jak rozpoznać dobre tłumaczenia anime

 

Na samym wstępie chciałbym zaznaczyć jedną rzecz – profesjonalne tłumaczenia =/= wierne tłumaczenia. Ja szukam tłumaczeń wiernych oryginałowi jak tylko to możliwe, ze wszelkimi nawiązaniami kulturowymi oraz zawartymi wszystkimi nieprzetłumaczalnymi elementami specyficznymi dla języka japońskiego i ich kultury (by się nimi wspomagać, jeśli nie zrozumiem czegoś z oryginalnych dialogów).

Istnieje kilka podstawowych kwestii wyróżniających dobre tłumaczenia. Oto kilka moich głównych wyznaczników:

 

Po pierwsze: Honoryfikatory

Jeśli dana grupa fansuberska opuszcza honoryfikatory, na starcie jest u mnie przekreślona. Honoryfikatory są w języku japońskim bardzo ważne – w zasadzie można powiedzieć, że dana rozmowa czy zdanie możne nabrać całkiem innego sensu gdy zostanie użyty inny sufiks. Ale czym właściwie są honoryfikatory? Najprościej wytłumaczyć to na przykładzie polskich pan, pani. Japończycy jednak mają zdecydowanie więcej zwrotów grzecznościowych, używanych w zależności od wieku (osoby, z którą rozmawiamy) czy statusu społecznego. NIE MA MOŻLIWOŚCI przetłumaczenia większości z nich w jakikolwiek sposób na języki zachodnie.

Najpopularniejsze z nich (jeśli chodzi o kwestię wymowy, odsyłam tutaj):

  • -san : najbliżej temu do polskiego pan/pani
  • -chan : stosowany najczęściej przez osoby starsze zwracające się do dzieci, lub po prostu w odniesieniu do kogoś młodszego od siebie (najczęściej płci żeńskiej, choć nie zawsze)
  • -senpai : stosowane przez osoby młodsze odnoszące się do starszych kolegów/znajomych, można używać łącznie z nazwiskiem bądź bez
  • -kun : stosowane do zaadresowania przyjaciela, młodszego znajomego lub mężczyzny o niższym statusie społecznym
  • -sama : formalna forma -san, wyraz dużego szacunku. Często stosowane także przy rozmowie z klientem, bądź w odniesieniu do osoby będącej naszym idolem
  • -sensei : najpopularniejsze określenie nauczyciela, jednak często można słyszeć także w odniesieniu do naukowców czy artystów, można używać jako sufiks do nazwiska lub bezpośrednio.

Rzecz jasna wymieniłem tutaj tylko te najczęściej używane, lista jest o wiele dłuższa. Język polski, angielski oraz większość innych występujących na świecie ma bardzo ograniczony zasób zwrotów grzecznościowych, tak więc niemożliwe jest odpowiednie (oraz trafne) przetłumaczenie japońskich honoryfikatorów, co powoduje często zmianę kontekstu zdania, czy utratę gry słownej – co skutkuje utraceniem ogromnej części przekazu oryginału. Ogromna ilość żartów opiera się na odpowiednim dobraniu danego zwrotu (z których często wynikają prześmieszne sytuacje). Innym przykładem może być seria Monogatari, całkowicie tracąca sens bez używania oryginalnych honoryfikatorów (oraz po lokalizacji do realiów kultury zachodniej – o czym w nastepnym punkcie). Kolejnym dobrym przykładem może być anime To-Aru Kagaku no Railgun, gdzie to jedna z głównych bohaterek używa zwrotu onee-sama w stosunku do swojej przyjaciółki (kto oglądał, ten wie, że nie da się tego zastąpić żadnym odpowiednikiem). Dobre tłumaczenia powinny zawierać honoryfikatory.

Mam w tym miejscu duży żal do polskich wydawnictw mangowych, które uległy naporom młodych ludzi i nie stosują japońskich sufiksów. Mogę zrozumieć zastępowanie onomatopei polskimi (często bardzo głupimi, można by to było zrobić w po prostu) odpowiednikami, ale nigdy nie zrozumiem rezygnacji z honoryfikatorów. Dodatkowo często polscy tłumacze zmieniają nawet imiona bohaterów (!), co jest po prostu czynem niedopuszczalnym (żadne wydawnictwa zagraniczne czegoś takiego nie robią, przynajmniej nigdy czegoś takiego nie widziałem).

Więcej informacji na temat dlaczego używanie honoryfikatorów jest wręcz koniecznie, możecie znaleźć w tym wpisie (język angielski), świetnie pokazane na przykładach (zrzuty ekranu z porównaniami tłumaczeń)

Tutaj znajduje się obszerny artykuł (w języku angielskim), na temat honoryfikatorów z sensownymi argumentami (dlaczego NIE NALEŻY z nich rezygnować).

Podsumuję tę sekcję następująco – jeśli mamy wybór między bezpośrednimi(dokładnymi/wiernymi) tłumaczeniami (nie mylić z tłumaczeniem słowo w słowo) przeznaczonymi dla osób, które cenią sobie napisy zbliżone jak najbardziej do oryginału (czyli dla ludzi, którzy rzeczywiście chcą poznać oryginalną historię) z notatkami tłumaczy (które uważam za cenne, ponieważ bardzo często pokazują drugie czy nawet trzecie dno danego zdania czy całego dialogu – nie mam tu na myśli tłumaczenia każdego słowa, ale często dwuznaczności czy czegoś mniej oczywistego), a napisami ze zlokalizowanymi (o tym w następnym punkcie) sentencjami bez honoryfikatorów (czytaj – takimi przeznaczonymi dla masowego odbiorcy, który bezmyślnie ogląda, żeby tylko oglądać i jest zbyt leniwy/głupi by wyłapać oryginalny kontekst) – to wtedy problem nie istnieje – każdy wybiera to, czego oczekuje. Gorzej jeśli jedyny wybór to hamburgerowe* napisy, od których oczy mi krwawią.

*zlokalizowane, bez honoryfikatorów czyli po prostu pozbawione większości oryginalnej treści

Po drugie: Lokalizacja sytuacji/żartów do kultury zachodniej

Kolejny arcyważny punkt – jeśli jakakolwiek grupa dopuszcza się przy tłumaczeniu adaptacji scen humorystycznych czy jakichkolwiek innych do realiów zachodnich (czy sytuacji rozumianych tylko w danym kraju) – przekreślam takie tłumaczenie z góry, choćby nie wiem jak dobre to było. Jest to rzecz niedopuszczalna, na której jako widzowie tracimy bardzo wiele – tym bardziej, że większość serii anime opiera się głównie na (często zawiłych) dialogach i to one stanowią esencję fabuły (przynajmniej te, które mnie interesują). Jeśli mamy do czynienia z rzeczą niezrozumiałą dla większości ludzi ze względu na różnice kulturowe, należy stosować przypisy. Nie można zastępować oryginalnego kontekstu tylko dlatego, ponieważ jakaś część ludzi nie będzie w stanie zrozumieć zaistniałej sytuacji. Oglądam w końcu anime, produkt japoński, którego miejscem akcji w zdecydowanej większości przypadków jest JAPONIA, więc naprawdę nie mam zamiaru czytać o sytuacji w Polsce czy jakimkolwiek innym kraju.

Dobre tłumaczenia powinny być realizowane z dbałością o oryginalny kontekst/znaczenie czy nawiązania kulturowe, nawet jeśli nie jest on do końca zrozumiały dla kultury zachodniej (zwłaszcza amerykanów) – takie coś załatwiają przypisy.

Po trzecie: Kwestie estetyczne

Najmniej ważny punkt, na który zwracam uwagę tylko w przypadku jeśli dwa poprzednie dają wynik pozytywny. Bardzo miłym dodatkiem jest korzystanie przez fansuberów z dobrodziejstw Advanced SubStation Alpha. Takiego typu napisy, wyglądają po prostu estetycznie, oraz dają duże możliwości tłumaczom – choćby w postaci nanoszenia napisów na obiekty pod oryginalnymi znakami/tekstem (wszelkiego rodzaju znaki drogowe, tablice informacyjne, wiadomości e-mial etc). Jak już wspomniałem – nie jest to priorytet, po prosty świetny i estetyczny dodatek do całości.

Po czwarte: Grupy tłumaczące, których należy unikać oraz te, które są warte uwagi (lista będzie uzupełniana)

Na wstępie zaznaczam, że pozwolę sobie pominąć całą polską scenę tworzącą napisy, ponieważ tłumaczenie japoński->angielski->polski mija się totalnie z celem (zabawa w głuchy telefon, głupie dodatki etc), oprócz tego ich jakość jest najczęściej mierna (no chyba, że ktoś zna jakąś polską grupę co tłumaczy z oryginału i są to dobre tłumaczenia, zawierające elementy wymienione w poprzednich punktach).

  1. Grupy których należy unikać:
    • Commie – opuszczają honoryfikatory, oraz najczęściej lokalizują większość wydarzeń do realiów USA, wrzucają żarty z imageboardów (4chan i te sprawy). Zdecydowanie najgorsza obecnie istniejąca grupa tłumaczy – omijać szerokim łukiem!
    • GG – jak wyżej.
    • Hadena
    • CoalGuys
    • GJM (Good Job Media)
    • Vivid – praktycznie jak wyżej, omijać
    • Underwater – jak wyżej
    • DameDesuYo – commie 2.0, totalna żenada
    • UTW (Unlimited Translation Works) – nie tak złe jak Commie, jednak nadal jest to coś, czego nie chcę widzieć na oczy.
    • FFF (FFFansubs) – czasem zostawiają honoryfiaktory, ale tłumaczenia te kierowane są dla przeciętnego amerykańskiego widza, który zwyczajnie nie myśli. Liberalizacja i lokalizacja bardzo często sprawia, że z oryginału mało co zostaje – aż przykro oglądać. Poziom Commie. Omijać.
    • Funimation* – sytuacja identyczna do powyższej, do tego ogólna niska jakość tłumaczeń, omijać gdy tylko możecie
  2. Grupy, których napisy są mniej lub bardziej warte uwagi (bliskie oryginałowi). Niestety złotą erę fansubów mamy już za sobą. Skończyła się ona w okolicy 2010 roku, kiedy to portale typu Crunchyroll całkowicie przejęły zachodni fanbase. Obecnie nie ma już praktycznie aktywnych grup, które tłumaczą od podstaw z oryginału, a jak ktoś taki się znajdzie, to zazwyczaj tłumaczy nie więcej niż jedną serię. Mimo wszystko kilka grup jest warta uwagi:
    • Doki – w zasadzie jedyna grupa obecnie, która stara się zachować oryginalny przekaz i tłumaczy dość sporo. Zdarzają się błędy, ale nie są one porażające.
    • Static-Subs & Eclipse Productions (SS-Eclipse) – nie ma lepszej opcji dla Clannad i Kanon (2006). Reszta tłumaczeń to także fenomenalna robota. Jedna z najlepszych grup fanusberskich z jaką miałem do czynienia. Niestety już nieaktywna. Warto jednak spojrzeć na ich dorobek i wybrać te tłumaczenia.
    • Oyatsu (i wszystkie fuzje) – dobre tłumaczenia, honoryfikatory rzecz jasna zostawione oraz brak lokalizacji.
    • Mori (choć także nie zawsze, jednak serie, które posiadają wysokie stężenie nawiązań kulturowych zazwyczaj tłumaczone są idealnie)
    • LunarAnime –  grupa już niestety od dawna nieaktywna, ale do starszych pozycji naprawdę świetna opcja.
    • AnimeYoshi – bardzo dobre, wierne tłumaczenia, niestety grupa już nie istnieje.
    • Tomodachi
    • AquaStar Anime – świetne, wierne tłumaczenia, niestety grupa nie jest już aktywna.
    • ANE (Afternoon Naps Empire) – w większości przypadków tłumaczenia dobre, lub bardzo dobre.
    • Menclave (Mendoi Fansubs & Conclave Fansubbing) – niestety grupa umarła, ale dla starszych serii zawsze najlepsza opcja – szczególnie przy Ef: A tale of memories i drugim sezonie – melodies – wspaniała robota.
    • ReDone-Subs – ponownie tłumaczą starsze serie (i robią to naprawdę dobrze), gdzie jedyną opcją są oficjalne, najczęściej bardzo złej jakości napisy.
    • Kantai – naprawdę dobre tłumaczenia (choć jest i bardzo mało), w zasadzie wszystko zachowane z oryginału, zdecydowanie grupa warta polecenia.
    • Frostii
    • anime.fin
    • C1Anime
    • Crunchyroll* – o wiele lepsze niż Funimation, jednak często także dochodzi do lokalizacji i pomijania honoryfikatorów oraz mniejszych lub większych błędów w tłumaczeniach (mimo wszystko nie jest to tak rażące jak w przypadku grup, które wymieniłem w poprzednim punkcie) – wybierać przy oglądaniu sezonowym, gdy grupy typu Doki nie biorą się za tłumaczenie danego serialu.

*oczywiście są to serwisy, które wykupują licencje na oficjalne streamowanie danych tytułów ale uznałem, że skoro sami tłumaczą wszystko, można ich zaliczyć do grup tworzących napisy.

 

Przydatne linki (artykuły na temat tłumaczenia i napisów) pozwalające rozpoznać dobre tłumaczenia anime:

  • NaikoAre727

    Wiesz, że Wasze (SONKEI-Fansubs) tłumaczenie z Kiniro Mosaic wylądowało na „Magia polskich subów”? (https://www.facebook.com/594450637325002/photos/a.594452380658161.1073741826.594450637325002/728580687245329/?type=3&theater) 😛

    • Widziałem, ale przecież nie będziemy płakać, bo komuś przeszkadza kilka zdań na napisach końcowych, czego powód już kilka razy wyjaśnialiśmy w różnych miejscach jak i na naszej stronie
      http://sonkei.animesub.moe/napisy/kiniro-mosaic-01/

      • NaikoAre727

        Masz rację, nie ma co płakać 😀 Moim zdaniem dobrze zrobiliście, bo dzięki temu być może niektóre osoby zaczną poprawnie odczytywać 🙂 BTW, świetnie prowadzony blog 😉

        • Dzięki 🙂 Zapraszam częściej w takim razie 🙂

          • NaikoAre727

            Właściwie to śledzę Twój blog od ok. lutego, tylko dopiero teraz założyłem konto 🙂

    • Prawidłowo jest zarówno „szi” i „si”. Z tego co mi wiadomo, przeciętny Japończyk tego nawet nie odróżni. Ten tekst to jakby pisać, że po polsku prawidłowa wymowa wyrazu jabłko to wymawiać „błko” a nie „pko”, bo tak się to pisze znakowo. Poza tym, język jest żywy i się zmienia razem z ludźmi. W niektórych piosenkach to nawet senSE-I śpiewają zamiast SEE. Hiperpoprawność również jest blędem językowym.

      A tak poza tym, „polsku” to przypomiotnik i jak chcecie poprawną polszczyzną pisać, to piszcie „po polsku” małymi, bo inaczej z siebie pośmiewisko robicie jedynie, że nawołujecie do poprawności tłumaczenia, a we własnym rodzimym języku błędy robicie.

      • Tutaj nie chodzi o hiperpoprawność, tylko jakąkolwiek poprawność.
        https://rascal.pl/anime-manga-japonia/wymowa-japonskich-sylab/ tutaj to dokładnie opisałem. I generalnie „szi” nie jest w żadnym wypadku poprawne. A Japończyk odróżni, tylko zwyczajnie tego nie powie / nie zwróci uwagi, gdyż oni tak funkcjonują. Oczywiście, że język się zmienia, ale w tym przypadku to nie ma praktycznie żadnego znaczenia. Jeśli chodzi o pomijanie/przedłużenie „i”, „u” czy czegokolwiek innego… To nie do końca tak jest, że się przedłuża. Prawidłowo powinno się powiedzieć, iż te „i” w sensei się udźwięcznia – nadal tam jest, jednak nie tak wyraźnie, stąd też obcokrajowcy sobie wymyślili, że łatwiej jest po prostu przedłużać poprzednią sylabę. To samo jest w słowie 東京 (とうきょう / toukyou), czyli Tokio. Jak się dokładnie przysłuchasz, to te 2 „u” tam nadal są. To się najlepiej tłumaczy rozmawiając z kimś bezpośrednio.

        A jeśli chodzi o ten błąd, no cóż – zdarza się mnie, zdarza się na wielkich portalach informacyjnych. I tak nawiasem mówiąc, gdzie jest napisane z dużej litery? Chciałem poprawić, ale zwyczajnie nie widzę.

  • Moim zdaniem to nie tyle co Crunchyroll, co powstanie Aegisuba doprowadziło do upadku całej sceny. Przedtem to się trzeba było znać na czymś, żeby w ogóle taki fansub zrobić. Poziom encode’u wtedy a dziś to lepiej nic nie mówić. To samo się samego tłumaczenia tyczy. Wtedy ci mądrzejsi szukali innych mądrzejszych do pomocy. Teraz taki „fansub” to ci byle dzieciak z podstawówki „zrobi”, co to zdemultipleksuje ASS z MKV-ki, pozmienia dwa wyrazy i wrzuci torrenta, że niby „nowe” coś powstało.

    Już nie mówiąc o spadku popularności kanałów IRC-owych i czegoś typu DC++, gdzie ludzie rozmawiali ze sobą tak po prostu o byle czym i poznawali się nazwajem. Teraz to tylko „szybciej, szybciej dawaj odcinek, bo do innej grupy pójdę”. Web 2.0 i komentarze też zrobiły swoje, bo wcześniej tego typu narzekań raczej mało kto widział, a jak na kanale czy forum ktoś taki wpadł, to go/ją zbanowali i był spokój. Teraz tego typu wpisów tyle, że sprawia to wrażenie, jakby na tym grupa polegała, aby tak narzekać i ludziska to powtarzają.

    Musiałam się gdzieś wylać.

    • Przed Aegisub był substation alpha i kilka innych alternatyw. Tworzenie napisów w tych narzędziach w zasadzie nie było o wiele trudniejsze. Na pewno typesetting sprawiał większy problem, ale dla mnie TS ma marginalne znaczenie jak już wspominałem we wpisie. Popularność IRC spadała i nadal spada między innymi ze względu na olbrzymi wzrost trolli. Sam już w zasadzie nie siedzę na IRC, gdyż zwyczajnie mam dość jak widzę co się wprawia na większości kanałów, na których kiedyś (bardzo dawno temu) rozmawiało się świetnie.
      Crunchyroll w zasadzie nie jest taki zły, maja wiele znośnych tłumaczeń (na pewno o wiele lepszych niż oficjalne tłumaczenia z lat ~90-2007), ale przez nich wiele dobrych grup zwyczajnie umarło (z tym, że CR dopiero od niedawna poprawił jakość swoich tłumaczeń, początki mieli okropne, mniej więcej na poziomie Funimation, a Funimation o generalnie zło i pisanie od nowa skryptu). To nie znaczy, że kiedyś nie było „gównosubów”. Commie czy GG od zawsze robiło syf. Było jeszcze kilka innych równie tandetnych tworów (albo nawet gorszych) jak CoalGuys czy Hadena. Ale było także wiele świetnych (które wymieniłem), a oprócz tego mnóstwo pojedynczych ludzi tłumaczących tylko wybrane serie. Teraz już prawie tego nie ma. Jak wyglądała polska scena tego w zasadzie nie wiem, w zasadzie nigdy nie korzystałem z polskich napisów, jednakże kilku znajomych mi pisało, że „u nas” dobrzenie było nigdy. Z drugiej strony w książce „Japonizacja. Anime i jego polscy fani” znalazłem jeden cytat

      Tłumaczę z japońskiego i moje tłumaczenia są wierne, może nie piękne, ale najwierniejsze, jakie umiem zrobić. W telewizji ludziom puszcza się przerobione napisy czyli takie, by wszyscy zrozumieli to, co mówią. Jak anime jest od 15 lat, to telewizja przerabia tłumaczenia po to, by dwunastolatek to zrozumiał

      …Także, może kiedyś było jednak lepiej.