Ore no Imouto ga Konnani Kawaii Wake ga Nai (oreimo) - recenzja anime

Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai

Kousaka Kirino to według przyjętych norm – idealna uczennica. Jej oceny są bliskie maksimum, a przez wszystkich uważana jest za wzór godny naśladowania. Dodatkowo pracuje jako modelka by mieć pieniądze na zaspokajanie swoich potrzeb. Kirino skrywa w sobie jednak wielki sekret dotyczący jej hobby.

Pewnego dnia wychodząc z domu wpada na swego znienawidzonego brata – Kyousuke. Z jej torebki wypada gra erotyczna o tematyce młodszych sióstr. Niczego nieświadoma Kirino obligatoryjnie zwraca swemu bratu uwagę w dość agresywny sposób następnie wybiegając z domu. Kyousuke szybko zauważa pudełko i tego samego dnia przy obiedzie zaczyna rzucać sugestie dotyczące gier o wspomnianej tematyce. Wystraszona Kirino decyduje się na przeszukanie pokoju Kyousuke, ten jednak jej przerywa wymachując zagubionym pudełkiem. Kirino w akcie desperacji decyduje się na pokazanie swemu bratu jej kolekcji i tym samym wciągnięcie go w świat otaku.

Oprawa audiowizualna Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai

Za produkcję tego anime odpowiedzialne były dwa studia. Pierwszy sezon tworzyła ekipa AIC Build, drugi A-1 Pictures. Na szczęście projekty postaci na tym nie ucierpiały i ogólny wygląd był w miarę spójny. Jeśli chodzi o całą resztę – łącznie z tłami, AIC Build wykonało lepszą robotę. O wiele mniej bijącej po oczach grafiki 3D. Nie znaczy to jednak, iż drugi sezon wyglądał źle. Wracając jeszcze do projektów postaci, jak na moje oko są one dość oryginalne, trochę proste – mimo wszystko pasują do całości. Mam tu na myśli szczególnie trzy główne bohaterki – Kirino, Kuroneko i Saori.

Ekipa aktorów głosowych Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai to plejada gwiazd. Hanazawa Kana jako Gokou Ruri (Kuroneko) – świetna rola, jej głos znacznie różnił się w tym przypadku od jej innych ról, lecz generalnie rzecz ujmując – niesamowity talent. Taketatsu Ayana (jedna z wokalistek Petit Milady), jako Kousaka Kirino – idealnie wczuła się w rolę młodszej siostry Kyousuke, bardzo dynamiczny głos, ale także – w zależności od sytuacji – spokojny i czuły.
Hayami Saori (gdyby ktoś nie kojarzył – Ononoki Yotsugi – Monogatari; Hiiragi Shinoa – Owari no Seraph; Iida Kotori – Amaama to Inazuma) jako Aragaki Ayase. Nakamura Yuuichi (ponownie – gdyby ktoś nie kojarzył – Okazaki Tomoya – Clannad; Reinhard van Astrea – Re:ZERO; Oreki Houtarou – Hyouka).

Ścieżka dźwiękowa przypadła mi do gustu i jestem właśnie w trakcie odsłuchu, openingi w wykonaniu ClariS jednak nieszczególnie mi się spodobały, za to było w czym wybierać jeśli chodzi o utwory z napisów końcowych, których w sumie było… 32!

Fabuła i bohaterowie Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai

Patrząc na opis wydawać by się mogło, że mamy do czynienia z dość prostą i oklepaną komedią. Jeśli ktoś będzie oglądał to powierzchownie (lub z kiepskim tłumaczeniem) to pewnie też odniesie podobne wrażenie. Humor to jest kwestia gustu, mnie osobiście typ komedii zastosowanej w tej serii niesamowicie bawił, mnóstwo referencji i gier słownych, wiele wyolbrzymionych sytuacji i nawiązań do rzeczywistego świata. Do tego większość lokacji to miejsca żywcem przerysowane, odpowiadające rzeczywistemu światu (choćby sama Akihabara). Na pewno wiele stracą ludzie, którzy nie są za bardzo w temacie (tzw. casuale), ponieważ jak już wspomniałem – zdecydowana większa ilość wątków humorystycznych to nawiązania do mechaniki i fabuły powieści wizualnych (czy ogólnie gier), anime i całego biznesu nakręcanego przez te media (figurki, karty kolekcjonerskie, edycje limitowane etc). Jeśli chodzi o bohaterów, to mamy tutaj pokaźną ekipę. Pomijając sceny komediowe i wyolbrzymienia – zachowują się oni w większości przypadków naprawdę naturalnie. Główne skrzypce gra tutaj rodzeństwo i przede wszystkim postać Kirino – nie ma co się oszukiwać – można ją uwielbiać, bądź nienawidzić (jestem – o dziwo – w tej pierwszej grupie), ale gdy jej zabrakło na kilka odcinków – seria ta sporo straciła. Brakowało po prostu polotu i duszy (mimo, iż nadal dość przyjemnie się oglądało). Oczywiście reszta supportu odgrywa również ważne role – bez nich zakończenie, które możemy zobaczyć i cały rozwój postaci nie byłoby możliwe.

Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai to jednak nie tylko komedia

Drugi sezon stawia na coś głębszego, czego zwiastun widzimy już wcześniej oglądając odcinki specjalne przedstawiające wydarzenia po pierwszym sezonie (generalnie to trzeba zobaczyć przez rozpoczęciem drugiego sezonu). Sezon pierwszy posiada fikcyjne zakończenie (ostatni odcinek), pełnoprawną kontynuację przedstawiono właśnie w czterech odcinkach specjalnych. Nie będzie to raczej spoilerem, jeśli powiem, że rodzeństwo zbliża się do sobie – dość znacznie oraz dochodzi kwestia innego związku. Problemy z tym związane poruszane są już w połowie drugiego sezonu i od tego miejsca stosunek komedia:dramat przedstawia się mniej więcej na poziomie 10:90. Nie ukrywam – bardzo pozytywnie mnie ten fakt zaskoczył. W pewnym momencie całość naprawdę zaczyna zmierzać w kierunku poważnego melodramatu, czego punktem kulminacyjnym jest ostatni odcinek (szesnasty, bądź trzeci specjalny – w zależności od sposobu liczenia). Mnie osobiście nie przeszkadzał od samego początku (jak tylko domyśliłem się o co biega) kierunek w którym wszystko zmierzało, ba – nawet chciałem by historia poszła w tę stronę (jaką – sami zobaczycie, resztę moich przemyśleń zostawię w spoilerze na końcu tej recenzji).

Samo zakończenie Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai – konkretniej ostatnie dziesięć minut doprowadziło do szału dosłownie każdego fana, niezależnie jakiej postaci kibicował. Nie ukrywam, że moja pierwsza reakcja była podobna. Po dłuższym zastanowieniu i analizie faktów doszedłem do wniosku, że mamy do czynienia z dość sprytnym – jednak nieoczywistym zabiegiem autora (któremu nie pozwolono na zakończenie tej serii w taki sposób, jak on sam chciał to zrobić) przemycającym pewne wskazówki na temat dalszych losów finalnego pairingu. Żeby tego było mało, na forum MALa jeden użytkownik polecił mi przeczytanie ostatniego rozdziału powieści (na której podstawie zrealizowano anime) dołączonego do wydania bluray (mającego miejsce rok po wydarzeniach po zakończaniu anime), gdzie dostajemy już wyraźne wskazówki na temat prawdziwego zakończenia. Jeśli ktoś by był ciekawy – tutaj możemy przeczytać (dobre) tłumaczenie (oczywiście PO skończeniu oglądania serialu).

Na zakończenie spoiler totalny (czytać tylko i wyłącznie jeśli obejrzeliście pełne dwa sezony, bądź po przeczytaniu wszystkich 12 tomów powieści). Polecam wrócić do tego miejsca po obejrzeniu, gdyż w spoilerze zawarte jest prawdopodobnie więcej tekstu niż w całej reszcie tej recenzji.

Spoiler:

Jak już wcześniej wspominałem – od samego początku nie widziałem żadnych przeciwwskazań jeśli chodzi o związek Kirino z Kyousuke w Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai. Nie potrafię także zrozumieć zdegustowania ludzi na forach. Tak, mamy tutaj do czynienia ze związkiem rodzeństwa, ale raz – to jest przecież świat fikcji, dwa – sytuacja w tym przypadku była raczej specjalna. Kyousuke dla Kirino był od samego początku niesamowicie ważną osobą. Z tego, co nam pokazano – kochała go miłością przewyższającą miłość między rodzeństwem na długo przed wydarzeniami ujętymi w fabule. Pomijając lata, w gdzie żyli skłóceni – Kyousuke był pierwszą osobą, z którą  Kirino podzieliła się swymi zainteresowaniami, dodatkowo – zaakceptował on ten fakt nie mieszając jej z błotem i nawet zaoferował pomoc w znalezieniu znajomych, z którymi mogłaby dzielić swe zainteresowania (a następnie pomagał jej w dosłownie każdym jej problemie). Przez większość serii Kirino udaje, iż Kyousuke nic dla niej nie znaczy, a jego pomoc nie ma dla niej żadnego znaczenia. Tak naprawdę z dnia na dzień jej miłość do brata się pogłębiała.

Niesamowicie ciekawa jest również postać Kuroneko, choć byłem przeciwny temu pairingowi, gdyż był on zbyt generyczny i oczywisty, to nie ma co ukrywać – Kuroneko, a raczej Ruri odgrywa w tej serii również arcyważną rolę. To właśnie dzięki niej Kyousuke odkrywa swe prawdziwe uczucia. Podobnie sytuacja wygląda z Saori, która trzyma w kupie całą ekipę i generuje mocny support drugoplanowy.

Sugerowałem wcześniej fakt, że bez Kirino – ta seria wiele traci. Chodziło mi o odcinki specjalne po pierwszym sezonie, gdzie główna bohaterka wyjeżdża do Ameryki. Oczywiście nadal z przyjemnością je oglądałem, lecz wyraźnie czegoś mi brakowało. Tym brakującym elementem była własnie Kirino, wprowadzająca do Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai – dosłownie – powiew życia.

W tym momencie przejdźmy do zakończenia Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai. Jak już wspominałem, autorowi zabroniono publikacji jego wizji (zakończenia), w której miał być wyraźny i jednoznaczny ending w postaci Kirino x Kyousuke. Szkoda, ponieważ w takim wypadku wleciałaby z mojej strony zapewne dziesiątka. Ostatni odcinek to dosłownie rollercoaster. Manami pokazuje swoją prawdziwą twarz i egoizm. Nie potrafi pogodzić się z wyborem, jakiego dokonał Kyousuke. Tak naprawdę wraca do niej rykoszetem z podwojoną siłą sytuacja sprzed wielu lat, w której w całkowicie zimny, wyrafinowany i bezduszny sposób pozbawiła Kirino nadziei na dobre relacje z swym bratem w przyszłości i tym samym spowodowała jej ogromną traumę. Od samego początku miałem bardzo mieszane uczucia względem Manami – o ile w większości sytuacji nie mam nic przeciwko takim raczej wycofanym, cichym i nieśmiałym bohaterkom, to tutaj coś mi nie grało. Posunęła się ona nawet do tego, że chciała poinformować ojca Kirino i Kyousuke o fakcie ich miłości, co było najbardziej podłą rzeczą jaką mogła zrobić (nawet jeśli nie miała takich planów i wykrzyczała to w akcie desperacji).

Sytuacja z Manami zostaje pozytywnie zakończona, godzi się ona (wiedząc, iż nie ma innego wyboru) z tym faktem i odchodzi. Następnie mamy scenę w kościele i fikcyjny ślub rodzeństwa. Kirino w pięknej sukni ślubnej, Kyousuke w eleganckim garniturze. Dostajemy nawet scenę z pocałunkiem. W tym miejscu najlepiej było przerwać oglądanie, ponieważ takiego bullshitu nie widziałem już dawno jak to, co nastąpiło po scenie z pocałunkiem. Kończą oni swój związek (scena w święta i sytuacja gdy Kirino wyszeptała kilka słów do ucha swego brata zostaje w tym miejscu wyjaśniona), ponieważ tak się umówili wcześniej [!]. No ludzie trzymajcie mnie, bo zaraz telewizor wyleci przez okno – taka była moja pierwsza reakcja. Później widzimy ostatnią sceną w Akihabarze – tam dochodzi ponownie do pocałunku (w zależności od wersji bluray – o dziwo) w usta lub policzek. Według autora miał być to pocałunek w usta (tak jest w powieści), więc mamy tutaj pierwszą wskazówkę, że zakończenie ich związku to była zwyczajna ściema na potrzeby uspokojenia dyrekcji i wydawców. Następnie – dodatkowy rozdział z after story po roku od zakończenia. Ważne są tak naprawdę dwa krótkie fragmenty (choć warto przeczytać całość):

And as for both me and Kirino, we—-
“More importantly! That wedding dress figure I bought just now! WOOOOOOOOOOOOWWWWWWW! Just what is this! It’s super cute, you know! This box is way out of this world! So much detailed work on every nook and cranny too! Ku ~~~~ the makers really know what they’re doing~! I guess I really should buy one more for preserving! Slurp!”

Jak widać w pierwszym zdaniu, autor ponownie sugeruje nam, iż rodzeństwo pozostaje w związku.

Kuroneko tilts her neck in doubt. And then, mutters with a scary low voice.
-“All the women who dare to brag about their love life before me are bitches, all right?”
-“Wait! I haven’t be, be, be, be, been bragging at all, you hear!”
-“Yes, you have. Why, specifically speaking, that Sunday last week—-”
-“Da~~! Sto~~~~p! You can’t talk about that! You definitely ca~~n’t!”
Kirino covers up Kuroneko’s mouth, panicking.
Mmph, Mmph, Kuroneko’s distressed voice escapes out, as her face grows redder and redder.
Saori appearing to be very nervous said,
-“Ki, Kiririn-shi! If you cover her mouth li, like this, she won’t be able breathe de gozaru! Are you intending on strangling Kuroneko-shi down!?”
-“Bu, bu, bu, bu, but Kuroneko’s going to……!”
And right there, suddenly, Kirino with her face completely red, glares at me, and shouts out in a really loud voice.
-“I haven’t been bragging at all, okay!”

A tutaj widzimy (choć nie jest to bezpośrednio ujęte), że Kirino wspominała Kuroneko o jakimś ( ͡° ͜ʖ ͡°)  wydarzeniu mającym miejsce poprzedniej niedzieli. Reakcja Kirino (cała czerwona twarz i ogólnie podenerwowanie i spojrzenie w stronę Kyousuke) wyraża dosłownie wszystko. No i mamy tutaj prawdziwe zakończenie. Nie wpływa ono na ogólną ocenę serii anime, bo w końcu pisze o anime – nie o powieści, ale nie ukrywam – poczułem się w tym momencie o wiele lepiej.

Ocena i podsumowanie Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai

Rzadko się zdarza, bym pochłaniał całe sezony na raz. Z Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai własnie tak było, dwa sezony i odcinki specjalne obejrzałem w dwa dni. Seria to wciągnęła mnie tak bardzo, że dosłownie nie byłem w stanie oderwać się od telewizora (mimo choroby i spowodowanego tym sporego osłabienia). Na ten fakt miało wpływ wiele czynników – znakomity humor w pierwszym sezonie, genialni aktorzy głosowi, świetnie skonstruowane postacie, przyjemna ścieżka dźwiękowa, wiele nawiązań do popkultury Japonii, realne lokacje, dobry wątek dramatu i romansu. Wszystko to sprawiło, iż zdecydowałem się postawić ocenę 9/10.

Z jakim tłumaczeniem oglądać Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai?

Pierwszy sezon (i odcinki specjalne):

  • Mazui – porównywałem z wydaniem od Doki (pierwsze trzy odcinki), jednak wydanie od Mazui wydaje mi się bliższe oryginałowi (choć wersja od Doki nadal stoi na wysokim poziomie). Wszystkie sufiksy zachowane (oprócz -shi używane przez Saori, to zastąpiono Mr. i Mrs. ale w tym przypadku świetnie oddawało to oryginalny kontekst), oryginale określenia także (tsundere, lolicon itp).

Drugi sezon (i odcinki specjalne):

  • Doki – grupa Mazui nie tłumaczyła już sezonu drugiego, na szczęście ekipa Doki stanęła na wysokości zadania. Choć nie ukrawam, jest to tłumaczenie bardziej liberalne niż zwykle to była w przypadku Doki (lecz nadal w w pełni akceptowalne). Podobna sytuacja z sufiksem -shi.

Muzyka, której słuchałem pisząc ten tekst:

  • Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai OST

Zrzuty ekranu:

Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai