Kategoria: Anime & Manga, Japonia | Tagi:

Animagia.pl – w końcu sensowna platforma dystrybucji anime?


Data publikacji: 26 lipca 2018     Autor:

Animagia

Na samym początku chciałbym przedstawić sprawę jasno. Za wpis ten nikt mi nie zapłacił, wideo nie zostało udostępnione mi za darmo. Kto czyta moje wpisy dobrze wie jakie mam podejście w kwestii samych tłumaczeń i napisów. Dla nowych czytelników – podobnie wygląda kwestia wyrażania moich poglądów i fakt, w jaki sposób to czynię.

Na serwis Animagia trafiłem przez przypadek. W zasadzie gdyby znajomy nie podesłał mi zrzutu ekranu z zapowiedzią nowego filmu kinowego Chuunibyou demo Koi ga Shitai (właśnie na podstawie owego filmu ten wpis będzie oparty) i nie zwrócił uwagi na środkową część tabelki o napisach i dwóch wersjach do wyboru, pewnie (nawet w razie spostrzeżenia gdzieś, jakiejś reklamy prezentującej tę platformę) zupełnie bym to zignorował. Pomyślałem jednak, że jak ktoś w samej akcji promocyjnej zwraca uwagę na napisy i daje możliwość wyboru, to może w końcu, po tylu latach będzie to coś w miarę oglądalnego, dostępnego języku polskim. Po krótkim namyśle zainwestowałem 20zł i wykupiłem dostęp do filmu.

Animagia.pl – słowem wstępu

Już na samym początku pozytywnie zaskoczyła mnie pewna kwestia. Mianowicie, chodzi o możliwość pobrania pliku wideo. Co prawda nie od razu (w dniu dzisiejszym zostały niecałe dwa tygodnie do odblokowania tej funkcji), ale jednak taka opcja istnieje. Osobiście naprawdę nie lubię płacić za samą możliwość streamowania. Nie dość, że jest to maksymalnie niewygodne (mam wszystko ładnie poukładane w bibliotece Kodi, samą aplikację Kodi obsługuję z pilota leżąc w łóżku, a obraz wyświetlam bezpośrednio z mojego komputera na dość sporym telewizorze), to płacę za coś, do czego dostęp może mi zostać w każdej chwili odebrany. Nie ukrywam, że wolałbym kupić płytę bluray, ale sam fakt, że mogę pobrać to, za co zapłaciłem zdecydowanie zachęcił mnie do zakupu. Tutaj moja pierwsza uwaga – na promocyjnym zrzucie ekranu (o którym pisałem wyżej) podane zostały parametry tego pliku wideo. Co prawda mamy kodowanie 10 bitowe, ale stosowanie kodeka VP9 (choc tę część akurat rozumiem – w końcu otwarty, wolny od opłat kodek) i ustawienie CRF =<20, czy bitrate samego audio nie napawają optymizmem jeśli chodzi o jakość. Osobiście bym nie ustawił nic powyżej 17 (im wyższa liczba, tym mniejszy bitrate) i to przy x265 – ale plików jeszcze nie mam, więc w tym momencie o samej jakości nie za wiele mogę napisać (a o jakości samego streamu po prostu nie warto pisać w żadnym wypadku). Mimo wszystko, serwisy typu Crunchyroll nie oferują opcji pobierania plików. Mało tego – nawet nie chcą o tym słyszeć, więc tym bardziej chylę czoła.

Animagia.pl – tłumaczenie

Przejdźmy do kwestii najważniejszej, czyli samego tłumaczenia. Chuunibyou demo Koi ga Shitai! Movie: Take On Me to pierwsze anime od 15 lat, które obejrzałem w całości z polskimi napisami. Na wstępie miłe zaskoczenie – ścieżka z napisami zawierającymi sufiksy jest domyślna (przynajmniej w streamie, mam nadzieję, że w pliku z filmem będzie to samo – dla mnie edycja flag pliku mkv to nie problem, ale dla większości potencjalnych odbiorców problemem będzie nawet zmiana tej ścieżki w odtwarzaczu), jeśli komuś się nie podoba, może kliknąć na link umieszczony powyżej playera na stronie i zostanie przeniesiony do strony z osadzonym filmem + napisami alternatywnymi (z których jednak ja sam nigdy nie skorzystam). Sam fakt dostępności takiej opcji bardzo pochwalam, gdyż w zasadzie każdy wybiera to, na co ma ochotę, a ludzie z otwartymi umysłami nie są skazani na to, co dzieje się choćby w polskich wydaniach mangi.

Trochę o czymś mniej ważnym – typesetting. Typesetting prawie nie istnieje, natomiast tam gdzie występuje, często wygląda niechlujnie. Mnie osobiście to nie przeszkadza, zdecydowaną większość znaków i tak jestem w stanie przeczytać, a nawet jeśli nie – wystarczyłby mi sam tekst. Są jednak ludzie przykładający sporą uwagę do tej kwestii, więc może w przyszłości wypadałoby to poprawić. Dodatkowo brak niestety tłumaczenia openingu i insert song (choć to być może kwestia licencji). Plus jednak za to, że dane teksty czy znaki na obiektach nie są w całości zastępowane.

Samemu tłumaczeniu mam jednak zaskakująco mało do zarzucenia i w większości są to drobne nitpicki z mojej strony. Tak – dokładnie, coś takiego odnośnie polskiego tłumaczenia czegokolwiek w kwestii anime i rzeczy ogólnie związanych z Japonią czytacie na tym blogu po raz pierwszy. Większość dialogów dobrze oddaje to, co bohaterowie naprawdę wypowiadają. Na szczęście (oprócz 2-3 wyjątków) brak tutaj jakiegoś chorego dopowiadania i tworzenia dialogów/żartów na siłę, których – rzecz jasna – w oryginalnym skrypcie brak.

Tutaj taka drobna lista, tego co mi się nie podobało:

  • Ferie wiosenne bym nazwał przerwą wiosenną. Rok szkolny zaczyna się w Japonii zazwyczaj w kwietniu, a ferie to coś, co kojarzy się z przerwą między semestrami;
  • W miejscu gdy jedna z postaci wypowiada kwestię jesteś zbyt wolna, w napisach pada zdanie wleczesz się jak trup, lub gdzie indziej – jedna z bohaterek krzyczy nie ma mowy, a w napisach – po moim trupie – ja rozumiem – całkiem możliwe, iż część odbiorców by wolała wersję użytą w filmie, ale ci sami odbiorcy pewnie przełączą napisy na alternatywne, więc osobiście tylko tam bym umieścił takie teksty;
  • W miejscu, gdzie toczy się rozmowa o zerwaniu kontraktu i główny bohater z euforią chce go złamać – w napisach zostało użyte oj tam, oj tam – tutaj sytuacja identyczna jak powyżej;
  • Istnieje również kilka zdań, która można było ułożyć, by brzmiały ciut lepiej (i sensowniej), na przykład zamiast takiego Nie mów do mnie Mori Summer -> Nie nazywaj mnie Mori Summer;
  • Dark Flame Master zostawiłbym w języku angielskim, tak jak potraktowano inne słowa – choćby pochodzenia niemieckiego (zostały w języku niemieckim). W oryginale to są przecież również słowa z obcych języków;
  • Ostatni punkt to kwestia sporna. Dekomori kończy prawie wszystkie zdania dodając desu. Owszem – desu zapisane w katakanie (デス) oznacza (z angielskiego) śmierć. Owszem, bohaterka również umoczona jest po uszy w głębokim chuunibyou, co wiąże się z używaniem różnych dziwnych słów, ale wplatanie w jej zwykłe zdania kontekstu śmierci nie za bardzo mi gra (coś podobnego zastosowali tłumacze Crunchyroll w przypadku Shakunetsu no Takkyuu Musume i bohaterki Futamaru Kururi – ludziom nie za bardzo się to podobało, nawet tym, co rozumieli powód budowania takich zdań).

Tak jak napisałem powyżej, większość uwag to zwyczajne czepialstwo z mojej strony.

Gdy napisałem już co mi się nie podobało, pora na to, co mi się podobało:

  • Brak dubbingu. Tak, uważam to za ogromną zaletę. Głosy w przypadku anime to jedna z najważniejszych kwestii – każdy seiyuu wybierany jest z ogromną starannością przez reżysera, tak by idealnie wpasował się w charakter danej postaci. Każdy dubbing (nie tylko anime rzecz jasna) to kompletne zarzynanie materiału źródłowego i tworzenie kompletnie innej produkcji. Pozostawiając ludziom jedynie oryginalną ścieżkę audio robicie im przysługę.
  • Japoński porządek imion. Naprawdę, gdy słyszę – dajmy na to – Kamiya Agari, a w napisach z uporem zamieniana jest kolejność na Agari Kamiya (ot, taki kaprys), to mnie skręca i za każdym razem zastanawiam się – do cholery, PO KIEGO – przecież ludzie chyba zdają sobie sprawę, iż oglądają produkcję z Japonii i tam ludzie się tak przedstawiają;
  • Wspomniana już wcześniej opcja z sufikasmi, zwrotami określającymi starszą siostrę/brata itd. Inni dostawcy treści (również firmy zajmujące się wydawaniem gier na rynki zachodnie) powinni brać z was przykład i również dawać opcję wyboru. To jest coś, czego nie mogłem zrozumieć już od wielu lat – mamy rok 2018, powszechny dostęp do jakichkolwiek informacji, globalizację, podróżujemy do jakiegokolwiek kraju na świecie w kilka-kilkanaście godzin a firmy zajmujące się tłumaczeniem nadal stoją zastygnięte w realiach lat 80. Także ponownie – czapki z głów dla waszego projektu;
  • Pozostawienie słów typu chuunibyou, czy nazw potraw w wersji oryginalnej;
  • Proste wytłumaczenie pochodzenia nazw ataków;
  • Stosowanie pełnej transkrypcji imion i nazw (np Yuuta zamiast Yuta).

Animagia.pl – czy warto?

Moim zdaniem – jak najbardziej – warto wspierać takie alternatywy. Sam fakt udostępniania dwóch wersji napisów i możliwość pobrania zakupionego filmu/serialu zasługuje na sporą uwagę i wsparcie. Na chwilę obecną biblioteka serwisu prezentuje się dość biednie. Mam nadzieję, iż ludzie docenią starania twórców i nie poskąpią pieniędzy, które zostaną przeznaczone na rozwój platformy, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż rodzi się w końcu jakaś sensowna alternatywa. W przyszłości liczyłbym na jakieś wydania bluray oraz opcję napisów japońskich.

Cieszę się, że w końcu mogłem napisać coś pozytywnego o projekcie w temacie anime/manga powstającym w naszym kraju.

 

Recenzja samego filmu Chuunibyou demo Koi ga Shitai! Movie: Take On Me pojawi się gdzieś w okolicy końcówki przyszłego tygodnia.