Kolejny sezon powoli się kończy, nadeszła więc pora na podsumowanie. Przemyślałem sprawę i uznałem, że nie ma sensu, żeby opisywał każdy tytuł który oglądałem, skupię się na tych, które warto obejrzeć oraz bardzo krotko opiszę te pozycje, które wyjątkowo porażają swoją głupotą. Spoilery będą zaznaczone (rozmazany tekst, w który należy kliknąć, aby zobaczyć ukryty fragment), z góry ostrzegam, jeśli nie oglądaliście danej serii, ich lepiej nie czytajcie 😉
Opisy będą pojawiać się na bieżąco.
W tym podsumowaniu znajdą się poniższe pozycje (w kolejności od najlepszego)
3. Isshuukan Friends.
4. Mekakucity Actors
Oraz tytuł, który poraża głupotą oraz jest absolutną porażką:
No Game No life.
Gokukoku no Brynhildr (極黒のブリュンヒルデ; Brynhildr in the Darkness)
Seria ta stworzona jest w oparciu o mangę, której autorem jest Okamoto Rin (jest on także autorem mangi Elfen Lied!).
Główny bohater, Murakami będąc dzieckiem miał przyjaciółkę Kuroneko. Wierzyła ona, że istnieje życie pozaziemskie, jednocześnie utrzymując że miała kontakt z obcą rasą. Niestety nikt jej nie wierzył, nawet Murakami. Pewnego dnia, Kuroneko postanowiła pokazać obcych swojemu przyjacielowi, jednak podczas przechodzenia nad przepaścią, oboje do niej wpadli. Murakami został przewieziony do szpitala z ciężkimi obrażeniami, Kuroneko została uznana za martwą.
Mijały lata, Murakami szukał dowodów potwierdzających istnienie pozaziemskich form życia. Pewnego dnia w klasie pojawia się dziewczyna, która do złudzenia przypomina jego przyjaciółkę z dzieciństwa.
Sama historia jest mroczna, głównym wątkiem są eksperymenty na ludziach, podobnie jak miało o miejsce w Elfen Lied (jednak w Gokukoku no Brynhildr jest dużo mniej krwi, co dla mnie osobiście jest plusem), autorzy prawdopodobnie starli się nieco rozluźnić atmosferę, wprowadzając do (obu) serii sporo fanserwisu. Wielu widzom to przeszkadza, jednak moim zdaniem nie ujmuje to ani trochę na jakości tej produkcji, ponieważ nie jest to zbyt nachalne i świetnie komponuje się z fabułą. Oprawa wizualna stoi na wysokim poziomie, muzyka, mimo, że nie zapada w pamięć, dobrze komponuje się z resztą. Wielu oglądających zarzuca twórcom stworzenie kolejnej haremówki, jednak ja z tą opinia nie zgadzam się w ogóle. Spoiler
Dla mnie osobiście jest to seria numer 1 w wiosennym sezonie anime, ponieważ dosłownie po każdym odcinku czuję spory niedosyt (w pozytywnym słowa znaczeniu), który powoduje, że czekam z niecierpliwością na nadejście kolejnej niedzieli (w tym dniu ukazuje się zazwyczaj angielskie tłumaczenie).
Moja ocena: 9/10
Mushishi Zoku Shou (蟲師 続章; Mushishi Next Chapter)
Jeśli ktoś myśli o oglądaniu Mushishi Zoku Shou, zapewne oglądał także serię pierwszą. Główny bohater – Ginko (ギンコ), ma zdolność widzenia tajemniczych istnień zwanych Mushi (蟲). On sam nazywa siebie samego Mushishi (蟲師 – mistrz mushi). Wędruje on między wioskami, pomagając ludziom rozwiązywać problemy z Mushi. Seria nie posiada głównego wątku, każdy odcinek ukazuje inną historię z danym typem Mushi.
Zaczynając oglądać pierwszą serię, miałem spore obawy dotyczące fabuły (osobiście wolę, gdy dana produkcja ma główny wątek, którego się trzyma a do tego dużo zdarzeń pobocznych). Nie trwało to długo, ponieważ po pierwszych 3 odcinkach, w których nie dużo się w nich działo, widziałem to coś, co sprawiało, że nie można było oderwać się od telewizora.
Co mogę więcej powiedzieć, osobom, które szukają akcji i komercyjnej epickości, nie polecam oglądania Mushishi.
Podsumowując sezon numer 2, z przykrością muszę przyznać, że mimo iż klimat pozostał, to czegoś mi jednak brakowało. Najprawdopodobniej było to lekkie wycofanie się głównego bohatera, który w większości czasu, pełnił tylko rolę obserwatora. Na szczęście ostatnie 2 odcinki sprawiły, że mogę być spokojny o kolejną serią (która będzie miała premierę jesienią).
Moja ocena: 8/10














































































