1Shares
Kimi no Iru Machi - recnzja mangi

Kimi no Iru Machi / 君のいる町 (2008)

Kirishima Haruto mieszka w małym mieście położonym w prefekturze Hirosima i właśnie zaczyna naukę w szkole średniej. W tym samym czasie tajemnicza dziewczyna z Tokio – Eba Yuzuki decyduje się kontynuować naukę w mniejszym mieście, pojawia się pod domem Haruto i oznajmia mu, iż wprowadza się do niego.

 

 

 

 

 

Przeczytałem całość, więc pora na recenzję. Tak prezentują się wszystkie tomy oryginalnego wydania Kimi no Iru Machi:

kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-kolekcja-001

Seo Kouji / 瀬尾公治, “Kimi no Iru Machi / 君のいる町” Wyd. Shounen Magazine | Cała kolekcja

Oprawa wizualna mangi Kimi no Iru Machi

Jak już wspominałem w przypadku Suzuki, opowiadania Seo Koujiego się kocha lub nienawidzi, ale jakości samego rysunku raczej nikt nie neguje. Nie inaczej sprawa wygląda w Kimi no Iru Machi. Kreska jest wręcz przepiękna, szczegółowe tła, cudowne projekty postaci, genialne cieniowanie oraz idealne przekazywanie emocji i uczuć bohaterów poprzez rysunek (więcej o tym w kolejnych paragrafach). Większość kadrów autor wypełnił obiektami w tle, bardzo rzadko spotkać możemy się z sytuacją, gdzie widzimy samego bohatera, niby standard u tego mangaki, jednakże warto o tym wspomnieć. Aby przekonać się, że to co pisze jest prawdą, wystarczy spojrzeć na poniższe zdjęcia:

kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-002 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-003 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-004 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-005

Fabuła i bohaterowie mangi Kimi no Iru Machi

Na samym początku chciałbym wspomnieć o tym, że istnieje także adaptacja w postaci anime – ale wstrzymajcie się z oglądaniem za wszelką cenę do czasu przeczytania materiału źródłowego. Akcja w anime zaczyna się od rozdziału 66, a kończy na 142 (źródło) i nic w zasadzie z tego nie wynika, wszystko jest maksymalnie uproszczone a wiele istotnych spraw pominięte. No i przy okazji, najlepsza (najbardziej wartościowa) część mangi zaczyna się właśnie po 140 rozdziale.

Najważniejsze lokacje tej mangi to miasto Shoubara w prefekturze Hirosima, oraz Tokio – podobnie jak miało to miejsce w poprzednim tytule Seo Koujiego – Suzuka. Z racji tego, że jest to to samo uniwersum, w Kimi no Iru Machi znajdziemy sporo nawiązań do Suzuki, jednak nie trzeba tej mangi znać (mimo wszystko naprawdę warto). Nawiązania nie mają raczej kluczowego znaczenia, ale dobrze było zobaczyć kilku bohaterów, czy miejsc z Suzuki – jak choćby miejsce zakwaterowania w Tokio:

kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-006

To oczywiście tylko jedno z dziesiątek nawiązań.

W całej historii poznajemy ogromną ilość postaci, z czego kilkanaście kluczowych. Postaram się nie spoilerować przy ich opisywaniu, lecz będzie to bardzo trudne, dlatego ograniczę się tylko do podstawowych informacji. Kirishima Haruto – główny bohater – pochodzi z małego miasta – Shoubary (w rzeczywistości nie jest wcale takie małe), długo zajmuje mu zrozumienie jego własnych uczuć,  gdy już tego dokonał – robił wszystko co mógł, by o nie walczyć, czego skutkiem była jego przeprowadzka do Tokio, gdzie poznał mnóstwo ludzi, którzy w jakimś stopniu pomogli mu w najtrudniejszych chwilach. Nie potrafi przejść bezczynnie obok kogoś, komu coś się nie udaje, nawet jeśli to ktoś całkowicie nieznajomy.  Eba Yuzuki – tajemnicza dziewczyna z opisu, przeprowadziła się ona na pewien czas do Shoubary by ponownie spotkać chłopca sprzed wielu lat, którym okazuje się być Haruto. Nie potrafi ona dzielić się swoimi zmartwieniami, po części dlatego, iż nie chce sprawiać kłopoty swoim bliskim – to niestety prowadzi do wielu komplikacji… i na tym skończę. Eba Rin – młodsza siostra Yuzuki, w dwóch momentach pełni kluczową rolę w kształtowaniu fabuły. Kanzaki Nanami – miłość Haruto z okresu młodości. Bardzo niezdecydowana i skryta w sobie dziewczyna. Kaga Akari – przyjaciółka z dzieciństwa Haruto. Yura Takashi – przyjaciel z dzieciństwa Haturo, z początku dziecinny, jednak z czasem jego charakter i priorytety trochę się zmieniają. Kirishima Aoi – starsza siostra Haruto.

O bohaterach mógłbym pisać i pisać, ale jak wspomniałem wcześniej – nawet podstawowe informacje mogłyby być poważnymi spoilerami, dlatego resztę po prostu pominę, by przypadkiem nie zepsuć komuś przyjemności z czytania. Podobnie wygląda sytuacja ze zdjęciami, starałem się wybrać takie strony, by nawet osoby znające język japoński nie doszukały się jakichś kluczowych scen.

kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-007 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-008 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-009 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-010

Kimi no Iru Machi to długa manga, dwadzieścia siedem tomów, 270 rozdziałów (licząc ze specjalnymi) – to zaowocowało konkretnym kawałem czasu w samej fabule, gdzie ukazano wydarzenia na przestrzeni około jedenastu lat (od początku szkoły średniej, przez okres studiów i wejście w dorosłość). Poznajemy dzięki temu dogłębnie większość ważnych postaci, przez co sama końcówka jest w stanie wzbudzać tak wiele emocji podczas czytania. Do tego sam styl rysunku Seo Koujiego ma ogromny wpływ na odbieranie całości. Nie wiem jak on to robi, ale każdy rysunek idealnie oddaje klimat, emocje i powagę przedstawianej sytuacji, nie trzeba tutaj animacji, aktorów głosowych, jego rysunki po prostu same tryskają uczuciami. Kimi no Iru Machi to dojrzała historia – owszem, znajdziemy tutaj sporo humorystycznych sytuacji, lecz autor postawił raczej na ciężki dramat – czasem lekko przerysowany i wyolbrzymiony, mimo wszystko nadal prawdopodobny i realny. Zajdziemy także trochę fanserwisu i dziwnych, niekiedy niedorzecznych sytuacji, w których znajduje się główny bohater… jednakże mnie to nie przeszkadzało, a wręcz uważam, iż momentami nadawało specyficznego klimatu (znanego już z Suzuki). Jeśli jesteśmy już w temacie rysunku – niezmiernie podobał mi się fakt wierności i dokładności w przedstawianiu lokacji, zarówno w Tokio czy Hirosimie jak i w innych miejscach, których wymieniać nie będę ze względu na możliwe spoilery. Wcześniej pisałem o samym wyglądzie bohaterów – każda postać jest inna, co ciekawe to widać i… czuć. Czuć, przez samo patrzenie na poszczególne kadry, gdzie są one przedstawiane. Tak wiele o tym piszę, ponieważ nigdzie indziej (niż w komiksach tego autora) z czymś takim się nie spotkałem.

kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-011 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-012 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-013 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-014

Wracając do głównego bohatera – Kirishimy Haruto. Niesamowicie spodobała mi się jego determinacja w dążeniu do realizacji swych marzeń, przez te wszystkie lata jego charakter zmieniał się dość znacznie, lecz o swoich najważniejszych wartościach nigdy nie zapomniał. Nie rozumiałem jego zachowania przy samej końcówce, wynika to pewnie z różnic kulturowych (choć nie jestem pewien i będę się starał dowiedzieć, czy rzeczywiście to było coś normalnego… o do czego wrócę w spoilerze przy końcu).

Kimi no Iru Machi to jeden z tych tytułów, pozostawiających tzw. kaca. Po przeczytaniu zostaje poczucie pustki i świadomość (przynajmniej w moim przypadku), że właśnie skończyłem czytać coś naprawdę dobrego, a kontynuacji prawdopodobnie już nie zobaczę (dla jasności – manga posiada pełnowartościowe zakończenie). Historia ta z pewnością na zawsze zostanie mi w pamięci, ponieważ sporo z niej wyniosłem, a nawet na nie niektóre sprawy zacząłem patrzeć nieco inaczej.

I na koniec (totalny, całkowity) spoiler, do którego polecam wrócić po przeczytaniu mangi (w żadnym przypadku przed).

Spoiler:
Wiele osób nienawidzi Yuzuki, ale ja po prostu nie potrafiłem jej nienawidzić, co najwyżej pozostawał przez kilka rozdziałów spory niesmak, po wiadomych wydarzeniach, ale w finalnym rozrachunku uważam, iż lepszej dziewczyny niż Yuzuki nie było. Miała ona znaczny problem z mówieniem o własnych problemach, co – o czym już wspomniałem – owocowało wieloma niedopowiedzeniami i kilkukrotne łamanie serca Haruto. Jeśli miałbym się jednak postawić w jego miejsce – pewnie postąpiłbym podobnie.

Haruto niejednokrotnie mi imponował, już na samym początku jego decyzja o przeniesieniu się do nowego miasta, tylko i wyłącznie z powodu miłości do Yuzuki – po prostu wow. Niestety, to co go spotkało w Tokio, to był prawdopodobnie najgorszy możliwy scenariusz. Spróbujcie postawić się w jego miejsce – przeprowadzacie się do nowego miasta, nie znacie nikogo i waszym jedynym motywem jest ponowne spotkanie ze swą ukochaną, po czym dowiadujecie się, że ona nie chce was znać i spotyka się z kimś innym. Mało tego, po pewnym czasie spotykacie ją w szpitalu w pokoju przyjaciela, a ona udając iż was nie zna przedstawia się jako jego dziewczyna. Główny bohater jednak nie traci nadziei i po wielu przejściach finalnie obydwoje zdają sobie sprawę, iż nie mogą bez siebie żyć.

W tym momencie wracam do końcówki tej mangi – Haruto długo szuka pracy, w końcu znajduje, lecz szybko dowiaduje się, że miejscem pracy ma być miasto oddalone o około 600km od Tokio. On zadowolony ją podejmuje i zostawia swoją ukochaną w Tokio. Przypominam iż walczył o ten związek latami, w końcu gdy już myśleli o dziecku i ślubie… zaczyna pracę 600km od ich domu. Już na tym etapie to dla mnie całkowicie niezrozumiała sprawa. W Japonii naprawdę tak trudno znaleźć pracę po studiach? A nawet jeśli, czy kariera jest to warta poświęcenia swojego związku? Im dalej, tym moje niezrozumienie się pogłębia. Haruto w końcu pozbawiony jest czasu, nawet jak Yuzuki przyjeżdża do niego, on nadal pracuje. Po pewnym czasie on sam [!] proponuje zerwanie związku. Oczywiście szybko się okazuje, iż do siebie wracają, biorą ślub, mają dziecko, a Haruto otwiera restaurację swoją (o czym zawsze marzył), ale…

kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-015 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-016 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-017 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-018 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-019 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-020

Ocena i podsumowanie mangi Kimi no Iru Machi

Komu mogę polecić? Zdecydowanie miłośnikom dobrych, rozbudowanych melodramatów z wieloma wątkami (niebędących romansami shoujo), z naciskiem na długi i skomplikowany wątek dramatu, z umiarkowaną ilością wątków komediowych i dobrze wyważonym humorem, zróżnicowanymi charakterami postaci (i ich sporą ilością) i wspaniałą kreską. Osoby mające w planach przeczytanie Kimi no Iru Machi z nastawieniem na luźny romans (lub nawet komedię romantyczną) mogą sobie ten tytuł odpuścić. Nie jest to pozycja łatwa, czytając tę mangę należy dobrze znać kulturę i zwyczaje w Japonii, bez tego nie będzie możliwe odpowiednie zrozumienie wielu scen czy nawet kluczowych elementów fabuły (dlatego też bardzo ważny jest dobór tłumaczenia o czy w następnym punkcie). Moja ocena to 10/10, manga ląduje w mojej topliście i raczej się stamtąd nie ruszy. Naprawdę rzadko spotyka się tak dobre tytuły z tak ogromnym przekrojem czasowym, z taką kreską czy ilością ważnych dla głównego wątku bohaterów. Podobnie jak Clannad, całość zaczyna się dość niewinnie, powoli wprowadzając czytelnika w problemy życia codziennego i wchodzenie w dorosłość.

Teraz pora na Fuukę, także autorstwa Seo Koujiego. Fuuka to kontynuacja Suzuki, rzecz jasna w tym samym uniwersum co Suzuka i Kimi no Iru Machi. Z tego, co zdążyłem się dowiedzieć akcja ma miejsce 15 lat po wydarzeniach w Suzuce.

kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-021 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-022 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-023 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-024 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-025 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-026

Z jakim tłumaczeniem czytać mangę Kimi no Iru Machi?

Podobnie jak w przykładu Suzuki, Kimi no Iru Machi czytałem w oryginale. Jednak podczas przerw pracy kilka rozdziałów miałem przyjemność (tak, przyjemność, ponieważ fanowskie angielskie tłumaczenie zrealizowane jest na bardzo wysokim poziomie) przeczytać kilka rozdziałów w internecie. Mogę to tłumaczenie z czystym sumieniem polecić, mnóstwo przypisów naprawdę ułatwiających zrozumienie sytuacji, gier słownych czy wynikających z nich nieporozumień. Dla przykładu jedna ze stron:

kimi-no-iru-machi-tlumaczenei

Rzecz jasna wszelkie sufiksy zachowano, dźwięków nie wymazano (pod obrazkiem zostało zapisane, w postaci – “sfx: xxx”) jeśli dana postać mówiła w 3 osobie – tak też było to tłumaczone. Imiona czy nazwy własne także zapisywano w pełnej, nieuproszczonej formie. Świetna robota. Za to tłumaczenie odpowiada grupa Red Hawk Scanlations, która niestety została rozwiązana.

kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-027 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-028 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-029 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-030 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-031 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-032 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-033 kimi-no-iru-machi-manga-recenzja-034

1Shares