Nazo no Kanojo X / 謎の彼女X (2012)

Nazo no Kanojo X / 謎の彼女X (2012)

Nazo no Kanojo X / 謎の彼女X (2012) 1200 1700 rascal
Nazo no Kanojo X - recenzja anime - rascal.pl

Nazo no Kanojo X (2012)

Tsubaki Akira to przeciętny uczeń szkoły średniej. Pewnego dnia do jego klasy dołącza Urabe Mikoto, która zajmuje wolne miejsce koło niego. Dziewczyna sprawia wrażenie skrytej w sobie a wręcz zimnej – odczytanie emocji wyrażanych przez nią nie ułatwia fakt, iż jej włosy zasłaniają pół twarzy. Już pierwszego dnia zyskuje miano dziwaczki, gdyż podczas zajęć nagle wybuchła śmiechem. Nie próbuje nawet nawiązać żadnych kontaktów – zamiast tego woli drzemać na przerwach przy swoim biurku. Kilka dni później Tsubaki zastaje Urabe śpiącą po zajęciach i postanawia ją obudzić. Dziewczyna wychodzi z pomieszczenia, jednak on sam spoglądając na biurko, przy którym siedziała, zauważa jej ślinę… której bez zastanowienia pragnie spróbować. Kolejnego dnia nie pojawia się w szkole, gdyż budzi się z wysoką gorączką. Mikoto po skończonych zajęciach odwiedza go w domu i bardzo bezpośrednio zadaje pytanie, czy kosztował jej śliny. Zmieszany Akira przytakuje, na co dziewczyna stwierdza, że jego gorączka nie jest spowodowana chorobą, a raczej tęsknotą za nią oraz objawami odstawienia jej śliny jak ciężkiego narkotyku. By udowodnić, że ma rację, oblizuje swój palec wskazujący i szybkim ruchem wkłada mu go do ust, co powoduje momentalny zanik gorączki i poprawę samopoczucia…

Oprawa audiowizualna Nazo no Kanojo X

Gdy zacząłem oglądać pierwszy odcinek, przeżyłem swego rodzaju szok. Przez większość czasu miałem wrażenie, że animację wykonano standardowymi metodami na celuloidach, jak miało to miejsce do końca lat 90. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że jest to niemożliwe z wielu powodów, to jednak jak żyję – nie widziałem jeszcze tak dobrego odwzorowania klasycznej animacji metodą cyfrową (pomijając dosłownie kilka sekund w piątym odcinku, gdzie pokazany był pociąg w 3D – mimo iż wkomponowano ten pojazd całkiem sprawnie, moje oko nie pozwoliło mi tego odzobaczyć). Mój szok był spotęgowany, ponieważ widziałem kilka serii studia Hoods Entertainment i o ile większość wyglądała po prostu poprawnie, to były też takie, które odstraszały (3D Kanojo – znajdujące się w jednym z moich podsumowań w sekcji najgorzej wyglądających serii roku). I tutaj nawet nie chodzi o samą animację, lecz w zasadzie o każdy aspekt. Projekty postaci bardzo przypominają końcówkę lat 90, podobnie jak cieniowanie – coś niesamowitego, sam styl rysowania teł i nakładania animacji postaci na nie, oraz przepiękna gra światłem. Dbałość o szczegóły zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Taki poziom w jakiś sposób utrzymano do samego końca serii, więc w zasadzie od pierwszego do ostatniego odcinka mamy zapewnioną ucztę dla naszego układu wzrokowego. Każdy, kto wspomina z nostalgią drugą połowę lat 90, jeśli chodzi o anime i tego, jak wyglądało to wtedy będzie wniebowzięty, oglądając Nazo no Kanojo X. Na szczęście na samej oprawie audio-wideo się nie kończy, lecz o tym później.

Jeśli chodzi o udźwiękowienie – tutaj również jest świetnie. Utwory z openingu oraz endingu na pewno wlecą na stałe do moich playlist (no i ponownie – wieje od nich tajfun nostalgii), soundtrack świetnie podkreślał klimat wielu scen i tajemniczość całości. Aktorzy głosowi genialnie wpasowali się w swoje role, choć niektórzy pewnie będą dość zdziwieni gdy, pierwszy raz usłyszą głos głównej bohaterki. Yoshitani Ayako to nie aktorka głosowa, a aktorka filmowa. Z racji tego, jej głos mocno wyróżnia się na tle innych, jednak po dwóch odcinkach stwierdziłem, że naprawdę idealnie wpasowuje się w rolę i charakter Urabe Mikoto. Na wyróżnienie zasługuje także Hirohashi Ryou użyczająca swego głosu dla Oka Ayuko – dziewczyny przyjaciela głównego bohatera.

Fabuła i bohaterowie Nazo no Kanojo X

Jakkolwiek niezwykle i dziwnie brzmi opis, tak dokładnie wygląda cały serial. Zacznę niecodziennie, bo od reżyserii w wykonaniu Watanabe Ayumu. Wywarła na mnie ogromne wrażenie. Twórcy (a zapewne również autor materiału źródłowego – jednak tego się dowiem dopiero, jak przeczytam mangę, która już do mnie leci z Japonii) postawili na dość niezwykły plot device – po części mogliście już go zauważyć, czytając zajawkę tytułu powyżej. Bohaterowie dowiadują się o swoich emocjach za pomocą swej śliny (a raczej doświadczają emocji, aktualnie im towarzyszących). Akirę i Mikoto wiąże dość specyficzna więź, która to umożliwia. Choć patrząc powierzchownie, wygląda to jak jakiś fetysz autora (wywołujący u sporej liczby osób obrzydzenie z bliżej nieokreślonego powodu – co mnie osobiście dość trudno jest zrozumieć, biorąc pod uwagę fakt, że w zasadzie z każdym pocałunkiem wymieniamy z partnerką/partnerem ślinę), to tak naprawdę ja odebrałem to jako metaforyczne przedstawienie rozwoju znajomości i uczuć głównych protagonistów (i nie tylko). Sam pomysł ukazania tego w taki sposób jest bardzo oryginalny. Jeśli mowa już o metaforach, to znajdziemy je dosłownie na każdym kroku w formie wizualnej. Warto obserwować co dzieje się w tle – nawet drobne szczegóły. Gra światłem także odgrywa sporą rolę – w zależności od pory dnia i kolorów oplatających scenerię można było wyczytać naturę danej sceny bądź zwiastun tego, co wydarzy się następnie – przypomniało mi trochę styl Anno Hideaki, o czym rozpisałem się dość obszernie, recenzując KareKano. Nazo no Kanojo X od początku stawia na tajemniczość, podając nam szczątkowe informacje o bohaterach jednocześnie w dość ekspresyjnym stylu, pokazując chemię między Akirą i Mikoto przy zachowaniu dość wolnego tempa akcji. Taka atmosfera panuje aż do samego końca serialu, co powodowało, iż po kolejne odcinki sięgałem w sposób naturalny, zaciekawiony rozwojem uczuć między nimi i ujawnieniem kolejnych tajemnic.

Nie zabrakło rzecz jasna odcinka plażowego (a w zasadzie tylko fragmentu, którego styl wykonania – zarówno od strony wizualnej, jak i poprowadzenia biegu wydarzeń wywołał u mnie niesamowite uczucie nostalgii) oraz krótkiej dramy związanej z jednostronną miłością Akiry z poprzedniej szkoły w okolicy końcówki serii – jednak drama ta miała niezwykle satysfakcjonujący finał i w znaczący sposób przyczyniła się do umocnienia więzi między dwójką bohaterów. Oprócz głównej pary trochę czasu poświęcono związkowi przyjaciela Akiry – Kouheia z jego dziewczyną uczęszczająca do tej samej klasy – Ayuko. Ich drogi splatają się w zasadzie w każdym odcinku, a sama Ayuko zostaje jedyną koleżanką Mikoto aż do samego końca.

Jak wspomniałem wyżej – każdy odcinek pokazuje piękną, niewinną miłość i powolne, jednak pełne pasji odkrywanie swoich uczuć, pragnień oraz oczekiwań względem drugiej połówki. Główny bohater, mimo że miejscami pokazuje niedojrzałość, to jest tego świadomy i w swoim działaniu – mimo wszystko – dość bezpośredni. Nie boi się przesadnie rozmawiać o swoich uczuciach, czy snach ściśle związanych z obiektem jego uczuć i wtedy gdy sytuacja wymaga działania, robi co w jego mocy, by udowodnić, jak bardzo zależy mu na tej relacji. Często ulega także różnym pokusom, lecz w kluczowych momentach potrafi sobie w lepszy lub gorszy sposób z nimi poradzić, myśląc o swej najbliższej osobie.
Mikoto natomiast to bardzo tajemnicza dziewczyna, jednak nie zawsze tajemniczość jest czymś pozytywnym. Oczywiście w tym przypadku sytuacja wygląda inaczej – jej tajemniczość intryguje na wiele sposobów i po prostu chce się kawałek po kawałku ją odkrywać. Urabe Mikoto to przykład perfekcyjnie zrealizowanej kuudere, skrywającej fontannę uczuć, czekającą tylko na możliwość ukazania swego piękna w pełni, w odpowiednim czasie.

Nazo no Kanojo X urzekło mnie przede wszystkim tym, jak naturalnie każdy aspekt tego dzieła ze sobą współgra i wzajemnie uzupełnia, podobnie jak główni bohaterowie w swej znajomości. Dodatkowo szczypta mistycyzmu w romansach w zasadzie zawsze wychodzi na plus i dodaje tytułom głębi, nie inaczej rzecz jasna ma to miejsce w tym przypadku.
Muzyka niczym się z pozoru nie wyróżnia, nie powoduje również chęci jej ponownego odsłuchu, jednak po pewnym czasie dotarło do mnie, jak doskonałej roboty ze ścieżką dźwiękową dokonał Hasegawa Tomoki, która w niewyobrażalnie subtelny sposób podkreślała atmosferę bieżących wydarzeń, idealnie komponując się zarówno z tym, co widzimy na ekranie z tym, co odczuwamy oraz samymi głosami postaci.

Ocena i podsumowanie

Nazo no Kanojo X polecam przede wszystkim miłośnikom romansów otwartych na to, by podczas oglądania szukać metafor i symboliki w przedstawionym materiale oraz na coś, co pokazuje uczucia w niekonwencjonalny sposób. Oprawa wizualna i reżyseria czerpie garściami z klasycznych serii tego typu sprzed trzech dekad (co osobiście uważam za naprawdę genialny zabieg), więc jeśli ktoś do tego kocha również taki styl, to momentalnie zakocha się w tym tytule. Na mnie osobiście każdy aspekt wywarł niesamowite wrażenie – zresztą całość pochłonąłem praktycznie na raz, co rzadko się zdarza. Nie wiem jakim cudem taka perełka się przede mną tyle lat ukrywała, ale cieszę się, że w końcu na nią trafiłem. Moją oceną nie może być nic innego niż 10/10. Jeden z najlepszych romansów, jakie widziałem. Nie mogę się doczekać, aż do moich drzwi zapuka kurier z paczką z Japonii zawierającą cały set mangi, by móc doczytać do końca jak potoczą się losy Akiry i Mikoto.

Z jakim tłumaczeniem polecam oglądać Nazo no Kanojo X

  • Final8 – wydanie to używa napisów GotWoot. Odnośnie samego tłumaczenia – mógłbym się kilku drobnych szczegółów czepić, lecz w ogólnym rozrachunku jest naprawdę bardzo dobrze zrealizowane i z czystym sercem mogę je polecić.

Zrzuty ekranu:

Ostatnia aktualizacja: 4 stycznia 2022

    Loading...

    Kontakt

      Loading...

      Media Społecznościowe

      Szukaj