Kategoria: Anime & Manga, Japonia | Tagi: , , , ,

Kokoro Connect (2012)


Data publikacji: 26 grudnia 2017     Autor:

2Shares
Kokoro Connect - recenzja anime - rascal.pl

Kokoro Connect

Pięcioro uczniów szkoły Yamaboshi uświadamia sobie, że nie pasuje do żadnego z tamtejszych klubów, więc postanawiają stworzyć coś swojego – tak powstaje Uczniowskie Towarzystwo Badania Kultury. Pewnego dnia ma miejsce tajemniczy incydent – dwoje członków doświadcza zamiany ciał. Na początku przekonani są o tym, iż to tylko sen, jednak z czasem sytuacja zaczyna się powtarzać z uwzględnieniem ich znajomych. Po kilku dniach w drzwiach pomieszczenia klubowego pojawia się Gotou Ryuuzen – ich opiekun, który nieoczekiwanie przedstawia się jako Heartseed i wyjaśnia im całą sytuację.

Oprawa audiowizualna Kokoro Connect

Za animację odpowiada studio Silverlink, więc już od początku byłem spokojny – większość ich produkcji wygląda naprawdę dobrze, nie inaczej jest również w tym przypadku. Piękne tła, świetna animacja oddająca znakomicie emocje bohaterów, ładne projekty postaci – całość cieszy oko.

Głosy bohaterów – jak zazwyczaj – najwyższa półka. Na uwagę zasługuje jednak Toyosaki Aki użyczająca głosu Nagase Iori – coś pięknego, jej talent możemy usłyszeć w poważnych scenach, gdzie emocje wręcz wylewają się z głośników i przeszywają ciało widza. Mistrzostwo świata. Ścieżka dźwiękowa zdecydowanie warta uwagi, podobnie jak niektóre utwory z czołówki i napisów końcowych.

Fabuła i bohaterowie Kokoro Connect

Zacznę od pozytywnych stron tej serii, których zdecydowanie nie brakuje (o minusach w kolejnym akapicie dotyczącym zakończenia). Po pierwsze – motyw gamemastera. Nie ukrywam – nie należy on do moich ulubionych (delikatnie mówiąc). Zazwyczaj coś takiego kończy się edgy-serią dla emo nastolatków. Czyli po prostu kaszana porównywalna z większością seriali z gatunku battle shounen. Tutaj jest inaczej. Kokoro Connect to prawdopodobnie pierwsza seria tego typu, którą mam przyjemność oglądać, gdzie motyw ten wykorzystano naprawdę dobrze, bez zbędnej przesady, rozlewu krwi i wylewającego się bezsensownego dramatu (no, tutaj może nie do końca, ale o tym w kolejnym akapicie). Gamemaster to tajemnicza istota przedstawiająca się jako Heartseed. Nie posiada ona fizycznej postaci, więc wykorzystuje ciało opiekuna klubu Uczniowskiego Towarzystwa Badania Kultury. Jej głos jest kompletnie pozbawiony jakichkolwiek emocji. Warto zaznaczyć, iż początkowa anomalia spowodowana działaniem Heartseeda trwa zaledwie kilka odcinków, więc przez całą serię mamy do czynienia z kilkoma różnymi, równie ciekawymi eksperymentami, o których nie będę tutaj wspominał, żeby nie tworzyć niepotrzebnych spoilerów. Kokoro Connect skupia się na analizie zachowań piątki przyjaciół poddawanych wspomnianym eksperymentom. Największy nacisk położono na postać Yui i Iori. Zwłaszcza Iori. Ale o tym za chwilę. Główny bohater Yaegashi Taichi to typ poświęcający się dla innych. Chce mieć pewność, by inni czuli się komfortowo w jego towarzystwie bez względu na poniesione koszty. Szybko wychodzi na jaw, kto jest obiektem jego uczuć. Aoki Yoshifumi to kolejny chłopak w grupie, do szaleństwa zakochany w Yui, typ najlepszego kumpla. Inaba Himeko – zamknięta w sobie, odrzucająca wszystkich ludzi, nikomu nieufająca i cyniczna postać, w dodatku jej charakter to zaawansowany poziom tsundere. Kiriyama Yui – choć trudno się jej do tego przyznać – odwzajemnia uczucia Yoshifumi, jednak nie potrafi okazać zaufania w zasadzie żadnemu mężczyźnie. Nagase Iori – dziewczyna z bardzo trudną sytuacją rodzinną (posiada kilku ojców), zakładająca wiele masek, które zmienia w zależności od tego, w jakim otoczeniu się przebywa – obecnie znajduje się już na skraju wytrzymałości. Główny nacisk położono na dogłębne zapoznanie się z sytuacją Iori (o czym wspomniałem wyżej). Żaden z pozostałych bohaterów nie dostaje tak szczegółowych backstory, jak ona. Następna w kolejności – Yui – także dostaje sporo czasu antenowego. Niestety o Himeko nie dowiadujemy się praktycznie niczego (mnie akurat ta postać od początku najmniej interesowała, mimo wszystko strasznie źle rzutuje to na zakończenie, o czym w następnym akapicie), pozostaje ona w cieniu (do pewnego momentu) i raczej pełni rolę supportu, niż pełnoprawnej głównej bohaterki.

Muszę pogratulować kreatywności twórcom jak i pomysłodawcy scenariusza – każdy odcinek głównej serii (tak, są jeszcze cztery odcinki specjalne, o których, ekhm – w kolejnym podpunkcie napisałem więcej – będącymi kontynuacją) ogląda się cholernie przyjemnie, dialogi są dość rozbudowane, jednak nie ma takich scen, gdzie czułbym się choć trochę znudzony. Miałem momenty, kiedy wręcz szkoda było mi oglądać więcej niż dwa odcinki – zwyczajnie nie chciałem się zbyt szybko rozstawać z bohaterami tej serii.

Kilka słów o zakończeniu Kokoro Connect. Uwaga ostre spoilery!

No i czas na spoiler. Nie będę ukrywał, tak mieszanych uczuć względem anime nie miałem już od dawna. Z jednej strony porządna część założeń, reżyserii czy nawet sami bohaterowie, kreska i animacja. Z drugiej stronie kompletnie skopane zakończenie w postaci czteroodcinkowej OVAy. Zacznijmy od początku i podsumujmy szybko to, o czym pisałem wcześniej. Kokoro Connect tak naprawdę głównie obraca się wokół dwóch bohaterek. Iori oraz Yui. Tej pierwszej poświęcono jakieś 60% czasu, drugiej około 20%. Nie ulega żadnym złudzeniom, że podczas seansu najwięcej dowiadujemy się właśnie o Iori. Jej dzieciństwo, sytuacja w domu, problemy emocjonalne, uczuciowe – w zasadzie wiemy o niej wszystko. To właśnie Iori kreowana jest przez cały czas na główną bohaterkę serii, z nią się zżywamy, o nią się martwimy (tak tak, wiem – nie wszyscy). Niestety sytuacja zmienia się pod koniec trzynastego odcinka (ostatnie sekundy ostatniego epizodu głównej serii), gdzie poddaje wątpliwościom swoje uczucia względem Taichiego. No cóż, zrozumiałe, każdy może mieć wątpliwości. Niestety autor postanowił włączyć full-retard mode i ze świetnie napisanej historii zrobić wymuszoną emo-papkę kosztem najbardziej intrygującej postaci jaką jest rzecz jasna Iori (ponownie – zdaję sobie sprawę, nie wszyscy muszą ją wielbić – to jednak nie zmienia stanu rzeczy i nie rozwiązuje problemu). Z radosnej i optymistycznej dziewczyny przekształca się w zimną sukę gardzącą innymi. Tak tak, zwątpienie w swoją osobowość itd… ale chwila! Ponownie wracamy do motywu wątpliwości we własną osobowość?! Został on przecież w pełni rozwiązany po mistrzowsku w głównej serii – tak dla przypomnienia – 13 odcinek, słowa Nagase we własnej osobie – obecna Iori jest prawdziwą Iori właśnie ze względu na to, czego doświadczyła w przeszłości oraz jakich dokonała wyborów. Ponadto odrzuciła ona ofertę Heartseeda (proponującego zaczęcie życia od nowa), ponieważ zaakceptowała samą siebie – zdała sobie sprawę, iż każdy aspekt jej charakteru to część jej – nie nikogo innego. Niestety autor chyba poleciał z nurtem po tym, gdy zorientował się ilu fanów ma cyniczna tsundere bohaterka, której poświęcono najmniej czasu – Inaba, więc jaki był pomysł? Zacznijmy dramę z osobowością od nowa! Zróbmy wszystko, by widzowie (i czytelnicy również) zanegowali fakt i starania cholernie mocnej podbudowy postaci Iori i wręcz ją znienawidzili. I wiecie co, jak czytam komentarze w internecie – plan ten doskonale się powiódł. Mało kto był w stanie to dostrzec. Mało kto był w stanie zrozumieć postać Iori. Im dalej tym bardziej pociąg się wykoleja. Wydarzenia nie trzymają się kupy (nie byłoby to tak zauważalne i bolące, gdyby nie znakomita realizacja głównej serii TV), bohaterowie stracili swoje charaktery a ostateczna (a raczej decydująca) scena w ambulatorium, gdzie Taichi wyznaje swoje uczucia Inabie (nie wspominam już nawet o fakcie szybkości zmiany rękawiczek i motywie “oj tam, jak jedna jest niepewna co do moich uczuć, to mam jeszcze drugą”, ponieważ to już w ogóle było żałosne – bohater pałał silnym uczuciem względem Iori i w zasadzie z dnia na dzień zmienia decyzję i wybiera bohaterkę, której kilkukrotnie zaświadczał, iż swe serce oddał innej kobiecie – no please) jest tak płaska, bezpłciowa i wymuszona, że człowiekowi robi się niedobrze. Już dawno nie widziałem tak wymuszonego pairingu z postacią, która tak naprawdę doskonale nadawała się tylko i wyłącznie na typowego bestfrienda. Nawet nie – była to typowa postać drugoplanowa, supportująca – nic więcej. Praktycznie nic o niej nie wiemy, a ze swoimi uczuciami wyskakuje ni z grupy ni z pietruchy. Tutaj ponownie – zdaję sobie sprawę, że ludzie kochają tsundere. A już w ogóle edgy-tsundere takie jak w tym przypadku. Mało tego, sam kilka bohaterek z takim typem osobiście nawet lubię – jednak – nie zmienia to absolutnie stanu rzeczy i co najważniejsze – nie usprawiedliwia w żaden sposób tak mocnego spłycenia tej historii jak również celowego zburzenia całej wcześniejszej podbudowy. Nawet zakończenie Nisekoi – gdzie ponownie mój statek zatonął – nie było tak wymuszone. Tam była solidna podbudówka pod wiadomą postać i choć manga zakończyła się nie po mojej myśli, nie byłem jakoś mocno zdegustowany tym faktem.

No, to by było na tyle. Piękny Shinkansen się wykoleił, zaorał całe torowisko i się zapalił. Na dodatek, sytuacji tej można było łatwo zapobiec, lecz maszynista celowo nie zareagował i wymusił tragedię. Szkoda.

Ocena i podsumowanie Kokoro Connect

Już od samego początku byłem przekonany, że Kokoro Connect to coś więcej. Nie myliłem się – świetna realizacja, oprawa wizualna, reżyseria i kreacja bohaterów. Główna seria – 13 odcinków zasługuje zdecydowanie na ocenę 9/10 i nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Niestety kontynuacja w postaci odcinków specjalnych otrzymuje notę zaledwie 4/10. Nie jestem w stanie podać oceny finalnej, najchętniej zapomniałbym o kontynuacji. Czy warto obejrzeć? Zdecydowanie. Polecam jednak poważne zastanowić się nad oglądaniem czteroodcinkowej OVAy.

Bohaterka serii:

(nowa sekcja, postaram się w miarę upływu czasu uzupełnić resztę recenzji)

  • Nagase Iori

Kokoro Connect - Nagase-Iori

Z jakim tłumaczeniem polecam oglądać Kokoro Connect

  • Doki – w zasadzie każda inna opcja będzie totalnie nietrafionym wyborem rujnującym charaktery postaci jak i wydźwięk większości ważnych scen. Mimo wszytko tłumaczenie to jest ciut bardziej liberalne niż to, co standardowo widzimy, jednak kluczowe sceny przetłumaczone są naprawdę dobrze, sufiksy zachowane oraz brak durnych żartów czy wstawek tłumaczy. Całość jak najbardziej na plus.

Zrzuty:

2Shares