Kategoria: Anime & Manga, Japonia | Tagi: , , ,

Fate/Zero (2011)


Data publikacji: 18 stycznia 2018     Autor:

Fate/Zero (2011) - recenzja anime - rascal.pl

Fate/Zero

Nadchodzi czas kolejnej wojny o Świętego Grala. Rodzina Einzbernów decyduje się na zatrudnienie zabójcy magów zwanego Emiyą Kiritsugu by walczył pod ich sztandardem. W ramach przypieczętowania umowy ma on zawrzeć związek małżeński z ich jedyną córką Irisviel. Kiritsugu ma swe powody by wziąć udział w tej wojnie, bez zastanowienia przyjmuje złożoną mu propozycję i przystępuje do działania przyzywając bohatera z zaświatów, będącym jego sługą – Saber.

Oprawa audiowizualna Fate/Zero

Prawdę mówiąc spodziewałem się czegoś znacznie gorszego niż to, co było dane mi zobaczyć. Jak wiadomo – mojej miłości do Ufotable nigdy nie ukrywałem. To co widziałem w ich wersji Fate/stay night tak bardzo mnie zniechęciło do całego Fate i przede wszystkim Ufotable, że myślałem, iż nigdy już nie sięgnę po ich żadną produkcję. Tutaj źle nie było – generalnie im dalej tym ogólna jakość rysunku (z wyjątkiem scen akcji – ze scen akcji podobała mi się tylko jedna – dla już wtajemniczonych – gdy Saber używa po raz pierwszy swojego noble phantasm) się poprawiała – nawet cieniowanie zrealizowano dość porządnie. No cóż… myślałem, że sobie więcej ponarzekam w tym paragrafie, lecz jak już wspomniałem – nie było tak źle.

Niestety w kwestii oprawy dźwiękowej, a raczej samego soundtracku już tak pięknie nie jest. Chcąc nie chcąc, będę porównywać Fate/Zero z Fate/stay night studia Deen, które miało ścieżkę dźwiękową wręcz (nie lubię tego określenia) epicką. Kawai Kenji wytworzył tam taki klimat, że głowa mała. Tutaj kompozytor się zmienił. Nie powiem, iż Kajiura Yuki talentu nie posiada. Jej soundtrack do Princes Principal był świetny (choć prawdę mówiąc to jedyny soundtrack z jej dorobku, który mi się naprawdę spodobał – nie, te z Madoki również mnie nie zachwyciły). Fate/Zero to inna bajka. Ścieżka dźwiękowa jest wybitnie nudna, wtórna i trąci blockbusterowym klimatem, czego osobiście (z całego serca) nienawidzę. Bębny typu dum dum, maksymalnie generyczne przygrywanie orkiestrowe – muzyka była, ale tak jakby jej nie było. Kompletna nijakość wydobywająca się z głośników wręcz wbijała w oparcie fotela. Zero jakiegokolwiek klimatu, zero emocji, zero pozostających w pamięci cech charakterystycznych. Po prostu – coś w tle leciało. Nie jestem w stanie zanucić ani jednego utworu. Nie mam żadnej motywacji, by przesłuchać ten soundtrack ponownie.
Na szczęście sami aktorzy głosowi nie zawiedli. Można by rzec, że nawet w pewnym stopniu nadrobili braki muzyczne.

Fabuła i bohaterowie Fate/Zero

Na samym wstępnie warto zaznaczyć pewien fakt – Fate/Zero najlepiej oglądać po Stay Night ze względu na ostre spoilery, które były świetnymi zwrotami akcji Stay Night (dlatego też polecam najpierw obejrzeć Stay Night – szczególnie wersję studia Deen (niepopularna opinia, jak zwykle), ewentualne przeczytanie mojej recenzji, a dopiero następnie Zero). Akcja Zero toczy się dziesięć lat przed wydarzeniami mającymi miejsce w Fate/stay night. Jest to po prostu wojna o Grala poprzedzająca tą, przedstawioną we wspomnianym sequelu. Tutaj ponownie widzimy Saber jako główną bohaterkę, z tą różnicą, że Przywołał ją Kiritsugu – to już jednak wiemy ze Stay Night. Fate/Zero reżyserowano wyraźnie w taki sposób, by nie wyróżniać głównych bohaterów, a skupić się mniej-więcej na wszystkich uczestnikach wojny. Jeśli jesteśmy już przy bohaterach – podobnie jak w Stay Night, przyzywani słudzy to najczęściej postacie z legend czy mitologii. W roli Ridera mamy tutaj na przykład Iskandara – króla podbojów (Aleksander Wielki). Rzadko męskie postacie w anime wywierają na mnie aż tak pozytywne wrażenie jak on. Świetnie wykreowana postać. Same walki wydawały mi się o wiele bardziej honorowe niż w sequelu. Rider, Saber, Archer i Lancer okazywali sobie sporo szacunku i co najważniejsze – nie gardzili sobą wzajemnie. Nie będę tutaj przytaczał pochodzenia wszystkich sług – warto samemu się zaznajomić z tematem. Najciekawszym momentem Fate/Zero były dla mnie odcinki przedstawiające dzieciństwo Kiritsugu. Z jakiegoś powodu nawet od strony wizualnej wyróżniały się one bardzo (zdecydowanie na plus). Pomogły mi one o wiele lepiej zrozumieć tę postać. Najnudniejszy moment? Początek drugiego sezonu. Walka z Casterem – niesamowita strata czasu. Szczególnie pojedynki powietrzne Archera i Berserkera. Nie wiem nawet w jakim celu w ogóle były one pokazane. Już nawet nie wspominam o warstwie wizualnej tych odcinków, gdyż zwyczajnie nie ma o czym. Niepotrzebnie przeciągnięty wątek. Na szczęście był to jedyny moment, gdy zaczynałem wątpić w sens oglądania Fate/Zero. Zdecydowana większość scen to długie dialogi i naprawdę cieszy mnie obrany sposób reżyserii (zamiast niekończących się scen akcji jak to często bywa w seriach tego typu). Cała reszta – łącznie z zakończeniem była wystarczająco interesująca, by utrzymać moją uwagę. Do tego dochodzi temat Sakury – powiem szczerze, nie spodziewałem się, że coś takiego ją spotkało (i przy okazji znalazłem wyjaśnienie, dlaczego w Stay Night niektóre postacie – również Sakura – miały martwe oczy). Mało kto o tym wspomina, ale odcinek z dnia życia młodej Toosaki Rin także był interesujący.

Ocena i podsumowanie Fate/Zero

Powiem szczerze – jestem dość pozytywnie zaskoczony. Co prawda nie jest to zdecydowanie coś, co oceniłbym na 10 (na co zdecydowało się bardzo wielu ludzi), jednak twórcy utrzymali moją uwagę na tyle, iż ukończyłem to anime dość szybko i będę go raczej pozytywnie wspominać. Fate/Zero to oczywiście nie seria bez wad. Wspomniana wcześniej ścieżka dźwiękowa naprawdę ujęła temu serialowi wiele, przynajmniej w moim odczuciu (zwyczajnie szukam czegoś więcej niż standardowe, nijakie, blockbusterowe przygrywanie orkiestry). Moja finalna ocena dla obu sezonów to 8/10.

Bohaterowie serii:

  • Rider

  •  Irisviel von Einzbern

Z jakim tłumaczeniem polecam oglądać Fate/Zero

  • UTW – nie żeby był spory wybór, ale to jednak jest jeszcze stare dobre UTW i spokojnie mogę polecić to tłumaczenie (w przeciwieństwie do ich nowszych wypocin, z całkowicie zmienionym składem i założeniami).

Zrzuty: