Kategoria: Anime & Manga, Japonia | Tagi: , , , , ,

Tsukuyomi – Moon Phase / 月詠 – MOON PHASE (2004)


Data publikacji: 25 stycznia 2018     Autor:

Tsukuyomi - Moon Phase - recenzja anime - rascal.pl

Tsukuyomi – Moon Phase

Morioka Kouhei pragnie zostać fotografem. Niestety na każdym zdjęciu wykonanym przez niego uchwycone są istoty nie z tego świata. Chłopak wykorzystuje ten fakt pracując dla magazynu zajmującego się sprawami paranormalnymi. Pewnego razu podczas wyjazdu do Niemiec spotyka w zamku tajemniczą dziewczynę o imieniu Hazuki przetrzymywaną tam wbrew jej woli. Kouhei postanawia ją uratować co doprowadza do konfliktu z jej opiekunem. Finalnie udaje im się uciec do Japonii, gdzie zaczynają poszukiwania matki Hazuki.

Oprawa audiowizualna Tsukuyomi – Moon Phase

Na pierwszy rzut oka Tsukuyomi – Moon Phase nie wyróżnia się niczym na tle innych serii z tamtych lat. Można by nawet rzecz, iż prezentuje się średnio. Na szczęście to tylko pierwsze wrażenie i im dalej oglądałem, tym więcej szczegółów, drobnostek i smaczków zauważałem. Sama animacja to naprawdę pierwsza klasa (ze znikomym użyciem trójwymiaru – co stanowi rzecz jasna wielki plus). Bardziej dynamiczne sceny wyglądały przepięknie. Do tego dochodzi kreatywność animatorów studia Shaft i niesamowicie umiejętna synchronizacja obrazu z dźwiękiem. No i design głównej bohaterki to prawdziwe mistrzostwo. Różni się on nieco od oryginału (manga), lecz zmiany są w tym przypadku na spory plus.

Ścieżka dźwiękowa to kolejna perełka. Nie jestem w stanie opisać słowami tego, jak dobry soundtrack autorstwa Daisaku Kume posiada ta seria. Już w pierwszym odcinku słyszymy wyraźnie wyróżniającą się muzykę wydobywającą się z głośników. Na pewno często będę do niej wracał. Kolejna sprawa to dwa openingi w wykonaniu… Dimitri from Paris. Jeśli ktoś jest zaznajomiony ze sceną muzyki house, szczególnie funky house i french house, to z pewnością wspomnianego pana kojarzy (od razu naszła mnie ochota na odświeżenie jego znakomitego albumu Sacrebleu). Jedna z legend (ciut mniej znanych) tego nurtu. Wokalu użyczyła Saitou Chiwa, a oba utwory są również utrzymane standardowym dla tego producenta klimacie. Co mogę o nich powiedzieć? Wskakują na listę moich ulubionych i najbardziej klimatycznych openingów wszech czasów.  No to Furu Furu Furu Mooooon! 

Wspomniana wcześniej Saitou Chiwa (tutaj Hazuki) kilka lat później wystąpiła między innymi jako Senjougahara Hitagi (przy okazji, ona także użyczyła głosu Kotori w VN studia Key – Rewrite), a Kamiya Hiroshi (tutaj Morioka Kouhei) to nie kto inny niż przyszły Araragi Koyomi.

Fabuła i bohaterowie Tsukuyomi – Moon Phase

Tsukuyomi – Moon Phase to udana mieszanka (często absurdalnej) komedii w stylu Shaftu, fantasy w zwyczajnym świecie, lekkiego romansu i dramatu przeplatanego z wieloma epizodami codziennego życia. Jeśli oczekujecie niesamowicie krwawej serii o wampirach – może sobie to wybić z głowy już na starcie. Akiyuki Shinbou – główny reżyser – wykonał tutaj fenomenalną robotę. Mimo częściowej powtarzalności nie było ani jednego momentu, w którym bym się nudził. Świetnie napisani bohaterowie, kreatywność wylewająca się z każdego ujęcia. Nasza młoda wampirzyca, Hazuki uwielbia zakładać kocie uszka (to już wiadomo z tytułu samego openingu – Neko Mimi Mode), które są niejako motywem przewodnim całej serii i możemy je znaleźć poukrywane w scenerii. Na przykład na jednej z gór znajdują się dwa głazy wyglądające jak kocie uszy, bramę Torii w pewnej lokacji także przyozdobiono kocimi uszkami. Oczywiście to tylko dwa przykłady z dosłownie setek. Naprawdę podobał mi się sposób przedstawiania wielu scen humorystycznych, gdzie łączono to co dzieje się na ekranie z grami słownymi często nawiązującymi do poprzednich odcinków czy popularnych stereotypów dotyczących wampirów jak i popkultury Japonii (dlatego też dobra znajomość języka japońskiego lub dobre, wierne tłumaczenie ma spory wpływ odbiór Tsukuyomi – Moon Phase). Motywem popychającym fabułę do przodu były walki z wampirami wynajętymi przez ojca Hazuki w celu odzyskania i ponownego zniewolenia swej córki. Kouhei to postać z wampirzych legend – jest odporny na skutki pocałunku dowolnego wampira (zamiana w wampira, bezwzględne posłuszeństwo i te sprawy). Rzecz jasna tyczy się to również głównej bohaterki, będącej na początku bardzo poirytowanej tym faktem. W pewnym momencie serialu doświadczamy nagłego plot twistu, który zamienia dosłownie wszystko, ale to zobaczyć musicie już sami.

Wracając do strony wizualnej. Podczas oglądania Tsukuyomi – Moon Phase zdałem sobie sprawę jak brakuje mi starego Shaftu. Niestety obecny stan tego studia to coś kompletnie innego. Brak mi tej swobody, umiejętnie wyważonego absurdu, różnych smaczków (w pewnej scenie było widać nawet mikrofon nagrywający sprzeczki pomiędzy głównymi bohaterami) poukrywanych na ekranie i niewymuszonej czystej kreatywności. To wszystko możemy znaleźć właśnie w opisywanej tutaj serii. Takie niuanse jak drobne zmiany z odcinka na odcinek w animacji openingu, czy wtapiający się w scenerię napis つづく(ciąg dalszy nastąpi) na końcu każdego odcinka nadają serialowi charakteru i klimatu. Tak, klimat to tutaj słowo klucz. Te drobnostki złączone w jedną całość wytworzyły potwornie przyjemny klimat co z kolei przekłada się na to, jak anime to zostanie przeze mnie zapamiętane. Bez wątpienia z w przyszłości do niego wrócę, tymczasem idę przejrzeć japoński Amazon w poszukiwaniu pełnego setu mangi, na podstawie której powstała wersja anime.

Ocena i podsumowanie Tsukuyomi – Moon Phase

Serial leżał w mojej liście do obejrzenia już od jakiegoś czasu, jednak dopiero teraz naszła mnie ochota na obejrzenie czegoś starszego studia Shaft, wybór padł na Tsukuyomi – Moon Phase i to był strzał w dziesiątkę. No prawie, gdyż ocena jaką wystawiłem temu anime to 9,5/10 i miejsce w moim top 10 (następna zmiana na tej liście chyba nie nastąpi bardzo szybko, nadszedł czas, gdzie kompletnie nie mam już czego zastąpić). Klimatem zabija (w pozytywnym słowa znaczeniu). Zdaję sobie sprawę, że nie jest to zdecydowanie seria dla każdego. W sumie to jestem niemal pewien, iż większość nie będzie w stanie zrozumieć jej fenomenu i jednocześnie mojej wysokiej oceny, jednak jeśli widziałeś Natsu no Arashi! i oceniłeś to pozytywnie, to w przypadku Tsukuyomi – Moon Phase możesz liczyć na coś jeszcze lepszego i bardziej klimatycznego z podobnym podejściem do tematu romansu i dramatu przeplatanego codziennym życiem i komedią.

Bohaterka serii:

  • Hazuki

 

Z jakim tłumaczeniem polecam oglądać Tsukuyomi – Moon Phase?

  • Mahou – tłumaczenie ze starych dobrych lat. Nie mogę się niczego przyczepić.

Zrzuty: