Kategoria: Anime & Manga, Japonia | Tagi: , ,

Love Hina / ラブひな (2000-2002)


Data publikacji: 12 maja 2019     Autor:

Love Hina (2003) - recenzja anime - rascal.pl

Love Hina

Urashima Keitarou w dzieciństwie obiecał swej znajomej, iż spotkają się ponownie na studiach w Tokijskiej Uczelni Wyższej. Chłopak niestety oblewa egzamin kwalifikacyjny, jednak nie poddaje się i postanawia poświęcić najbliższy rok swojego życia na porządne przygotowanie się do kolejnej rekrutacji. Przypomina sobie, że jego babcia prowadzi gospodę i postanawia się do niej wprowadzić. Ku jego zaskoczeniu, ową gospodę przekształcono w żeński akademik, którego dziwnym zbiegiem okoliczności wkrótce zostaje gospodarzem…

 

 

Oprawa audiowizualna Love Hina

Love Hina to seria z roku 2000, warto mieć to na uwadze. Mnie osobiście spodobała się oprawa wide (szczególnie tła) oraz sama animacja. Ekipa studia Xebec zastosowała typową dla tamtych lat bardzo ekspresyjną metodę odzwierciedlania emocji. Sam design postaci – jak zwykle przy seriach z tamtych lat -przypadł mi do gustu – (wiele razy już wspominałem) ta dekada to zdecydowanie mój ulubiony okres.

Muzycznie serial ten nie wyróżnia się niczym szczególnym. No, może oprócz mocno charakterystycznego openingu, który już od pierwszego odsłuchu ostro wrzyna się w pamięć. Pod względem głosów postaci nie mam jak zwykle nic do zarzucenia no i Horie Yui (w roli głównej bohaterki – Naru) wypadła po prostu perfekcyjnie.

Fabuła i bohaterowie Love Hina

Love Hina to przede wszystkim komedia z drobnymi elementami romansu. Komedia wznosząca się na przeróżne szczyty absurdu. Choć zwykle nie przepadam za nadmiernie absurdalnym humorem, przyznam bez bicia, iż tutaj wszystko pasowało do siebie idealnie.

Nie jestem pewien dlaczego serial ten leżał przez długie lata w mojej liście “on hold”. Gdy niedawno dałem mu drugą szansę, zupełnie inaczej podszedłem do tematu i bezskutecznie próbowałem się doszukać powodów zapałzowania oglądania przy pierwszym podejściu.

Z racji tego, że jest to komedia z elementami romansu ze wczesnych lat dwutysięcznych, główny bohater zostaje z hukiem wystrzelony w kosmos przez silne uderzenie zdegustowanej jego zachowaniem głównej bohaterki ( Narusegawa Naru) co najmniej kilka razy w ciągu jednego odcinka. Tytuł serii pochodzi natomiast od nazwy akademika (w którego wnętrzu rozgrywa się większość akcji serialu). Ten z kolei zawdzięcza swą nazwę babci głównego bohatera – Urashimy Keitarou o imieniu Hinata.

Rzecz jasna żeńska obsada to cały wachlarz różnych typów charakterów, zaczynając od wspomnianej wyżej Naru (tsundere), Maehara Shinobu (wstydliwa i nieśmiała), Suu Kaolla (nadaktywna), Otohime Mutsumi (opiekuńcza starsza siostra), Sarah McDougal (rozpuszczona dziewczynka z zachodu), Aoyama Motoko (chłopczyca) czy Konno Mitsune (kompletnie beztroska stara panna). Oprócz tego pojawia się mnóstwo postaci drugoplanowych, które aktywnie włączają się w przebieg przedstawianych wydarzeń. Choć całość ma charakter raczej epizodyczny, to od czasu do czasu fabuła popychana jest za pomocą nadchodzących egzaminów rekrutacyjnych do Tokijskiej Uczelni Wyższej (Toudai). Nie obyło się także bez wielu nawiązań do klasycznych serii, choć na tym polu nie mam za bardzo czym zabłysnąć, ponieważ początek lat 90 i wcześniej to nie moja epoka i dość rzadko sięgam po produkcje z tamtych lat. Najbardziej oczywistymi były nawiązania do takich blockbusterów jak Dragon Ball, Maison Ikkoku, Evangelion, Gundam, czy Bishoujo Senshi Sailor Moon. Zauważyłem również referencje dotyczące gier takich jak Final Fantasy i Chrono Cross.

Ocena i podsumowanie Love Hina

Wystawienie oceny tej serii nie jest dla mnie łatwe. Wiem natomiast jedno – warto podzielić sobie oglądanie na partie. Love Hina nie nadaje się do obejrzenia na raz. Do świata serialu i bohaterów trzeba regularnie powracać by odpowiednio się z nimi zżyć i docenić to, co twórcy chcieli nam pokazać. Dlatego też polecam oglądanie maksymalnie jednego odcinka na dzień.

Uprzedzając sugestie i pytania – tak, dobiegły mnie słuchy, iż manga jest inna niż adaptacja (czy lepsza – tutaj zdania były już podzielone). Możliwe, że wrócę do tej historii w postaci mangi w przyszłości, jednak raczej nie w chwili obecnej.

Love Hina to zdecydowania udana podróż w czasie do poprzedniej dekady i jeśli tylko dobrze wspominasz ten okres, z pewnością docenisz również tę serię. Moja ocena to 7.5/10. Może ciut naciągana, wystawiona pod wpływem patrzenia przez nostalgiczne okulary. Mimo wszystko, nie wszystkie serie tego typu wywołują u mnie równie pozytywne emocje, więc myślę, iż taka ocena jest zasadna.

Warto wspomnieć jeszcze o odcinkach specjalnych, które warto obejrzeć, ponieważ są one kontynuacją.

Z jakim tłumaczeniem polecam oglądać Love Hina

  • KickAssAnime – z czystym sercem mogę polecić.

Zrzuty ekranu: