE! Mało. Zedytujmy obrazki, na styl amerykan, i zamiast potraw/narzędzi pochodzących z Japonii powstawiajmy polskie odpowiedniki. Zamiast onigiri wstawmy… Kanapki z dżemem, zamiast Bento kanapki z szynką i serem, zamiast ryżu z sosem curry dajmy jarzynową na stołówce. To samo z kulturą, wywalmy wszystkie świątynie Shintoistyczne i Buddyjskie i powstawiajmy w ich miejsce kościoły, to samo z kapłanami. W końcu nie można wymagać od przeciętnego polaka, żeby zdawał sobie sprawę, że na świecie są inne religie poza KRK czy inne państwa poza Anglia-Francja-Niemcy-USA, które mają własną kulturę.

W końcu nie każdy może zrozumieć, czym jest brama Torii, a żeby to wyjaśnić, musielibyśmy wstawić-OCH NIE!-przypis tłumacza. Dodatkowe zdanie do przeczytania! Tak być nie może. DO PIACHU Z TĄ BRAMĄ! WSTAWIAMY TAM POMNIK PAPIEŻA!

Cytat 3:

Z nawiązaniami kulturowymi jest różnie – w zasadzie można zmienić, ale w po- lub przedsłowie powinno być wytłumaczone jak to wyglądało w oryginale i skąd się to wzięło. I co z tego, że nie kupują po to, żeby się uczyć? Czy to im w jakiś sposób broni zdobywania nowych informacji w trakcie? Umieścić na początku mangi kilka krótkich objaśnień (żeby nie przerywać później lektury w trakcie) i tyle 😛 I w ten sposób zmusić też ludzi do tego, żeby poznawali nowe fakty – rozwój społeczeństwa.

Czy was naprawdę tak gryzie przeczytanie kilku krótkich zdań?

Cytat 4:

Fani anime oglądają suby angielskie z jakiegoś powodu. Ten powód brzmi: „BO POLSKIE SUBY SĄ DO DUPY”. Twój argument w tej odpowiedzi jest w tym względzie do nich podobny, a my rozmawiamy teraz poniekąd o tym, jak poprawić jakość subów PL, więc z całym szacunkiem, STFU.

Do [nick], kobieto – ile razy przeczytałaś ten przypis odnośnie znaczenia tych honoryfikatorów? 2? 3? Potem już go nie czytasz, bo wiesz o co chodzi. Jak ja czasem z wami rozmawiam, to mam wrażenie, że jak czytacie mangę to wprowadzacie się w jakiś hipnotyczny trans, gdzie nie widzicie nikogo i niczego poza komiksem, a niedobre przypisy próbują was z tego transu wyrwać… WTF? To samo z anime. Oglądam anime, widzę dłuższy przypis to robię na sekundę pauzę, czytam, puszczam dalej. Całość trwa kilka sekund, i nikt mi głowy nie odstrzelił z powodu, że na sekundę przerwałem oglądanie. A po dwóch, czterech, pięciu razach, wystarczy że zobaczę słowo-klucz w przypisie, i nie czytam, bo już wiem o co chodzi. Robicie z tego taki problem, jakby tłumacze kazali wam conajmniej co pięć minut czytać całe, 5-stronowe artykuły na Wikipedii.

I to nie jest „zainteresowanie się kulturą japońską”. To jest „posiadanie bladego pojęcia o kraju, z którego te komiksy pochodzą”. Ja wam do cholery nie każę przecież całego Kojiki czytać -_-‚

Cytat 5:

Serio pozmieniali żarty w One Punch Man? Kurcze, szkoda. Nie żebym miała zamiar kupować mangę, no ale teraz wiem na pewno że polskiego tłumaczenia nie ruszę. Tak, dokładnie – kasa jest, manga się dobrze sprzedaje, więc co się będą nami przejmować?
Racja, zgadzam się całkowicie. Też by mnie to tak nie wciągnęło, gdyby nie fakt, że japońska kultura i ich sposoby przedstawiania tego w anime są bardzo interesujące.

Tak, straszne głupie to ich myślenie. Biorąc pod uwagę, że Japonia PRZESIĄKNIĘTA jest tym wszystkim, dlatego anime jest też takie ciekawe, jak wspomniane wyżej. A jak to wszystko zmienisz w polskie odpowiedniki/memy… no to tak jakbyś oglądał polski film. To czemu po prostu od razu nie wziąć się ta takowy film…

Cytat 6:

[w odpowiedzi na zachwalanie zabiegów lokalizacyjnych]

To może hmm… czytaj sobie kurwa polskie komiksy? (używając twoich radosnych świetlanych rad) Po co sięgasz po coś z drugiego końca globu skoro nie masz ochoty przebić się przez bańkę kulturową? W amerykańskich wydaniach bohaterom zmieniano kulki ryżowe na burgery, do tego dążysz?

Cytat 7:

Dla mnie jest to głęboka ingerencja w treść i bezpowrotna utrata przekazu autora. Powoduje to olbrzymi dysonans (akcja w Japonii a co chwilę padają polskie nazwiska) i jest w sumie niepotrzebne. Na przykład w którymś tomie bodaj Onizuka wspomniał o piersiach jakiejś XXX (to było chyba porównanie do tej XXX). W polskim tłumaczeniu wstawiono jakąś polską, dajmy na to Brodkę (nie pamiętam kogo). Poza skojarzeniem, że to piosenkarka i tak nie wiedziałem jak wygląda (nie znałem nic poza nazwiskiem). Oczywiście nie dowiem się dzięki temu jaką znaną japońską piosenkarkę umieścił w mandze autor oraz o jakie piersi mu chodziło. Można było zrobić krótki przypis do japońskiego nazwiska (*piosenkarka) a można było to umieścić nawet w tekście w stylu „piersi jak u tej piosenkarki, XXX”. Tłumacz wybrał najgorszą możliwość zmieniając postacie. Dla mnie to już nie tłumaczenie a luźna interpretacja.

Cytat 8:

Okej tłumaczenie tytułów jeszcze mogę zrozumieć, ale lokalizowane tłumaczenia dialogów to tragedia.
A to wkładają jakieś polskie produkty jako przykłady i już cała imersja idzie się jebać, a to „-kun” tłumaczą na „kolego”. Mówię tu o tym jak gówniane mogą być tłumaczenia. To może lepiej żeby tego nie ruszali?

Zresztą widzowie to nie idioci nie trzeba im wszystkiego podsuwać na złotej tacy, tłumacząc że senpai to starszy ziomek. Widz się tego domyśli w kilka chwil, nawet ten nie zaznajomiony z kulturą japońską. Nie sprowadzajmy wszystkiego do idiotów!

Cytat 9 (Notatki Carlosa):

Dla mnie jako osoby, która się tym interesuje znacznie ciekawiej jest, gdy są przypisy wyjaśniające, bo dzięki temu potencjalnie mogę się dowiedzieć czegoś nowego o Japonii.

___
Z biegiem czasu ten podpunkt będzie uzupełniany.

7. Ciekawe linki, które świetnie uzupełniają ten wpis:

IV. Podsumowanie

Nie chcę demonizować wszystkich polskich wydań. Zdarzają się dobre, zwłaszcza te, które nie są mocno powiązane z samą Japonią (czyli np fantastyka). Niestety mnie poziom i styl jaki sobie wydawnictwa wyrobiły nie pasuje. Wszystko o czym pisałem bardzo mi przeszkadza i szczerze mówiąc zastanawiałbym się czy czytać to w ogóle, nawet jeśli byłoby udostępnione za darmo. Nie wyobrażam sobie przeznaczania swoich pieniędzy, na które ciężko pracuję na zakup czegoś co mnie nie zadowala. Paradoksalnie – chciałbym teraz podziękować polskim wydawnictwom za to, że coś takiego robią. Kilka lat temu zacząłem naukę japońskiego, dzięki waszym tłumaczeniom dostałem większej motywacji do nauki i w tym momencie czytam sobie bez problemu wydania oryginalne. Czyli jakieś plusy jednak są:)

Nadszedł moment, w którym muszę  zaznaczyć istotną rzecz – ten wpis, to nie wylewanie moich żalów na złe wydawnictwa, które niszczą mi komiksy. Nie, zdecydowanie nie. Nie chciałem także pisać tego na samym początku, żeby z góry nie nastawiać nikogo negatywnie do polskich wydań. Ten wpis ma na celu uświadomienie faktu, w jaki sposób polskie wydawnictwa traktują swoich klientów (tak, lwia część czytelników nie ma pojęcia jak ma się do oryginału to, co kupują). Mnie to osobiście wszystko jedno, czy coś zostanie na język polski przetłumaczone i oficjalnie wydanie, czy nie. Wolę zamówić oryginalne wydanie z Japonii, które wychodzi często 3 razy taniej niż tłumaczenie Polskie (a czasami więcej, zdarzyło mi się kilka razy, iż kolekcję 18 tomów jednego tytułu w stanie idealnym kupiłem za 500 yen + koszt przesyłki). I do tego nie muszę sobie nerwów psuć, że wyskakują jakieś Keviny, Dody, czy edytowane są oryginalne kadry. Mało tego, czasami wolę wydać trochę więcej pieniędzy na tomiki w języku angielskim (takie jak te, które pokazywałem w tym wpisie… w sumie mogłem pokazać więcej, ale zwyczajnie nie chciało mi się obrabiać tak wielu zdjęć), które są wydane z dbałością o wierność oryginałowi (nie mówię, że wszystkie takie są, bo nie są, ale jednak sporo można takich znaleźć). Nie wspominając o zagranicznych skanlacjach, gdzie bardzo wiele grup robi tak świetną robotę z wiernym tłumaczeniem, że żaden wydawca nie będzie w stanie czegoś takiego dokonać (jasne, grupy stawiające sobie za cel amerykanizację wszystkiego także istnieją, ale łatwo jest rozpoznać kto jest kim).

Z wielką przykrością stwierdzam, że w zasadzie jedynym sensownym powodem kupowania mangi w języku polskim jest brak znajomości języków obcych. Naprawdę bym chciał polecić polskie wydania. Jestem dumny z tego, iż urodziłem się Polakiem, ale jak coś jest zwyczajnie słabe, to przecież nie polecę tego tylko ze względu na kraj pochodzenia. No ale jeśli tobie – czytelnikowi nie przeszkadza żaden z wymienionych wyżej punktów – zabraniał czytania polskich wydań przecież nie będę. Nikogo nie próbuję odciągać na siłę, najzwyczajniej w świecie wyjaśniam co MNIE nie pasuje. W zasadzie teraz brakuje tylko odwrócenia oryginalnej kolejności czytania, znając życie – prędzej czy później to nastąpi.

Odpowiadając na pytanie zadane w tytule – jeśli znasz język angielski (lub/i uczysz się japońskiego) – nie, nie warto kupować polskich wydań. Czuję, że zostanę zlinczowany na wielu forach za ten wpis, bo przecież jak tak można jechać po rodzimych wydawnictwach. No cóż, trudno. Zresztą problem nie dotyczy tylko i wyłącznie mangi, polecam spojrzeć na fora dotyczące polskich tłumaczeń książek (także zachodnich). Oczytani ludzie wolą sięgać po wydania oryginalne, bądź tłumaczenia na język angielski, to samo tyczy się filmów, dlaczego widzę pełne sale kinowe gdy są pokazy w całości po angielsku? Dlaczego bardziej ogarnięci ludzi wolą angielskie napisy choćby do anime?  Dlatego, ponieważ nie podoba im się język ojczysty? No cóż, tylko skończony kretyn byłby w stanie coś takiego robić. Dzieje się to po prostu nie bez powodu.

Pozdrawiam.

 

  • Dennoss

    „Szczytem było wydanie mangi hentai i jej ocenzurowanie (Witchcraft i Tayu Tayu od Yumegari – wycięto kilka kadrów)”.

    Nie interesowałem się tym za bardzo, ale z tego, co mi wiadomo, to usunęli jedynie te kadry, które były niezgodne z polskim prawem (np. w Tayu Tayu kadr, w którym mała dziewczynka pokazuje pewną część ciała), więc tutaj nie obwiniałbym polskiego wydawcy, bo kto chciałby wylądować z tego powodu za kratami? 😛

    • Wiesz co, jak dla mnie żaden argument 🙂 Istnieje amerykańskie wydanie od Project-H, które nie ma nic ocenzurowane, sprzedaje je każdy oddział Amazonu w Europie (również we Francji i Niemczech, gdzie prawo jest ostrzejsze od naszego) i ogólnie na świecie, w sumie to nie tylko Amazon, Bookdepository i lokalne sklepy także. Jak dla mnie to jest zwykła nadwrażliwość, a jeżeli są tak przewrażliwieni, to dlaczego nie wybrali czegoś innego z katalogu dziesiątek tysięcy tytułów, których by nie musieli cenzurować? 🙂 Cenzura to cenzura, nie ma na to żadnego wytłumaczenia 🙂 Oczywiście nie namawiam nikogo do łamania prawa, skoro tak jest – no cóż. Ale w takim wypadku sięga się po tytuły, których cenzurować nie trzeba, a takich nie brakuje.

  • Magda Songin

    Na wstępie chciałam zaznaczyć, że szanuję Twoją opinię i cieszę Cię, że
    zainteresowanie mangą i anime spowodowało, że nauczyłeś się języka
    japońskiego (to tak jak u mnie :))
    Ale niestety, jako osoba kończąca
    japonistykę, na której są prowadzone zajęcia z translatoryki muszę
    stwierdzić, że niektóre Twoje zarzuty są totalnie absurdalne. Zadaniem
    tłumacza literatury/komiksu itp. jest też tzw. lokalizacja dzieła w
    języku polskim. Dlatego zgadzam się, że wszystkie sufiksy i onomatopeje
    powinny być tłumaczone, żarty zrozumiałe tylko dla japońskiego
    czytelnika także powinny być tłumaczone. Koniec kropka. Dla przykładu:
    gdy czytam tłumaczenia książek znanego i szanowanego profesora
    literatury japońskiej Mikołaja Melanowicza to jakoś nie widzę, żeby
    pozostawały w tekście sufiksy typu -san, chan itp.
    Poza tym, sam
    fakt, że uważasz tłumaczenie Mushishi za najlepsze na polskim rynku (!)
    jest dla mnie co najmniej dziwny. W zeszłym semestrze podczas zajęć z
    tłumaczenia tekstów współczesnych pojawił się u nas ten tytuł jako jeden
    z przykładów jak ‚dosłownie’ nie tłumaczyć z języka japońskiego.
    Podsumowując,
    Twój wybór – nie musisz kupować polskich wydań. Ale nie jest w porządku
    krytykowanie tłumaczy i ich warsztatu skoro samemu nie ma się
    wykształcenia i doświadczenia w tym zakresie.

    • Bardzo nie lubię jak ktoś zbiera wszystkie informacje i przedstawia je w myśleniu zerojedynkowym 🙂 Tym bardziej, gdy mam wrażenie, że ktoś nie przeczytał całości, tylko wyrwał z kontekstu kilka rzeczy.

      Zadaniem
      tłumacza literatury/komiksu itp. jest też tzw. lokalizacja dzieła w
      języku polskim.

      Tłumaczenie a lokalizacja to dwie różne sprawy. Według mnie szczególnie właśnie w tym przypadku absurdem jest całościowa lokalizacja. Fani oczekują czego innego. Nie mówię, że wszyscy, są tacy, którym zwyczajnie to zwisa, bądź myślą tak jak Ty, jednakże wszystkie osoby interesujące się tematem, które znam (często osobiście) i z nimi rozmawiam uważają, iż całkowita lokalizacja (a przy tym utracenie bardzo, bardzo, bardzo wielu niuansów, wypranie z ich kultury itd) jest totalną głupotą. Mangi kierowane są dla specyficznej grupy ludzi. Znikomy procent ludzi nie w temacie sięga po mangi czy japońskie LN (i dla nich można przecież zrobić stronę początkową o objaśnieniem tych kilku sufiksów na przykład, raz przeczytają i zapamiętają). Sięgają po nie ludzie zainteresowani tematem i kulturą. Dlatego też unoszenie się swoim własnym ego „profesjonalnego” tłumacza jest zwyczajnie bezsensowne. Wydawnictwa zachodnie to rozumieją (choć nie zawsze, ale i tak jest bardzo dobrze, zważywszy na to, iż Amerykanie ogólnie mają problem z akceptacją innych kultur niż ich własna).

      . Dlatego zgadzam się, że wszystkie sufiksy i onomatopeje
      powinny być tłumaczone

      A czy ja gdzieś napisałem, że onomatopeje mają nie być tłumaczone? Polecam przeczytać tekst jeszcze raz. Ja mówię o beznadziejnym zastępowaniu ich polskimi odpowiednikami przez wymazywanie oryginału, co destrukcyjnie wpływa na jakość artystyczną mangi. Podałem bardzo wiele przykładów że zdjęciami. A ze sufiksami będę szedł w zaparte, ponieważ nie jest to literatura kierowana dla ogółu ludzi, tylko dla fanów, dla których liczą się najmniejsze niuanse. Koniec kropka 🙂 Oczywiście zależy to także od sytuacji, gdy fabuła w całości ma miejsce powiedzmy w Anglii, to głupotą jest stosowanie sufiksów (nawet w oryginałach często ich nie ma).

      żarty zrozumiałe tylko dla japońskiego
      czytelnika także powinny być tłumaczone

      Tłumaczone? Jasne. Ale lokalizowane? Ani trochę.
      No i w tym przypadku dla mnie kupowanie takiego „tłumaczenia” (lokalizacji) traci całkowity sens. Mógłbym z powodzeniem sięgnąć po jakąś polską książkę czy komiks i dostać to samo. Nie tego oczekuję. Nie chcę polskich żartów, nie po to kupuję japoński komiks, żeby czytać żarty z polskiego internetu. I polecam zainteresować się tematem, w jaki sposób zostało przetłumaczone „Wesele” na język japoński (o ile dobrze pamiętam, jeśli pomyliłem coś, to sprostuję, gdy znajdę źródło). Nie zostało to zlokalizowane, wszelkie niuanse zostały przedstawione w formie notek, których są setki – ja takie coś cenię. Uważam się za osobę myślącą i wielką wartość ma dla mnie to, że tłumacz chce przekazać tak, jak rzeczywiście dzieło jest odbierane w danym kraju, a nie tak jak jemu się wydaje, że powinno być. Przy okazji poznaję kulturę, zwyczaje i sytuację w danym kraju. Polecam także wykłady profesora Jabłońskiego (ten od Japońskiego Miszmaszu).

      Dla przykładu:
      gdy czytam tłumaczenia książek znanego i szanowanego profesora
      literatury japońskiej Mikołaja Melanowicza to jakoś nie widzę, żeby
      pozostawały w tekście sufiksy typu -san, chan itp.

      Patrz, co napisałem wyżej. I powtórzę jeszcze raz, tłumaczenie oraz lokalizacja, to dwie osobne dziedziny. Tak jak odbiorca masowy i fan.

      Poza tym, sam
      fakt, że uważasz tłumaczenie Mushishi za najlepsze na polskim rynku (!)
      jest dla mnie co najmniej dziwny. W zeszłym semestrze podczas zajęć z
      tłumaczenia tekstów współczesnych pojawił się u nas ten tytuł jako jeden
      z przykładów jak ‚dosłownie’ nie tłumaczyć z języka japońskiego.

      Generalnie rzecz ujmując, naprawdę mało mnie, jako fana obchodzi, co jest wykładane na uczelniach 🙂 Mushishi jest przetłumaczone z dbałością o oryginalny przekaz i specyfikę tego dzieła (jakby jeszcze onomatopeje były zrealizowane w taki sposób, jak robi to Yenpress, to zamówiłbym od razu prenumeratę na całość, mimo iż posiadam w oryginale – takie wydawnictwa po prostu chcę wspierać). Wierność oryginałowi stawiam ponad wszystko inne. I naprawdę, polecam ponowne przeczytanie mojego wpisu, gdyż wspominałem także o tym, co uważam o tłumaczeniu słowo w słowo 🙂
      I krytykować mam pełne prawo, dlaczego? Ponieważ wydaję na to moje zarobione pieniądze. Mało tego, nie jest to krytyka bezpodstawna i wszystko starałem się uzasadnić jak tylko potrafiłem, łącznie z referencjami do materiałów zagranicznych wydawców. Jeśli ktoś ma inne zdanie, niech kupuje polskie wydania, przecież mnie jest w sumie wszystko jedno. Wielu jest ludzi jednak, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z tym tematem, lub dostają swoją pierwszą wypłatę i chcą kupić pierwsze mangi. Oni chcą się dowiedzieć w jaki sposób się tłumaczy, co dostaną i czego nie dostaną. Dla nich jest właśnie ten wpis. A co do krytykowania tłumaczy, to tak samo, jakby zabronić komuś krytykowania muzyki, ponieważ nie ma wykształcenia muzycznego. Absurd 🙂
      Do tego dochodzi fakt iż moja prywatna opinia została wyrażona na mojej prywatnej stronie, nie na fanpage czy stronach wydawnictw.
      Chciałem tylko pokazać jak wygląda polski rynek w porównaniu do zachodniego, oraz mój punkt widzenia – czego ja oczekuję (i bardzo wiele innych osób, które znam). Nie uważam, że mam jedyną słuszność, są osoby, takie jak Ty, które mają inne zdanie na ten temat i także to szanuję (zwłaszcza, jak ktoś pisze w taki sposób jak Ty, a nie próbuje zmieszać autora z błotem) 🙂
      Pozdrawiam.

      PS. „surowa” wiedza nabyta na studiach, nie oznacza faktycznej wiedzy, tylko jest naprowadzeniem. Wnioski wyciąga się samemu według uznania i własnej wiedzy. To, że jeden profesor uważa, iż jest tak, nie znaczy, że tak jest.
      Dla przykładu, jeden z profesorów u mnie na uczelni, na zajęciach z sygnałów cyfrowych mylił pojęcie bitrate z częstotliwością próbkowania. Był święcie przekonany, iż ma rację. Jak ktoś nie miał w temacie pojęcia – tak by się pewnie nauczył. Inny z kolei uważał, że nie ma sensu stosowania macierzy raid 5 w rozwiązaniach serwerowych. Bzdura totalna. Chyba wiesz, że analogicznie sprawa wygląda w Twoim przypadku? Opinia profesora =/= faktyczna wiedza, gdyż znajdzie się zaraz kilku innych, którzy całkowicie będą negować jego podejście do tematu.

      • tuxmasta

        Sam bym tego lepiej nie ujął. Jak ja się cieszę, że w Polsce jednak jeszcze komuś zależy na wierności przekładów. Na ten wpis trafiłem przez przypadek, gdyż właśnie szukałem informacji i porównania do zachodnich wydań. Wiedziałem, że jest źle, ale nie myślałem, że aż tak. I tak, całkowicie się zgadzam jeśli chodzi o żarty i sufiksy – to wszystko nadaje japońskim produkcjom smaczku, poczucia czegoś innego, specyficznego i niepowtarzalnego klimatu, którego po prostu nie da się podrobić. Sufiksów przetłumaczyć się nie da, gdyż często pełnią one podwójne role i CHOLERENIE DUŻO mówią o relacjach łączących bohaterów. No i swoją drogą, sięgając po japoński komiks (czy cokolwiek innego) oczekuję właśnie czegoś, co ma rzeczywiście miejsce w oryginale, a nie głupich polskich sucharów. Całkowicie zgadzam się także z wymazywaniem onomatopei, jak można tak niszczyć oryginalne rysunki? Tak jak napisałeś, tłumaczyć trzeba, ale nie przez wymazywanie oryginału i wstawiania ohydnych czcionek.
        Dzięki za ten wpis, teraz widzę, że rzeczywiście nie ma sensu wydawać pieniędzy na polskie wydania.
        Zapisuję sobie tą stronę i zdecydowanie będę odwiedzał ją częściej!

      • michalok

        Ja tutaj z dobrychprogramów 🙂
        Na początku cichłbym zaznaczyć, że mangi czytam raczej okazyjnie i raczej nie po polsku. Z tego co widzę, skala problemu jest spora. Nie zdawałem sobie sprawy, że można coś takiego robić przy przekładaniu czegoś na inny język, tym bardziej, że głównym targetem są jednak fani gatunku. No cóż, smutne i to bardzo smutne.

        Przy okazji całkowicie się zgadzam z tym, jak należy traktować zdanie i opinie profesorów na studiach, podałeś świetny przykład z zakresu niewiedzy i opowiadania bzdur przez prowadzącego. Równie dobrze może sytuacja wyglądać w przypadku studiów humanistycznych, może to być tylko osobista opinia danego profesora, którą należy przetworzyć samemu i poddać analizie, a nie powtarzać jak leming. Tym bardziej, jeżeli dany profesor nie zna rynku i nie wie co to znaczy być czegoś fanem i okazywać zainteresowanie czym więcej niż tylko podstawowy przekaz, który często także jest zakłamywany właśnie przez pominięcie drobnych niuansów.

        Absolutnie zgadzam się także z tym, że każdy, kto przedstawi sensowne argumenty ma pełne prawo krytykować coś, na co wydaje swoje pieniądze. Kierunek wykształcenia nie ma tutaj nic do rzeczy. A jak widać po tym wpisie – autor wie o czym pisze, podał mnóstwo przykładów i przedstawił jak najbardziej sensowną krytykę.

        Swoją drogą, jak patrzę na te zdjęcia i te czcionki zamiast oryginalnych dźwięków, to naprawdę przykro mi się na to patrzy. Coś strasznego.

        PS. Wydaje mi się, że autorka komentarza powyżej zwyczajnie nie przeczytała całego tekstu (lub wcale), całkiem możliwe, że jest powiązana w jakiś sposób z jednym ze wspomnianych wydawnictw.

    • AliG

      Twój wybór – nie musisz kupować polskich wydań. Ale nie jest w porządku
      krytykowanie tłumaczy i ich warsztatu skoro samemu nie ma się
      wykształcenia i doświadczenia w tym zakresie.

      Naprawdę?! Osobiście śmieszy mnie takie myślenie. Idąc tym tokiem myślenia to nie jestem pisarzem, wiec nie mogę oceniać książek, nie jestem scenarzysta, nie mogę oceniać scenariusza, nie jestem grafikiem, nie mogę oceniać wyglądu świata w grze, etc… To tak ograniczone myślenie, które każe nam akceptować wszystko co „profesjonaliści” nam serwują, bo oni się znają to na pewno jest dobre… Jestem ich odbiorca, każą płacić za swoje produkty pieniądze, więc ja mam prawo wymagać, a jeżeli moje oczekiwania zawiodą mam prawo skrytykowac, w końcu to wolny kraj. Drugorzędna sprawa czy to jest prawda, prawda w tym przypadku zależy od punktu siedzenia, gustu, więc w tej sprawie nigdy nie dojdzie się do konsensusu

  • Ja to nawet nie myślałam, aby kupować tłumaczone pozycje, z tym że ze mnie jest skrajny przypadek.

    Wolałam się japońskiego nauczyć, niż męczyć tłumaczeniami, nawet angielskimi. Chociaż w moim przypadku była to chęć czytania e–, przepraszam, powieści wizualnych.

    Chciałam kiedyś tłumaczyć fanosko na polski, ale po tym jak się nauczyłam i trochę poczytałam, to stwierdziłam, że się nie da. Za dużo w tych tekstach mowy gwarowej i odniesień do subkultury, której tutaj mało kto rozumie. A jak rozumie, to pewnie sobie oryginał przeczyta.

    Weźmy takie Boku ha Tomodachi ga Sukunai. Jak przetłumaczyć, że Yukimura hiraganą mówi? To wpływa na charakter i odbiór postaci przez czytelnika. Nie mówiąc już o „~da nyo” Dejiko i innych takich.

    Poza tym często żarty opierają się na tym, że w japońskim orzeczenie jest ostatnie i się zdania nie dokańcza. Po polsku nie mam jak zdania napisać, jeśli się orzeczenia pozbędę.

    • Ja także uczę się japońskiego, o czym wiele razy wspominałem w sumie. O ile mangi przeczytać to dla mnie nie problem, to jednak powieści wizualnej bym się jeszcze nie chwycił, szczególnie tak olbrzymiej jak Rewrite. Oczywiście nic nie zastąpi czytanie w oryginale, ale niektóre angielskie wydania pozwalają wyłapać jeszcze więcej niż jakbym czytał oryginał (mówię o mangach głównie) i nie wiedział np o jakimś obyczaju czy coś. Niestety jak już wspomniałem w artykule, polskie wydania to dla mnie dno, ponieważ wycięta jest z nich prawie całkowicie japońskość, zastąpione żarty, zmienione charaktery itd. No ale cóż, wszystko co myślałem napisałem powyżej, więc nie będę tego tutaj ponownie powtarzał 🙂

  • Soyokaze

    Dziękuję ci bardzo 🙂
    Choć wiem, że lepiej japońskiego się nauczyć, co też to czynię, to twój artykuł dał mi pomysł i inspirację w skanlacjach do założenia projektu opartego właśnie na wydawnictwa zachodnie (bardziej USA/Anglia).
    Wiadomo, że grupki fatalnie tłumaczą i z fatalnych tłumaczeń zachodnich, jednak moim zamiarem będzie weryfikacja, sprawdzanie i czasami porównywanie z innych źródeł, by tekst był wiarygodny. No i oczywiście zero usuwania sfx (onomatopei).
    Z czasem i z kasą to nawet zakup tych wydawnictw zachodnich 🙂 i opieranie się na nich z tłumaczeniami. Potem z oryginału japońskiego. Jednak to hobbistyczne traktowanie.

    • Cieszę się, że ten wpis był pomocny w ocenie sytuacji 🙂
      PS. Radzę unikać wrzucania swoich prac na popularne polskie serwisy, a jak już się zdecydujesz, to totalnie nie zwracaj uwagi na jakąkolwiek krytykę ze względu na styl tłumaczenia. Na polskiej scenie jest tyle „raka”, że to jest zwyczajnie nie do opisania 😉
      PS. jeśli można wiedzieć, jak trafiłeś na ten wpis?
      I BTW, może połączymy siły w przyszłości? Bo nie ukrywam, brakuje nam ludzi.

      • Soyokaze

        Wiesz. Jestem w jednej grupce i to był spontaniczny wybór, bez wcześniejszego sprawdzenia sceny skanlacyjnej. Tyle lat oglądałem tylko anime i dopiero przy „łysinie” xD zacząłem się w to wgryzać i szukać tłumaczeń do mang. Właśnie za rok pojawi się 3 z przodu 😀

        Zacząłem od tłumacza jako próby dołączenia do grupki i udanego, jednak wybór padł na edycję w której przez rok się dorobiłem tytułu „masochisty” 😀 Angol według mnie średni, a edycja z początku tragiczna.
        Potem zacząłem naukę korekty, jeszcze przed przeczytaniem twojego artykułu, i zobaczyłem reakcję tłumaczy i części korektorów, gdy dostrzegałem błędy w tłumaczeniu i starałem się je poprawić. Odpowiedź była jedna: albo „Ja bym to zostawiła” albo „to jest interpretacja tłumaczy, bo czasami angole źle tłumaczą”. Plus jeszcze tłumaczka z japońskiego, która uczy się japońskiego i to robi wręcz sama i sama robi błędy gorsze od anglików :/
        A moja inspiracja jest omawiana z moją znajomą, którą znamy się z reala dobre 15 lat (??) I myślę o tym jak zrobić, by teksty były sprawdzane itd. Skoro brak oficjalnych wydawnictw angielskich u wielu osób w biblioteczkach, to chociaż porównanie z innych grupek języcznych. Więc większy nacisk kładłbym na tłumaczenie i korektę. By tłumacz znał korektę i korektor zna angielski. Skoro edycja do dymków i tła, gdzie zwykły tekst jest a type tylko zwykły tekst bez wymyślnych onomatopei, to zbyteczny jest test trudny, gdy będzie mniej pracy przy tym.
        Ps. Jak trafiłem? Szukając o wydawcach i skanlacjach. Różne hasła 🙂 Tak samo posty innych, gdzie pisali o tłumaczeniach z grupek.
        Na forum Kotori:
        „A przy okazji, skoro już temat skanlacji został wspomniany – wcześniej
        czy później, ale kiedyś pewnie wypłynąłby wątek o sensie (lub jego
        braku) bazowania na skanlacjach podczas robienia tłumaczeń przez
        wydawnictwa. Często się czyta, że przecież ta czy tamta grupa robiła już
        ten czy tamten tytuł i można by skorzystać z jej pracy, jakoś tam się
        umówić odnośnie gratyfikacji za tłumaczenie itd. Według mnie takie
        podejście, mimo pozornych zalet, nie ma sensu. Główny problem polega na
        tym, że nikt nie zagwarantuje, że nawet najlepsze, najłatwiejsze w
        odbiorze tłumaczenie jest tłumaczeniem zgodnym z oryginałem. Ktoś
        musiałby to zweryfikować. A – nie oszukujmy się – w skanlacjach pracują
        ludzie z pasją co prawda, ale mimo wszystko amatorzy. Poza tym kto
        sprawdzałby zgodność tłumaczenia skanlacyjnego z oryginałem i dlaczego
        za darmo? No i na koniec, jaka afera mogłaby z tego wyniknąć, gdyby
        skośni dowiedzieli się, że wydawnictwo współpracuje z piratami?

        Poza tym tylko dwa razy udało mi się trafić na naprawdę świetne
        tłumaczenia skanlacyjne. Oba pochodziły od grup od dawna już
        rozwiązanych, cała reszta natomiast stoi na takim sobie poziomie i
        szczerze mówiąc wcale mi nie szkoda, że takie tłumaczenia pozostaną
        tylko w formie pirackiego pliku w internecie. Przykład? Wspomniany tu
        tytuł „Szkarłatny Kwiat”, który kiedyś dawno temu można było napotkać w
        internecie. Połowa tekstów była z pały. Po przejrzeniu angielskich
        skanlacji też się okazało, że połowa tekstów jest z pały. Dopiero przy
        wydaniu papierowym okazało się, że o coś tam chodzi i jest tam jakiś
        sens.

        Dlatego właśnie tak ważne jest, żeby mieć dobrego, zdolnego tłumacza. A jak się już go ma, to trzymać go i nigdy nie wypuścić.”
        Ps2 w sensie połączenie sił? Mówisz o grupce skanlacyjnej? Masz jakąś?

        • Widziałem kiedyś ten temat na tym forum i z przykrością muszę stwierdzić, iż autorka tego cytatu, a raczej jej tok rozumowania (występujący także u innych tłumaczy) spowodował, że całkowicie zrezygnowałem z kupowania polskich wydań i nie chcę ich nawet za darmo.
          Już cytuję o co mi chodzi

          świadczy chyba tylko o tym, że piszący je ludzie są na etapie wrzucania do swoich wypowiedzi japonizmów, bo to jest kul-super-wypas ([…] -chan, -kun, senpai i inne tego typu bzdury). Dlatego nie zależy im na pełnym zrozumieniu tego, co czytają, tylko na mentalnym brandzlowaniu się dźwiękiem japońskich nazw.

          To jest wybitna bzdura i jak to autorka powiedziała – jest to mentalne brandzlowanie się do superpoprawności językowej poświęcając wydźwięk i często sens oryginału. Pisałem już o tym w powyższym wpisie, nie ma sensu, abym ponownie się rozpisywał nad faktem konieczności zachowania sufiksów, szczególnie w mandzie czy powieściach, gdzie ich nie słyszymy.

          Następnie ta sama autorka pisze:

          a dodawanie gwiazdek i mikroskopijnych tłumaczeń gdzieś na marginesach stron komiksu to pomylenie ch…ja z palcem.

          Dla mnie to już wystarczy, by uznać ją za po prostu nie wartą dyskusji, oraz totalny brak autorytetu.

          Inne forum:

          Mnie zastanawia czemu Anglicy odwalają taka fuszerę. To ważne, bo potem my z tego jedziemy i wychodzi co wychodzi. Dlaczego zostawia się -san -chan, nawet tam, gdzie suby robią firmy serwujące anime w TV. I inne takie kwiatki. Ogólnie wszystko powinno się tłumaczyć

          Za ten post bym po prostu bezwzględnie odciął dostęp do internetu.

          I kolejna bzdura, aż mi się słabo robi jak coś takiego widzę:

          winno sie pzekładac jak najdokładniej, ale i tak jakby Polak powiedział w danej sytuacji, by po prostu dialogi wyglądały naturalniej.

          NIE kuźwa, ja nie czytam polskiego komiksu, tylko japoński.

          Dalej

          Ja w ogóle jestem straszną przeciwniczką przypisów. Rozumiem, że czasem są niezbędne, ale jak się czyta książkę, albo komiks to chce się skupić na fabule, a nie na dopiskach.

          Kolejne bezmózgowie.
          http://forum.vampirciowo.pl/viewtopic.php?f=15&t=321&sid=32d863f6e39ebe4d3a55521ef337c61d&start=15
          W ogóle cały ten wątek to po prosu jaja na kółkach, ale ostrzegam – wchodząc tam, możesz dostać raka, więc się zastanów 😛

          Tutaj przytoczę cytat, który jest już we wpisie przytoczony, ale w tym miejscu nadaje się idealnie (do powyższych) i lepiej sam bym tego nie ujął:

          To może hmm… czytaj sobie kurwa polskie komiksy? (używając twoich radosnych świetlanych rad) Po co sięgasz po coś z drugiego końca globu skoro nie masz ochoty przebić się przez bańkę kulturową?

          Niestety, przerażająca ilość osób (szczególnie na tych forach „elit fandomu” czyli waneko, animesub itd) chce właśnie takich maksymalnie uproszonych tłumaczeń dla bezmózgów, dlatego też polskie wydawnictwa moich pieniędzy już nie zobaczą.

  • Konrad Kabat

    Mangi są tak spolszczane po to, by kupił je ktoś więcej niż obeznany we wszystkim „mangozjeb” „otaku” czy jak tam się zwą. A poza tym, przecież dodawanie -Chan -San i innych takich wygląda zwyczajnie okropnie, a można je przecież zastąpić dając np. „pan Waldemar” albo „Waldeczek”. Trochę pogłówkować i już, dużo tego da się w miarę dobrze zastąpić by tego nie używać. Co to onomatopej, to znacznie lepiej wygląda całkowicie spolszczone niż japońskie znaczki, a nad tym albo znaczenie tego lub gdzieś na marginesie, jak spolszczać mangę, to dokładnie. Co do zmian niektórych tekstów, to jest to w pełni wybaczalne w żartach, bo co jest śmiesznego w żarcie, który zrozumie tylko Japończyk? Co do zmiany imion, to oczywiście jest to akceptowalne w tych bardziej komediowych tworach albo jak imię coś oznacza (np. Gyu Mao w Dragon Ballu zmieniono na Byczy Lucyfer, a w Dr. Slump zmieniono niemalże każdą nazwę, tak by dzieci do których manga jest skierowana miały łatwiejszy odbiór). Mangi w PL są wielką niszą, a więc nie mogą sobie pozwolić na to, na co pozwalają sobie inne, bardziej rozwinięte rynki. Moim zdaniem PL wersją są na naprawdę dobrym poziomie (a zwłaszcza teraz, choć zawsze może pojawić się coś złego).

    • Staram się odnosić do każdego komentarza, więc:

      A poza tym, przecież dodawanie -Chan -San i innych takich wygląda zwyczajnie okropnie

      A to ma wyglądać, czy być funkcjonalne?

      a można je przecież zastąpić dając np. „pan Waldemar” albo „Waldeczek”.

      Dla Ciebie sufiksy wyglądają okropnie, a dla mnie coś takiego jest nie do przełknięcia, o czym pisałem i dokładnie wyjaśniałem powyżej.

      Trochę pogłówkować i już, dużo tego da się w miarę dobrze zastąpić by tego nie używać.

      Pytanie tylko po jaką cholerę forsować tłumaczenie czego, z czym każdy fan jest dokładnie obeznany i co w oryginale wyraża o wiele więcej niż jakiekolwiek zamienniki.

      Co to onomatopej, to znacznie lepiej wygląda całkowicie spolszczone niż japońskie znaczki, a nad tym albo znaczenie tego lub gdzieś na marginesie

      Jak widać jesteś właśnie targetem naszych wydawnictw – spoko, każdy ma swoje zdanie. Dla mnie oprócz oczywistej oczywistości poważnej ingerencji w rysunki, polskie przerysowane dźwięku wyglądają jakby dziecko je w Wordzie dodało i całkowicie niszczy to wrażenia z czytania i rysunki.

      Co do zmian niektórych tekstów, to jest to w pełni wybaczalne w żartach, bo co jest śmiesznego w żarcie, który zrozumie tylko Japończyk?

      Mnie z kolei nie bawią ani trochę polskie suchary i wolę mieć wyjaśniony oryginalny żart, żebym znał go w przyszłości i również mnie bawił tak jak Japończyka.

      Co do zmiany imion, to oczywiście jest to akceptowalne w tych bardziej komediowych

      Ależ oczywiście, wszystko jest akceptowalne, zostawmy w ogóle tylko rysunki z oryginału, bo przecież biedny polaczek-cebulaczek niczego nie jest w stanie zrozumieć.

      Mangi w PL są wielką niszą, a więc nie mogą sobie pozwolić na to, na co pozwalają sobie inne, bardziej rozwinięte rynki.

      Nie chcę Cię martwić, ale właśnie zaprzeczyłeś samemu sobie. Jeśli rynek jest niszą, to znaczy, iż utrzymuje się z fanów i ludzi obeznanych z tematem, więc wszystkie Twoje argumenty padają jak muchy.

      Oczywiście tak jak już w tekście pisałem – każdy może mieć swoje zdanie – jeśli pasuje Ci taki typ wydań – kupuj, good for you.
      Na szczęście w internecie czytam coraz więcej krytycznych komentarzy (pisanych przez Polaków – o ironio – głównie na zagranicznych forach, gdyż w Polsce jakakolwiek krytyka nie jest akceptowana, a na oficjalnych forach wydawnictw wręcz usuwana).