Kashino Yuka (Kashiyuka), Nishiwaki Ayaka (A~chan) i Omoto Ayano (Nocchi) tworzą najdłużej działający unit w historii japońskiej sceny idolów. Zadebiutowały w 2000 roku pod skrzydłami wytwórni Tokuma Japan Communications. Zespół od 2012 roku związany jest z labelami Universal Music Japan i Perfume Records.

Trochę o samym unicie Perfume i ich historii
Geneza i przełomowe momenty
Perfume zawiązały się w 1999 roku jako część programu szkoleniowego Actor’s School Hiroshima (ASH). Kuźni talentów odpowiedzialnej także za sukces takich formacji jak Morning Musume. Pierwotny skład – Kashino Yuka (Kashiyuka), Nishiwaki Ayaka (A~chan) i Omoto Ayano (Nocchi), która dość szybko zastąpiła Kawashima Yuukę, przypominał typowy idol unit ery Heisei. Przez pierwsze dwa lata dziewczęta występowały lokalnie pod nazwą ぱふゅ〜む (pafyuumu), śpiewając dziecięce piosenki w stylu OMAJINAi Pepper Keibu. Przełom nastąpił w 2000 roku, gdy po odejściu Kawashimy trio przeszło rebranding, przyjmując obecną nazwę zapisaną katakaną (パフューム).
Decydującym momentem była współpraca z Yasutaka Nakata – producentem CAPSULE. W 2003 roku przekształcił ich brzmienie ze słodkiego popu pokazanego w Sweet Donuts w elektroniczny eksperyment z użyciem vocodera. Nakata, nazywany architektem Shibuya-kei, wprowadził do ich muzyki hybrydę francuskiego house’u, glitchowych tekstur i melodyjnego J-popu. To właśnie jego techno dokusou ukształtowało charakterystyczne Perfume no keshiki – pejzaż dźwiękowy łączący mechaniczny rytm z ludzką wrażliwością.
Początki profesjonalnej działalności
Przez pierwsze pięć lat grupa funkcjonowała w niszy, wydając single jak Linear Motor Girl (2005) – futurystyczny manifest technologicznej obsesji. Prawdziwy przełom przyniosła dopiero Polyrhythm (2007), której ekologiczny przekaz stał się hymnem kampanii recyklingowej NHK. Rok 2008 i album GAME wyniósł je na szczyt Oricon, czyniąc pierwszym idol unitem od czasów Yellow Magic Orchestra, który zdominował główny nurt elektroniką.
W przeciwieństwie do tradycyjnych idol grup, Perfume od początku odrzucały koncept moe na rzecz cyber-kawaii. Estetyki łączącej niewinność z technologicznym dystansem. Ich wizerunek kształtowali awangardowi artyści jak choreografka MIKIKO (późniejsza współtwórczyni Babymetal) czy projektant mody Tsumura Kosuke, którego mechaniczne sukienki z kolekcji 2008 stały się ikoną ery Vocaloidów.
Po podpisaniu kontraktu z Universal Music Japan w 2012 roku, trio rozpoczęło globalną ekspansję, występując m.in. na SXSW. Paradoksalnie, właśnie w tym okresie powróciły do korzeni. Album Level3 (2013) zawierał sample z tradycyjnych japońskich instrumentów. Natomiast teledysk do Spending All My Time reinterpretował motywy z teatru bunraku. To wszystko ukształtowało ich pozycję pomostu między japońskim undergroundem a mainstreamem.
Perfume – Nebula Romance
Wstęp
Rzadko zdarza mi się pisać o muzyce – nie dlatego, że nie ma o czym pisać. Jestem bardzo daleki od twierdzenia, iż kiedyś to było teraz już nie ma. Jak wyjrzy się trochę poza zachodni mainstream, można znaleźć naprawdę sporo rewelacyjnej muzyki. No ale to już jest pewien wysiłek, którego większość nie jest w stanie przeskoczyć, zdając się na działanie algorytmów i płynięcie z nurtem proponowanym przez największych dostawców mediów. Po prostu zazwyczaj jestem zdania, że lepiej coś samemu posłuchać, niż czytać recenzje muzyki.
Mimo iż unit Perfume nie był mi obcy już od bardzo dawna, w pewnym momencie po prostu przestałem śledzić ich twórczość. Jak zatem trafiłem na album Nebula Romance? Przez przypadek. Jeden z utworów albumu, konkretniej Cosmic Treat był endingiem anime Beyblade X, którego nawet nie oglądałem. Pomógł bardzo fakt, iż pod koniec każdego sezonu zawsze sprawdzam wszystkie openingi i endingi. Cosmic Treat spodobał mi się tak bardzo, że postanowiłem sprawdzić cały album.
Cybernetyczna podróż opleciona w analogowe syntezatory, retrowave i najwyższej jakość electro pop.
Pierwszy utwór The Light jakoś szczególnie mnie nie zachwycił. Dość standardowe brzmienia z nurtów, w których Perfume obraca się przez większość czasu. Nie zrozumcie mnie źle – nie jest to zły utwór. Po prostu mnie nie porwał i nie mam o nim nic więcej do napisania. Kolejna pozycja albumu oznaczona numerem 2 o tytule ラヴ・クラウド (Love Cloud) to jednak zwrot o 180 stopni. Doskonałe połączenie przeróżnych styli muzyki house (z wyraźnym akcentem deep i jackin house), genialną linią basową i świetną linią wokalną. Jakbym usłyszał coś takiego w klubie, to bym dosłownie wyskoczył z butów. Naprawdę nie słyszałem tak dobrego utworu houseowego już od bardzo dawna. Pod numerem 3 znajduje się wcześniej wspomniany Cosmic Treat. Tutaj czuć naprawdę spore podobieństwo do nowszych produkcji CAPSULE (jak na przykład バーチャル・フリーダム / Virtual Freedom). Brzmi jednocześnie bardzo nowocześnie oraz nostalgicznie.
Starlight Dreams z cyfrą 4 trochę wyhamowuje tempo. Ponownie słyszymy tutaj genialnie wybrzmiewające, tłuste brzmienia analogowych syntezatorów oraz klasyczne dźwięki syntezatorów FM. Wokal wysuwa się momentalnie na pierwszy plan i doskonale współgra z innymi partiami. Warto również zwrócić uwagę na niesamowitą przestrzeń w miksie audio, która potęguje retro-wrażenia. Pod pozycją 5 mamy IMA IMA IMA. Tutaj przenosimy się momentalnie w późne lata 70 i wczesne 80. Słychać wyraźną inspirację Yellow Magic Orchestra z tamtych właśnie lat. Syntezatory użyte na wyższych oktawach nadają bardzo nostalgicznego, ciepłego brzmienia. Co jest pewnym paradoksem, ponieważ siłą rzeczy nie mogę czuć nostalgii do tamtych lat, gdyż jeszcze mnie wtedy na świecie nie było. A jednak.
すみっコディスコ (Sumikko Disco) figuruje pod numerem 6. Tutaj słychać wyraźne nawiązania do całego nurtu Italo-Disco w typowej dla Perfume kreatywnej aranżacji. Jedna rzecz mnie zachwyca jednak za każdym razem, gdy odsłuchuję ten utwór. I nie jest to rewelacyjnie wybrzmiewająca linia basowa, która również zasługuje na uwagę. Chodzi mi o dwa lub trzy momenty, gdzie celowo użyto rozstrojonych oscylatorów jednego analogowego syntezatora. Nadaje to niesamowitego charakteru tej produkcji i sprawia, że mocno się wyróżnia. Nawet jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że u podstaw mamy typową, prostą aranżację inspirowaną Italo-Disco.
Kolejną pozycją, już siódmą jest Morning Cruising. Inspirowany mocno electro-popem z lat 90 w wyraźnie japońskim nurcie. Syntezatory FM i automaty perkusyjne i ich werble z pogłosem grają tutaj pierwszy plan, wysuwając się nawet przed partie wokalne. タイムカプセル (Time Capsule) ma numer 8 i ponownie na swój specyficzny sposób nawiązuje do POPu z lat 80, wliczając w to charakterystyczne i brzmiące dziś już przestarzale dźwięki typu horn z klasycznych romplerów.
時空花 (Jikuuka / kwiat czasoprzestrzeni?) to przedostatnia pozycja albumu z numerem 9, ponownie chwilowo zwalnia tempo. Ten utwór jest po prostu magiczny. Zarówno ciepły, jak i zimny. Zarówno nostalgiczny, jak i futurystyczny. Pejzaż malowany przez anielskie wręcz wokale oraz wyścielony głębokimi dźwiękami syntezatorów na dużym pogłosie naprawdę sprawia wrażenie odległej podróży kosmicznej. Uczucie to potęguje również bardzo poetyczny tekst utworu. Jikuuka stanowi idealne wręcz wprowadzenie do finału albumu.
メビウス (Mobius) to ostatnia, dziesiąta pozycja albumu. Po dość melancholijnej i pełnej przemyśleń poprzedniej pozycji dostajemy połączenie energicznego japońskiego electro-popu epickiem soundtrackiem na pełnych obrotach rodem z japońskich gier z lat 90. Mieszanka wybuchowa zawierająca tyle energii, że jest w stanie człowieka pobudzić nawet w środku nocy poprzedzonej dniem spędzonym w pełnym wysiłku.
Inne uwagi
Warto na pewno podkreślić doskonały aspekt techniczny całego albumu. Miks i mastering każdego utworu to po prostu majstersztyk. Separacja częstotliwości i czystość brzmienia zachwycają mnie za każdym razem, gdy muzyka z Nebula Romance płynie z moich głośników.
Perfume – Nebula Romance – Podsumowanie
Dziewczyny z Perfume miały już na swoim koncie naprawdę dobre utwory. Żaden ich album jako całość nie wywarł na mnie jednak aż takiego wrażenia jak Nebula Romance. Każde przesłuchanie to spójna i pełna emocji podróż po futurystycznych, ale również nostalgicznych bezdrożach galaktyki. Podróż, do której chce się wracać niemal od razu po jej ukończeniu. Nakata Yasutaka zrobił tutaj jako producent kawał wspaniałej roboty. Zawiesił równocześnie poprzeczkę kontynuacji ekstremalnie wysoko. 前篇 / Zenpen w tytule albumu oznacza nic innego jak część pierwszą. Nie mogę się doczekać, co będzie mi dane usłyszeć w części kolejnej. Tymczasem naprawdę polecam zapoznanie się z tym materiałem, który dostępny jest już teraz.
Finalny werdykt
Final evaluation
