Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu recenzja rascal
Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu

Natsuki Subaru właśnie wychodzi ze sklepu spożywczego i ostatnią rzeczą jakiej by się spodziewał jest przeniesienie do innego świata, co właśnie miało miejsce. Zagubiony Subaru zaczyna błąkać się po wielkim mieście, po wejściu w wąską alejkę zostaje zaatakowany przez kilku drobnych oprychów, jednak na ratunek mu rusza piękna srebrnowłosa dziewczyna. Wkrótce po tym dowiaduje się, iż skradziono jej pewien ważny przedmiot. Natsuki w ramach podziękowania deklaruje chęć pomocy w poszukiwaniu złodzieja. Jeszcze tego samego dnia natrafiają na jego trop i pod osłoną nocy decydują się przeszukać opuszczony magazyn. Niestety chwilę po wejściu Subaru ze swoją towarzyszką zostają zamordowani, jednakże szybko odzyskuje on świadomość w znanej już scenerii. Wydarzenia z dnia poprzedniego zaczynają się niespodziewanie powtarzać, czego efektem jest jego ponowna śmierć…

Oprawa audiowizualna Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu

Jeśli chodzi o kwestie wizualne, nie będę owijał w bawełnę – jest raczej średnio. O co konkretnie chodzi? O niesamowicie duże stężenie ohydnej grafiki 3D, niestety nie tyczy się to tylko obiektów czy pojazdów, ale i postaci (tych w tle, niezwiązanych z fabułą). Oczywiście nie całe anime tak wygląda, mamy także rewelacyjne projekty postaci, każdy bohater wygląda przepięknie. Kilka kluczowych scen zrealizowano wzorowo (jak na studio White Fox przystało), co ciekawe – ogólnie większość scen akcji wygląda świetnie (szczególnie ta z trzeciego odcinka) – pewnie po to oszczędzano budżet w innych, mniej ważnych miejscach. Warto wspomnieć jeszcze o starannie narysowanych, prześlicznych tłach w większości lokacji (szczególnie na zewnątrz).

Udźwiękowienie za to, to naprawdę wysoka półka. Szczególnie mam tutaj na myśli aktorów głosowych, którzy przeszli samych siebie. Jak już wiele razy wspominałem – bardzo trudno znaleźć anime ze słabym voice actingiem, dlatego też jesteśmy przyzwyczajeni do wysokiego poziomu, jednak uwierzcie – to co słyszymy w Re:Zero wznosi się… jeszcze wyżej. Przede wszystkim mam tutaj na myśli Kobayashi Yuusuke, użyczającego głosu głównemu bohaterowi – Subaru, Minase Inori jako Rem
Murakawa Rie jako Ram, Ueda Kana jako Hoshin Anastasia, Takahashi Rie jako Emilia i Matsuoka Yoshitsugu jako Romanée-Conti Petelgeuse. Ścieżka dźwiękowa, mimo iż pasowała do klimatu serii, nie wywarła na mnie większego wrażenia, raczej generyczna, bardzo filmowa. Seria ta posiada dwa utwory z czołówki i dwa z napisów końcowych. Od pierwszego odsłuchania spodobał mi się pierwszy opening (STYX HELIX).

Fabuła i bohaterowie Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu

Re:Zero miało premierę w tym roku, jednak wstępnie pominąłem to anime, gdyż plakat, tagi i opis sugerowały bardzo generyczną serię z gatunku akcja fantasy z motywem wciągnięcia do świata rodem z gier RPG, czego osobiście nienawidzę. Ostatnio na MAL-u zobaczyłem w polecanych produkcjach pod opisem Re:Zero takie tytuły jak Steins;Gate, Boku Dake ga Inai Machi, czy Higurashi no Naku Koro ni, co dało mi do myślenia i ponownie rozważyłem obejrzenie tego tytułu. Następnie jeden ze znajomych także polecił mi to (ponownie) zważając na moje upodobania i tak się złożyło, że jednak dałem szansę temu serialowi i dzięki temu doczekał się także pełnoprawnej recenzji.

Od samego początku na pierwszym planie mamy głównego bohatera – sprawia wrażenie irytującego, mimo wszystko szybko przekonujemy się, że jego zachowanie raczej śmieszy i może być odbierane pozytywnie, a co najważniejsze – nie irytuje. Jakbym miał go do kogoś porównać – to zdecydowanie byłby to Okabe Rintarou ze Steins;Gate. Kolejne postacie zaczynają wyrastać jak grzyby po deszczu, poznajemy ich naprawdę sporo, ale fabuła została skonstruowana w taki sposób, by niemożliwym było pogubienie się w ich gąszczu. Re:Zero to jedna z tych serii, gdzie lubić da się praktycznie wszystkich. Moje faworytki to – na początku – Emilia, później zdecydowanie Rem. Nie będę się tutaj zagłębiał analizowanie postaci, ponieważ spowodowałoby to siłą rzeczy wytworzenie ogromnych spoilerów, a tego w swoich tekstach unikam jak ognia. Nadmienię tylko, iż Subaru przechodzi ogromną przemianę, a najważniejszy dla mnie osobiście był fakt, że na żadnym etapie nie powodował u mnie uczucia zażenowania. Niezmiernie podobały mi się dwie kwestie jeśli chodzi o samą reżyserię i sposób prowadzenia fabuły – twórcy postawili głównie na ukazanie dramatu. Oczywiście scen humorystycznych nie brakuje, jednakże to bardzo umiarkowany i zrównoważony humor, co seriach tego typu jest wręcz ewenementem. Nie znajdziemy tutaj także wielu scen akcji (ba, 3 lub 4 odcinki składają się w całości z rozbudowanych i głębokich dialogów) – za co seria ta ponownie sporo zyskała w moich oczach. Ciekawie przedstawiono również świat, gdzie ma miejsce akcja Re:Zero. Sporo współżyjących ze sobą różnorodnych istot, ogromny rozrzut lokacji. Anime to otrzymało 24 odcinki, co umożliwiło dobre poprowadzenia fabuły, bez niepotrzebnego pośpiechu. Dzięki temu możemy dość mocno zżyć się z bohaterami, co podczas oglądania skutkuje o wiele większymi emocjami w dramatycznych momentach. Do tego dochodzi wspomniany wcześniej fenomenalny voice acting.

Warto zwrócić uwagę na fakt, iż mimo satysfakcjonującego zakończenia, twórcy nie zrealizowali całości materiału. Powieść nadal jest wydawana i naprawdę mam nadzieję, że w przyszłości zobaczę kontynuację, choćby ze względu na to, iż nie wszystkie wątki zostały wyjaśnione.

Ocena i podsumowanie Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu

Re:Zero to dla mnie prawdopodobnie największe pozytywne zaskoczenie 2016 roku. Nigdy bym się nie spodziewał, że anime tego typu tak bardzo mi się spodoba, dlatego też najbardziej polecam ten tytuł osobom, na co dzień nieoglądającym, bądź wręcz nie przepadającym za światami fantasy. Re:Zero nie ma także mało wspólnego ze standardowymi seriami akcji (mimo iż scen akcji nie brakuje). Jeżeli szukasz ciekawych postaci, długich i interesujących dialogów, dobrze skonstruowanej fabuły i świetnej reżyserii z lekką domieszką komedii i romansu, oraz dużej ilości dramatu – Re:Zero jest serią, którą musisz znać. Moja ocena to mocne 9/10. Zdecydowanie polecam.

Z jakim tłumaczeniem oglądać Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu?

  • Doki – jednakże trochę czasu może jeszcze upłynąć zanim ukończą całość, zdecydowanie warto jest poczekać, szczególnie tyczy się osób, które japońskiego prawie nie znają. Oficjalne tłumaczenie maksymalnie uproszczono i sporo niuansów staje się niemożliwymi do wychwycenia. Nie wspominając o totalnym braku konsekwencji w nazewnictwie.

Muzyka, której słuchałem pisząc ten tekst:

  • Tangerine Dream – Melrose (album)
  • Tangerine Dream – Booster (album)

Podobne anime

  • Steins;Gate – choć gatunkowo to całkowicie co innego, to jednak wiele wspólnych cech możemy wyłapać

Galeria

Facebook
X
Pinterest
Telegram
Email

Ostatnia modyfikacja

Last modified:

0 0 votes
Ocena
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
狐美 (Kitsumi)
9 lat temu

Tutaj żem w końcu znalaznła to, do czego przed długi czas chciałam się odnieść i się wypowiedzieć.

Jak czytam w recenzji, w Re:Zero zauważasz dramat. To jest język, którego mi bardzo brakuje. Ja oglądając ten serial czułam gdzieś moim zmysłem artystycznym, że ten serial jest dobry, ale czemu on jest dobry? nie potrafię powiedzieć. Ta recenzja mi naprawdę pomogła ocenić serial. Po zobaczeniu słowa „dramat” momentalnie widzę ten dramat, który tam jest, on staje się dla mnie wręcz oczywisty i się sama siebie pytam czemu ja żem go tam nie zauważyła.

Ja raczej szłam w kierunku próby stworzenia czegoś samemu. Raczej śledziłam artystów i poznawałam ich i ich język. Odnajduje się w nim i mi on pomaga, ale brakuje mi tego krytyka. Tego kogoś, kto potrafi dać tę dojrzałą ocenę. Na internecie ciężko taki język znaleźć. Młodzi go nie mają.

Na zachodnim forum kogoś takiego zauważyłam. Potrafił ktoś np. napisać, że AIR lepiej się rozumie znająć wierzenia buddyjskie o duszy, która krąży po świecie, że jest tam przedstawiona właśnie dusza bohatera, która raz jest w ciele tego bohatera głównego, potem jest gdzieś w przeszłość akcja rzucona, a na koniec jest jako ptak, który tej pierwszej towarzyszy; że wg tych wierzeń ta dusza to nawet w czasie się przenosi raz tu, raz tam. Innym razem widzę zdjęcia pokoju z gablotką na figurki, która stoi nie w pokoju wypełnionym jakimiś plakatami, tylko po prostu w salonie zwyczajnym, gdzieś obok fotela.

Inna sprawa też jest to, że też krytyki w tych japońskich mediach jak czytałam ich periodyki to tak naprawdę tam żadnej nie ma. Pokazuje się głównie postać, kto ją gra, jakieś strzępy o fabule. Właściwie ledwo się od reklam obok różni ten opis. Też mam wrażenie, że Zachód nie rozumie jak się do tych seriali podchodzi. Ich się nie ogląda. Je się słucha. Są odcinki i takie, gdzie przez cały odcinek jest rozmowa prowadzona, a akcji żadnej nie ma. Tam bardziej odbiorca jest taki, że on nie patrzy na to, co się przedstawia, tylko bardzo sobie te sceny wyobraża. Produkuje się też słuchowiska na płytach wydawane, gdzie jest grana samą mową, podkładem muzycznym i efektami jakaś historyjka.

Właściwie wszystko, co się tam tworzy ma oddziaływać na wyobraźnię człowieka. Karykutura w tych serialach jest po to, abyś postaci nie miał podanej na tacy jaka jest, tylko ma pomóc ci jedynie wyobrazić sobie jej postać. Ona nie ma być konkretna, nie ma być realistyczna, realna, namacalna. Kultura Japonii wynika z ich głęboko zakorzenionych lęków. Na Zachodzie ich nie mają, nie rozumieją tej sztuki zupełnie. Często ktoś tam jedzie i nie rozumie, dlaczego go stamtąd wyrzucają. Ocenia ich jako zamkniętych ludzi. To jest też pewnie powód, dla którego Kościół w Poslce uznał te treści za jakieś sztańskie, bo odciągają od realnego świata, na który katalocizm każe mocno zwracać uwagę.

Weźmy takie gejsze na przykład. Gejsza jest aktorką, która udaje, że się z mężczyzną spotyka. Udaje bycie razem. Tak naprawdę go nie ma. Jest udawane, iluzoryczne. Nie ma seksu, nie ma romansu, pijesz sobie tylko i rozmawiasz. Gra się udawany związek. Tutaj z tym to się akurat Wiki posiłkuję, ale pasuje mi to do całości mojego obrazu kraju, jakim jest Japonia.

Rock wa Lady no Tashinami deshite (2025)

W prestiżowej akademii dla dziewcząt Oushin, gdzie zbierają się młode damy z elitarnych rodzin, Suzunomiya Ririsa, obecnie córka magnata nieruchomości po ponownym zamążpójściu jej matki, zostaje zmuszona porzucić gitarę i muzykę rockową, by dopasować się do otoczenia. Każdego dnia musi ukrywać swoją prawdziwą naturę, udając idealną damę z wyższych sfer, mimo że wewnętrznie tęskni za swoją dawną pasją.

Kekkon suru tte, Hontou desu ka / 結婚するって、本当ですか (2024)

Oohara Takuya i Honjouji Rika pracują w jednym z Tokijskich biur podróży. Rzadko zamieniają ze sobą jakiekolwiek słowa, a jeśli już to prowadzą one do drobnych nieporozumień. Pewnego dnia przełożeni oznajmiają pracownikom, że otwierają nowe biuro na Alasce i szukają ludzi, którzy mogliby się tam przeprowadzić.

Natsu e no Tunnel, Sayonara no Deguchi / 夏へのトンネル, さよならの出口 (2022)

Po śmierci młodszej siostry i rozwodzie rodziców, Touno Kaoru nie potrafi znaleźć swojego miejsca w domu. Po ostrej konfrontacji z pijanym ojcem, wybiega z domu i odkrywa tajemniczy tunel. Zdezorientowany tym, co widzi w środku, ucieka, podnosząc po drodze papugę, który wygląda identycznie jak jego dawno zmarłe zwierzę.

Podsumowanie roku: najlepsze anime 2021

Zbliża się nowy rok, najwyższa więc pora na przygotowanie wpisu podsumowującego anime 2021.
1
0
Będę wdzięczny za opinie, proszę o komentarz.x