Kategoria: Anime & Manga, Japonia | Tagi: , , , , ,

Sword Art Online (2012)


Data publikacji: 2 sierpnia 2018     Autor:

4Shares
Sword Art Online (2012) - recenzja anime - rascal.pl

Sword Art Online

Rok 2022. W technologii wirtualnej rzeczywistości nastąpił przełom. Inżynierom udało się stworzyć hełm nazwany NerveGear – narzędzie zdolne przenieść świadomość użytkownika do świata gier. Tytułem startowym na tę platformę został Sword Art Online (SAO). Kirigaya Kazuto znalazł się w szczęśliwej grupie ludzi, którzy mogli jako pierwsi wypróbować nowy produkt. Z niecierpliwością oczekiwał dnia premiery, by w końcu przenieść się do Aincard. Na samym początku, po krótkiej rozmowie z innym graczem wykrywa znaczący błąd w grze, który uniemożliwia wylogowanie się. Jego wątpliwości rozwiewa po chwili sam twórca gry. Zwołuje on na główny plac startowego miasta wszystkich graczy i oznajmia, iż brak opcji wylogowania to nie błąd. Próby ręcznego odłączenia przez rodzinę skutkować będą natychmiastowym zgonem gracza, podobnie jak jego śmierć w samym świecie Sword Art Online. Jedynym sposobem na opuszczenie wirtualnego piekła staje się ukończenie gry.

Oprawa audiowizualna Sword Art Online

Tutaj nie ma nad czym debatować. A-1 Pictures pokazało klasę przy tworzeniu Sword Art Online. Animacja trzyma równy, bardzo wysoki poziom przez wszystkie 25 odcinków (pomijając kilka potworów i trochę dalszoplanowych elementów w 3D). Co najmniej kilkanaście razy opadała mi kopara podczas oglądania scen akcji, które były zrealizowane w sposób mistrzowski. Poziom szczegółów także imponował. Kolejna sprawa – design postaci, zwłaszcza kobiecych. Adachi Shingo i Kawakami Tetsuya zasługują na cysternę piwa za to, czego dokonali w tej kwestii. Bohaterki jak Asuna, Sachi, Rika czy Yui naprawdę cieszyły oczy. Ich design ma w sobie coś unikalnego – pozostawia po sobie wyraźny ślad w pamięci.

Również cała oprawa audio zasługuje na sporą pochwałę. Ścieżka dźwiękowa zawiera mnóstwo partii fletowych czy skrzypiec, które idealnie oddają klimat świata fantasy. Kluczowe sceny oglądamy przy akompaniamencie orkiestry, co nadaje podniosłości obserwowanym wydarzeniom. Zazwyczaj narzekam na symfoniczne, generyczne granie, lecz w tym przypadku naprawdę pasowało do całości i przede wszystkim – nie było nadużywane. Oczywiście kwestia aktorów głosowych. Tomatsu Haruka, użyczająca głos Asunie. To właśnie ona nadała tej postaci jej charakter i w połączeniu z tym, jak została ona zaprojektowana przez wcześniej wspomnianych rysowników tworzy jedną piękną całość i w mojej opinii właśnie dlatego tak wiele osób oszalało na jej punkcie. Matsuoka Yoshitsugu w roli głównego bohatera również dał z siebie wszystko – to jego zasługa, iż wiele kluczowych scen miało taki, a nie inny wydźwięk. Mógłbym tak wymieniać bez końca ludzi z obsady, lecz myślę, że nie ma takiej potrzeby.

Fabuła i bohaterowie Sword Art Online

Okej, stało się. W końcu postanowiłem sprawdzić o co tyle szumu z SAO – tym bardziej, iż jest to chyba jedyna seria, która generuje tak bardzo spolaryzowane opinie. Nie ukrywam – nie podchodziłem do oglądania Sword Art Online z dużym entuzjazmem (choć to chyba i tak zbyt lekko ująłem). Właśnie dlatego tak długo zwlekałem. Przejdźmy jednak do rzeczy. Ach, jeszcze jedna kwestia – uwaga na spoilery, które są wyraźnie oznaczone i schowane. Każdy spoiler w tym wpisie zdradza istotne elementy fabuły, więc polecam przeczytać je po obejrzeniu serialu.

Na samym początku serialu widzimy młodego chłopaka. Nie może się doczekać, by w końcu założyć hełm wirtualnej rzeczywistości nowej generacji (NerveGear), który przeniesie jego świadomość do świata gry MMO. Następuje sekwencja logowania i po chwili naszym oczom ukazuje się piękny świat fantasy czekający na eksplorację. Szybko jednak okazuje się, że grze brakuje opcji umożliwiającej wylogowanie i powrót do świata rzeczywistego. Wkrótce administrator gry zwołuje wszystkich na główny plac miasta i oznajmia, iż nikt nie będzie w stanie się wylogować do czasu pełnego ukończenia gry. Wszelkie próby zdjęcia hełmu poskutkują natychmiastowym zgonem, dokładnie jak sama śmierć w świecie gry. Tutaj zapaliła mi się czerwona lampka – takich pomysłów było już sporo. Mimo wszystko, po chwili zdecydowałem, że nie będę narzekał na same założenia funkcjonowania świata – przecież liczy się to, jak całość zostanie zrealizowana. To właśnie dlatego tak bardzo kochamy różne toposy występujące w anime (czy innych mediach) już od dziesiątek lat – mimo wałkowania pewnych rzeczy w nieskończoność, wciąż cieszą i są zwyczajnie przyjemne.

Kilka początkowych odcinków dało mi ogólny pogląd na różne kluczowe dla mnie aspekty i siłą rzeczy zacząłem sobie zadawać pytanie – na co ci ludzie narzekają, przecież ani reżyseria, ani oprawa wizualna, ani sam świat (jeśli mnie – osobie nienawidzącej gier MMO się spodobał…), ani bohaterowie nie są wcale tacy źli, ba – Sword Art Online zaczynało mi się podobać. Pojawia się tutaj sporo ciekawych koncepcji, jak program AI mający za zadanie obserwację świata, który wyrywa się spod kontroli administracji i zaczyna – krok po kroku – odczuwać, wyrażać emocje i zachowywać się jak ludzie.

Nie ukrywam – od samego początku miałem przeczucie, iż Asuna będzie postacią, od której będzie zależało to, czy całość mi się spodoba, czy też nie. Tak też się stało. Jedną z kluczowych spraw przedstawionych w tej serii była jej relacja z głównym bohaterem. Naprawdę podobał mi się ten wątek. Odcinki mijały – jeden za drugim (swoją drogą nie pamiętam ostatniego razu, kiedy tak szybko – 3 dni – ukończyłem serię 25 odcinkową… wróć, to nie było aż tak dawno, pół roku temu przy oryginalnym Fate/stay night). Odcinki dotyczące urlopu Asuny i Kirito były przeurocze. Idealnie wykorzystano do tego cały świat budowany powoli i dokładnie w poprzednich odcinkach. Oprócz interakcji typowych dla pary młodych-zakochanych obserwować mogliśmy również innych mieszkańców wirtualnego świata, którzy zrezygnowali z walki i wiedli spokojnie życie z dala od wielkich miast i żerowisk potworów.

Nawet jeśli chodzi o same gatunki – znajdziemy tutaj niezłą mieszankę. Nie zabraknie akcji, romansu, mystery, slice of life, komedii i dramatu. Wszystko dość dobrze zrównoważone, dzięki czemu świat gier MMO nie przytłacza nawet osób nieprzepadających za tym klimatem.

Nadszedł jednak pewien moment, gdzie dostałem po prostu w pysk kluczowym zwrotem akcji. Po prostu nie mogłem uwierzyć, że coś tak dobrego można było tak bardzo spieprzyć. Szybko zdałem sobie sprawę z powodu masowego rage quit po tym odcinku. Reszta w spoilerze, którego czytanie przez obejrzeniem jest okropnym pomysłem.

Spoiler:

Oczywiście chodzi o odcinek 15. Tak na dobrą sprawę, koniec odcinka 14 byłby naprawdę udanym zwieńczeniem tej serii i na pewno otrzymałaby ona wyższą finalną notę z mojej strony. Ten zwrot akcji w postaci szalonego zboczeńca chcącego położyć swe brudne łapska na Asunie, która jeszcze się nie wybudziła z wirtualnej rzeczywistości to dosłownie najgorszy i najbardziej prymitywny pomysł na kontynuację tej historii. Słów mi brak na to, by wyrazić jak słabe to było. Sugou Nobuyuki – rzecz jasna o nim mowa – zdecydowanie znajdzie swoje miejsce w moim top 5 najgorszych antagonistów wszech czasów. Dalsze wydarzenia związane z Asuną i Sugou tylko utwierdziły jego pozycję. To było niepotrzebne. Możliwości przedłużenia serii były w zasadzie nieskończone. Uciekanie się do sztucznego wywoływania agresji względem postaci, mającej wyraźnie na celu molestowanie seksualne bohaterki, którą większość ludzi polubiło do szaleństwa jest zwyczajnie żałosne.

Choć jest w tym wszystkim mały plus – podobał mi się pomysł z przygotowywaniem platformy do masowej manipulacji ludźmi.

Zdecydowanie nie dziwię się widzom tak nisko oceniającym całość – ja jednak już nie ulegam łatwo takim emocjom (choć po wspomnianych wydarzeniach naprawdę zaczynałem bardzo wątpić w sens oglądania) i szybko zaciągnąłem się do świata prezentowanego w Sword Art Online ponownie. Druga część nie była już tak kreatywna i przedstawiony świat nie imponował jak wcześniej, mimo wszystko nadal oglądało mi się kolejne odcinki dość przyjemnie.

Spoiler:

Wbrew różnym opinion, które zdążyłem przeczytać podobał mi się wątek z siostrą Kirito… właściwie nie siostrą, a kuzynką. W zasadzie to nawet jego prawdziwa kuzynka nie była. Podejście twórców do tematu zasługujące na uznanie – było trochę dramy, ale na szczęście dobrze wyważonej i niepretensjonalnej – rzec by nawet można było, iż wyszło to bardzo naturalnie.

Samo zakończenie połączyło wszystko to, co podobało mi się w Sword Art Online, z tym, co uważałem za absolutnie żenujące. Zwykle uciekam od używania stwierdzeń typu kocham i nienawidzę, ale tutaj tak właśnie było. Choć nienawidzę to zbyt mocne słowo.

Ocena i podsumowanie Sword Art Online

Mam problem z oceną Sword Art Online. Na pewno nie mogę wystawić niskiej noty z powodu jedneg żałosnego elementu (nawet, jeśli był on kluczowy dla dalszych wydarzeń). Tutaj po prostu pojawiło się zbyt wiele dobrych i bardzo dobrych elementów, niejako przyćmiewających gorycz pozostawioną przez antagonistę. Zaczynając od samej (wyróżniającej się na tle innych serii) oprawy audio-wideo, przez kreację postaci, świata i jak i samą reżyserię. To wciąż kawałek naprawdę dobrego fantasy z naciskiem położonym na budowanie relacji między bohaterami i ich uczucia (zamiast przesadnym skupianiu się się na elementach MMO czy samej walce). Rozumiem jednak ludzi wystawiających niskie noty, jak i również tych co sypią dziesiątkami.

Spoiler:

Ten okropny zwrot akcji i sam antagonista zasługują na tsunami krytyki. Zdaję sobie sprawę jak słaba, żałosna i prymitywna to była zagrywka

Mimo wszystko Sword Art Online jako całość  – o dziwo – spodobało mi się. Moja ocena to 8/10.

Czy obejrzę kolejne sezony? Nie wiem czy w tym momencie, ale z pewnością prędzej czy później to nastąpi.

Z jakim tłumaczeniem polecam oglądać Sword Art Online ?

  • NyanTaku (EveTaku) bądź Doki. Niezależnie, które wybierzecie z tych dwóch, macie pewność, że napisy będą naprawdę dobre. Osobiście wybrałem NyanTaku.

Zrzuty:

4Shares