Kategoria: Anime & Manga, Japonia | Tagi: , , ,

Sora no Woto / ソ・ラ・ノ・ヲ・ト (2010)


Data publikacji: 16 grudnia 2017     Autor:

3Shares
Sora no Woto (2010) - recenzja anime - rascal.pl

Sora no Woto (2010)

Na obrzeżach państwa Helvetia znajduje się ciche miasto Seize, gdzie mieszkańcy żyją we względnym spokoju mimo napiętej sytuacji politycznej i widma wojny z sąsiadującym imperium Rzymskim. W tym samym mieście stacjonuje 1121 pluton Helwetów, do którego właśnie dołącza Sorami Kanata. Marzy ona o tym, by nauczyć się grać na trąbce. Tak się składa, iż starszy sierżant Kazumiya Rio jest doskonałą trębaczką. W skład plutonu wchodzi także  obdarzona niesamowitymi zdolnościami technicznymi Kannagi Noël, strzelec wyborowy – Suminoya Kureha i dowódca – Felicia Heideman.

Oprawa audiowizualna Sora no Woto

Studio A-1 Pictures wykonało tutaj kawał wspaniałej roboty. Zarówno jeśli chodzi o jakość kreski jak i animację. Projekty postaci do złudzenia przypominają te z K-On. Oczywiście nie jest to wada (choć momentami animacja twarzy wyglądała dość dziwnie, szczególnie przy ujęciach z boku). Tła to istna uczta dla oka – czasem musiałem zatrzymywać obraz na chwile, by popatrzeć na przepiękne krajobrazy. Nawet modele 3D (których na szczęście zbyt wiele nie było) wyglądały znośnie i dość dobrze komponowały się z całą resztą.

Głosy bohaterów jak zwykle to bywa – idealnie dopasowane do charakterów, przyjemnie się ich słuchało. Ścieżka dźwiękowa zawiera kilka utworów, które naprawdę mi się spodobały – z pewnością zapoznam się z całością w najbliższym czasie. Spodobał mi się również utwór z napisów końcowych.

Fabuła i bohaterowie Sora no Woto

Już od samego początku widzimy, że będziemy mieli do czynienia raczej z luźną serią slice of life w klimatach post-apokaliptycznych bliżej nieokreślonej rzeczywistości. Po przyjeździe Sorami Kanaty do małego miasteczka w celu odbycia służby wojskowej w tamtejszym posterunku okazuje się, iż wartę pełnią tam tylko kobiety. Sora no Woto przedstawia ich codzienne życie w czasach względnego pokoju z pewnym zwrotem akcji pod sam koniec, który nadaje serii jeszcze większej wartości. Nie ma co ukrywać, autorzy dużo czerpali z K-On, również pod względem stylu reżyserii czy charakterów (i nawet ich projektów – o czym wspomniałem nieco wyżej) postaci. Mimo tych oczywistych podobieństw, Sora no Woto różni się dość znacznie od  K-On. Warto też wspomnieć, że serial ten powstał w ramach projektu Anime no Chikara promującego oryginalne (niebazujące na innych mediach) seriale. Świat przedstawiony znacząco różni się od naszego. Nawet pod względem kartografii. Wielokrotnie wspominano o tyranicznej armii Rzymskiej, a miejsce akcji to miasto Seize umiejscowione w państwie Helvetia (dawna nazwa terenów obecnej Szwajcarii). Myślicie więc, że to Europa? Nic bardziej mylnego. Państwa te znajdują się na terytorium Japonii, natomiast cały zachód jest kompletnie zniszczony i niezamieszkały. Widzimy tutaj także zderzenie kultur i pomieszanie tradycji Japonii z Europejskimi (jakby nie patrzeć większość bohaterek nosi japońskie nazwiska i imiona).

Oprócz tego widzimy sporo interakcji z miejscową ludnością oraz ich codzienne problemy. Brak wsparcia ze strony rządu i dowódców wojska (posterunek na odludziu) powoduje, iż dziewczyny muszą sobie same radzić i w jakiś sposób się utrzymać. Jak się utrzymują? Pędzą bimber. Starają się to starannie ukryć przed swoją nową rekrutką – Kanatą. Jest to odpowiedniczka Yui z K-On… z jednym małym wyjątkiem. Kanata rzeczywiście ciężko pracuje nad tym, by nauczyć się grać na trąbce (Yui wzięła gitarę do ręki i bez żadnego trudu w kilka dni opanowała podstawy). Podobieństwa na tym się nie kończą, Rio z powodzeniem można porównać do Mio, Filicię do Sawako, Kurehę do Azusy a Noël do Nodoki. Czy te podobieństwa ujmują czymś tej serii? Zdecydowanie nie.

Niezwykle ujęła mnie również reżyseria obrazu i (w wielu miejscach) bardzo dynamiczna animacja świetnie oddająca emocje bohaterek (ponownie – podobnie jak w K-On, choć wiadomo, że do poziomu Kyoto Animation jeszcze trochę brakowało). Nadawało to niesamowitego klimatu i między innymi dlatego też seria ta zapada głęboko w pamięć.

Ocena i podsumowanie Sora no Woto

Zdecydowanie polecam wszystkim miłośnikom slice of life. To właśnie kocham w seriach tego typu i Sora no Woto z pewnością dołączy do mojego zestawu polecanych anime tego gatunku. Żeby nie spoilerować nadmienię tylko – ogromny plus również za samą końcówkę. Absolutnie nie spodziewałem się takiego zwrotu akcji i element szoku zadziałał tutaj wyśmienicie. Jeśli jesteś miłośnikiem K-On, Sora no Woto z pewnością przypadnie ci do gustu. Jeśli nie – i tak warto dać szansę. Moja ocena to 8/10.

Z jakim tłumaczeniem polecam oglądać Sora no Woto

  • Elysium Subs (poprawione YuS-m.3.3.w). Nie jest to tłumaczenie idealne, jednak całkowicie oglądalne (nie licząc kilku dziwnych decyzji), zdecydowanie lepsze niż jakakolwiek inna alternatywa (w szczególności Commie i CoalGuys)

Podobne anime:

Zrzuty:
3Shares